Licznik odwiedzin: 10030162
Moja Ukraina. Lion City.
Moja Ukraina. Lion City.
ks. Piotr
2018-12-09

   Wreszcie: środa, 8 dzień sierpnia zapowiadał się wspaniale. Po porannej Mszy świętej w parafialnym kościele w Rohatyniu mieliśmy się udać do sławnego Lwowa. Marzyłem o tym od dawna, a jednak dopiero w ostatnim dniu naszego pobytu na Ukrainie miałem się tam udać wraz z Piotrem, siostrą Damianą i Irenką, która miała nam służyć jako przewodniczka. Z Rohatyna to niespełna 70 kilometrów, które przebyliśmy w niecałą godzinę. Dopiero w samym centrum miasta, gdzie ulice są remontowane, trudno było znaleźć dojazd do cmentarza Łyczakowskiego. Na parkingu spotkaliśmy młodego człowieka, który zaoferował „opiekę\" nad samochodem za kilka hrywień. Przy wejściu okazało się, że duchowni i siostry zwiedzają nekropolię za darmo. To była wędrówka w przeszłość naszej Ojczyzny. Na koniec obowiązkowo modlitwa przy „Lwowskich Orlętach\". Na cmentarzu spotkaliśmy wielu turystów z Zachodu, tylko nie wiemy jaką wersję historii podawali im przewodnicy. Byliśmy tam tylko dwie godziny i trzeba przyznać, że dwa dni też byłoby za mało. Nasz „opiekun\" samochodu czekał na nas. Musiał być głodny, bo poprosił o kanapkę... Udaliśmy się do kościoła św. Antoniego, który w czasach „świetlanej przyszłości\" był jedynym czynnym kościołem we Lwowie. Tam pozostawiliśmy nasz pojazd, by ruszyć na zwiedzanie Starego Miasta. Oczywiście bardzo pobieżnie. W archikatedrze czekał na nas ks. Jan, wikariusz, który pokazał nam różne zakamarki. Od-wiedzieliśmy też prywatną kaplicę arcybiskupa. Niestety, on sam był na urlopie. Muszę więc jeszcze poczekać na spotkanie z Pasterzem diecezji. Ks. Jan pokazał nam miejsce, gdzie możemy się dobrze posilić. Lwowska Primiera. Powiem krótko: nie zawiedliśmy się. Choć przychodzą tam tłumy turystów z Polski, zostaliśmy obsłużeni dość szybko i z kulturą. Kiedy potem wchodziliśmy do kościoła oo. Dominikanów, to trafiliśmy akurat na Mszę świętą odpustową. Zostaliśmy zaproszeni na agapę, gdzie siostra Damiana spotkała swoich przyjaciół. Poczęstunek odbywał się w dawnej, barokowej, pełnej fresków kaplicy zakonnej (a może refektarzu?). Po wojnie zabrano zakonnikom klasztor i tylko pozostawiono im to piękne pomieszczenie. Nawet kościół muszą dzielić wspólnie z grekokatolikami. W spotkaniu brali udział liczni członkowie trzeciego zakonu św. Dominika.

   W fabryce czekolady, w której przewijało się mnóstwo turystów i trudno było znaleźć wolne miejsce z wysokości piątej kondygnacji podziwialiśmy panoramę miasta. Dokładnie można było zobaczyć fragment miasta. Na chwilę przed zamknięciem weszliśmy do kościoła św. Antoniego. Było warto. I czas w drogę. Jeszcze tylko trochę błądzenia po uliczkach Lwowa. Brak oznakowania to norma na Ukrainie. Ostatni wieczór. Długie, nocne rozmowy i trwanie przed Panem w kaplicy. Jest za co dziękować i do czego wracać. Do tego kraju.....tęskno mi, Panie... 

Wtorek
21 maja 2019
Okres zwykły
8:00 - Msza św.
Intencja: + Krzysztof Bąkowski (greg. 21.)
18:00 - Msza św.
Intencja: ++ Halina Olszewska (3. r. śm.), Stanisław, Eugeniusz i Gabriel

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku