Licznik odwiedzin: 10153566
Z życia parafii
Moja Ukraina. Jasna Góra Prawosławia.
ks. Piotr
2018-10-14

   Piękne słońce obudziło nas na plebani w Trembowli. Po porannej Eucharystii i smacznym śniadaniu ruszyliśmy na Zbaraż. Przydała się znajomość Trylogii. Chcieliśmy obejrzeć zamek, który pod wodzą księcia Jaremy Wiśniowieckiego stawił opór kozackim i tatarskim wojskom. Najpierw odwiedziliśmy Stary Zbaraż, gdzie po zasięgnięciu języka, odnaleźliśmy ruiny starego zamku i pamiątkową tablicę poświęcona ukraińskim bohaterom. Gdy zajechaliśmy do centrum miasta przywitał nas pomnik Bohdana Chmielnickiego. Na wzgórzu ujrzeliśmy piękną architekturę zamku. Niestety, w wielu salach umieszczono wiele figur zabranych z kościołów. Miasto raczej zaciszne. Dawny Kościół Franciszkanów niedawno oddany zakonnikom był zamknięty. W pomieszczeniach klasztornych urzędy opieki społecznej. Ruszamy dalej na północ przez piękne tereny Wołynia. Wjeżdżając do Krzeszowa witają nas ruiny zamku na wysokiej górze. Odwiedzamy Kościół pw. św. Stanisława Biskupa. Niestety, oglądamy piękne wnętrze świątyni jedynie przez kraty. Udajemy się do muzeum Juliusza Słowackiego. Umieszczone w dawnym dworku, prawdopodobnie w rodzinnym domu wieszcza. Upał doskwiera i czas na posiłek. Po poszukiwaniach odnaleźliśmy restaurację z klimatyzacją. Kiedy przyszło do płacenia za dość obfity obiad z deserem to nadziwić się nie mogliśmy niskim rachunkom. Ale tu, na Ukrainie mieszkańcy też mniej zarabiają. Jeszcze wjazd na górę, by z wysoka, wśród ruin zamku, obejrzeć piękna panoramę Krzeszowa i ruszamy na zachód do Poczajowa. Z daleka widać złocące się kopuły cerkwi (jest ich 16 w jednym kompleksie). Tutaj króluje Matka Boża Poczajowska. To Jasna Góra Prawosławia. Będąc pod jurysdykcją Patriarchatu Moskiewskiego, podjęte są pewne środki ochrony. Przy bramie stoi żołnierz gotowy do obrony przed wybrykami nacjonalistów. Po odwiedzeniu kilku cerkwi (Piotr nie wszedł ze względu na zbyt krótkie spodnie, ale ze swoja brodą mógł być uznany za popa...) Smutne, że przy wejściu możemy się dowiedzieć, że będziemy (jesteśmy) potępieni jako odszczepieńcy, jak i zresztą wszystkie inne wyznania chrześcijańskie, oprócz oczywiście prawosławia, co zaznaczono na wielkiej tablicy. Przy zachodzącym słońcu ruszamy w drogę powrotną. Na stopa zabieramy miejscową kobietę, która wracała z działki do Tarnopola. Na pożegnanie otrzymaliśmy maliny. Prosto z działki. Było już ciemno i deszczowo gdy wjeżdżaliśmy do Trembowli. Obydwaj księża czekali na nas z niepokojem. Ale jednak dostaliśmy jeszcze coś na kolacje od siostry Teresy. Było za co dziękować Panu. cdn. 

Moja Ukraina. Anatolij X 2.
ks. Piotr
2018-10-07

   Ponieważ przyjechał do Rohatynia na cztery dni ks. Tadeusz, znajomy siostry Damiany, mogliśmy wyruszyć w kilkudniową podróż. W sobotę zostaliśmy zaproszeni do Trembowli. A zatem tam skierowaliśmy naszą srebrną strzałę marki Hyundai. Po drodze miał nas czekać ks. Anatolij neoprezbiter pochodzący spod Tarnopola. Zanim doszło do spotkania z nim, mieliśmy przeżycia związane z przebyciem odcinka drogi do Brzeżan. Gdyby nie resztki asfaltu, można by sądzić, że to droga z czasów, gdy nieznane były samochody. Za Podhajcami czekał na nas ojciec Anatolij, który pojechał z nami do Zarwanic. Dla grekokatolików to ich Jasna Góra. Na wielkiej przestrzeni rozmieszczono wiele cerkwi, dom pielgrzyma. Choć jest to stare miejsce pielgrzymkowe, dopiero od niedawna zaczęto budować nowe cerkwie, stacje drogi krzyżowej. Udajemy się do Trembowli, gdzie w domu sióstr prezentek czeka z obiadem siostra Teresa wraz z drugim Ojcem Anatolijem proboszczem parafii świętych apostołów Piotra i Pawła. Kościół zbudowali Polscy katolicy w 1927. Niestety, kiedy po II wojnie światowej przyszła nowa władza zaprowadzając nowe porządki, zamieniono kościół na magazyn, a później na dom kultury. Obecnie jest odnawiany. Miejscowi parafianie z wielką pieczołowitością oczyszczają strop z warstw wapna. Na plebanii poznaliśmy panią Lusię, Białorusinkę, która przygotowała posiłki dla pracowników. Po obiedzie młody ojciec Anatolij wiezie nas do Tarnopola. Zwiedzamy kościół podominikański, który podstępem przejęli grekokatolicy. Na deptaku tłumy turystów. Miasto powoli odzyskuje dawny blask. Wracając zwiedzamy Kościół w Mikołajewicach, który obsługują księża z Trembowli. Wieczorem wspaniałe braterskie spotkanie. Dwóch Piotrów i dwóch Anatolich i - nie wątpię - Pan Jezus, któremu dzięki za wszystko. Idąc na spoczynek myślę o skromności ks. Proboszcza, który żyje jak mnich, a gościnny jak rzadko który. cdn.  

Moja Ukraina. Nasze plany i nadzieje.
ks. Piotr
2018-09-30

   Obudziło mnie piękne słońce za oknem. Takie jak w Polsce - pomyślałem. Po porannej modlitwie w kaplicy i śniadaniu przyjechał ks. Jan, by zabrać nas do Lipówki. 15 km drogą już dawno nie remontowaną ale za to piękne widoki. Przed starym kościołem z XVI wieku pw. św. Mikołaja czekało już kilka osób. Jednak mniej niż zwykle. Okazało się, że ruszyły prace żniwne i mężczyźni poszli do pracy na polu. Zewnątrz i wewnątrz kościół już po remoncie, lecz jeszcze wiele do zrobienia, zwłaszcza, że wilgoć zaczęła wchodzić w mury. Młodych ludzi niewielu, ale wszyscy w jakiś sposób zaangażowani w liturgię. Skupienie, piękny śpiew wszystkich obecnych sprzyja atmosferze modlitwy. Po mszy świętej rozmowa z Andriejem, który pokazuje nam już częściowo ułożony chodnik wokół świątyni. Dowiadujemy się o tragicznej historii z czasu ostatniej wojny, kiedy to spalono miejscowych wiernych przy kościele. Pozostał spalony krzyż..

   Jedziemy do Rohatyna. Tam o 12.00 Msza święta. Tu, już w mieście, więcej uczestników, schola, więcej ministrantów. Mam głosić homilię. Po polsku. Podobno wszystko rozumieją. Po Mszy świętej poznajemy Wołodię, kleryka saletyńskiego, który przyjechał na wakacje do rodziny. Razem spożywamy obiad przygotowany przez siostrę Damianę. Potem pożegnanie z ks. Janem, który wyrusza do rodziny. Kiedy planujemy z Wołodią kolejnego dnia zwiedzić Lwów, otrzymuje on wiadomość o śmierci we Lwowie wujka, u którego się wychował. Plany Boże są inne. Krótka sjesta i z Piotrem ruszamy na zwiedzanie okolicy. Pogoda temu jak najbardziej sprzyja. Jeszce raz za dnia zwiedzamy miejscowy cmentarz. Wszędzie cisza, ulice puste, po drodze piękne cerkwie. Dochodzimy do Czortkowskiej góry. Musimy uważać na barszcz Sosnowskiego, roślinę niebezpieczną dla otoczenia, która się tu bardzo rozprzestrzenia. To wielki dar Boży oglądać panoramę miasta. Później krótki mecz na ulicy z dziećmi. Jeszcze radość Piotra, który przez skypa mógł porozmawiać z żona, a ja miałem bezpośrednie połączenie w kaplicy z największą Miłością. Cóż ona dla nas przygotowała na jutro? cdn. 

Spotkanie Rady Duszpasterskiej
2018-09-23

   Czwartkowe, pierwsze po wakacjach, spotkanie  Rady Duszpasterskiej rozpoczęło się -  jak zwykle - od modlitwy. Zabrakło, co prawda, przedstawicieli kilku grup duszpasterskich, ale spotkanie odbyć się musiało.

   Już 3 października rozpocznie się Synod Biskupów na temat Młodzież, wiara i rozeznanie powołania. Nie tylko z wysokości katedry następcy św. Piotra widać, że młodzi dziś są w wielkim zagubieniu. Przy ogromnej ilości propozycji światowych wielu z nich zatraca to, co najistotniejsze - perspektywę życia wiecznego. Niestety, można to obserwować również i w naszej rzeczywistości. Przy naszej tradycyjnej katolickości, dwóch godzinach lekcji religii w szkole, stosunkowo niewielu młodych ludzi można spotkać w kościele... Niekiedy ten proces separowanie się od Boga rozpoczyna się już po... przyjęciu I Komunii św. Znaczący wpływ na zachowania tego rodzaju ma rodzina. Ale nie tylko. Dlatego właśnie od młodzieży rozpoczęto to spotkanie. Chodzi o to, abyśmy razem, we wspólnocie parafialnej zastanowili się jak można pomóc tym, którzy mają ten wiek, z któregośmy dawno wyrośli, ale zupełnie inne problemy i znacznie większą ilość pokus. Najróżniejszych. To temat otwarty i dobrze by było, gdybyśmy nie czekali na ustalenia Synodu, ale spróbowali podjąć jakieś działania, które otworzą serca tych ludzi dla Boga. Ostatecznie pytanie Pana Jezusa Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? pozostaje wciąż aktualne, a odpowiedź zależy też od naszego działania.    Kolejnym tematem był nadchodzący czas październikowy - miesiąc różańca świętego, który winien wszystkich nas zmobilizować do podjęcia modlitwy tak upragnionej przez Najświętszą Matkę. Zdecydowano, że nie podejmiemy eksperymentów w zakresie zmian godzin nabożeństw różańcowych. 

   Natomiast eksperyment ma mieć miejsce - zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami - w czasie rekolekcji i to zarówno przedodpustowych jak i wielkopostnych. Chodzi o zmianę godzin Mszy św. aby dać okazję większej liczbie parafian do wzięcia w nich udziału. W niektórych wspólnotach się to sprawdziło - może i u nas zadziała? W tych dniach nie byłoby Mszy św. o godz. 8.00, ale o 10.00. Podobnie wieczorna Msza św. rozpoczynała by się o godz. 19.00 zamiast 18.00 - aby dać szansę dłużej pracującym.

   Przy tej okazji poruszono też kwestię odpustu, który wymagać będzie znów pomocy w zakresie przygotowania liturgii, poczęstunku odpustowego w namiocie oraz następującego po nim przeglądu teatrów amatorskich KURTYNA. Tam również potrzebne będzie szersze wsparcie, ale do tego czasu spotkamy się na kolejnej Radzie Duszpasterskiej.

   Wysłuchaliśmy też sprawozdania z postępów w zakresie przygotowania kolejnego kalendarza parafialnego, który prawdopodobnie za kilka tygodni będzie dostępny i - jak zwykle - na tyle uniwersalny, aby można było polecać ich nabycie również ludziom spoza parafii.

   Pojawiła się też sugestia dotycząca busa (zwanego pieszczotliwie Moherobusem), którym szóstka wolontariuszy na zmianę dowozi i odwozi osoby starsze czy mniej sprawne do kościoła na Msze św. w dni powszednie. Prawdopodobnie nie wszyscy o tym wiedzą, dlatego tą informacją pragniemy dotrzeć do ewentualnych zainteresowanych.

    Odżyła znów propozycja częstszych adoracji Najświętszego Sakramentu w naszej świątyni. Najlepiej całodziennych... To jednak - póki co - musi poczekać do czasu wykonania porządnego zabezpieczenia monstrancji na wypadek fizycznego ataku na materialną Postać Chrystusa.

   Jeśli chodzi o kwestie zabezpieczeń, w najbliższym czasie trzeba będzie wykonać bramę i furtki do kościelnego ogrodzenia, aby postawić tamę dzikom, nie mającym poszanowania dla kościelnego terenu... Do tej pory zawsze mówiliśmy, że kościół winien być przestrzenią otwartą i dlatego nie należy jej zamykać, ale rzeczywistość zweryfikowała te postanowienia...

   W kwestiach remontowych wspomniano też o zbliżającym się remoncie wieży oraz wołającym o lifting Biurze Parafialnym... To jednak raczej sprawa dla Rady Ekonomicznej.

    W kwestii porządkowej (w dosłownym znaczeniu) padła też prośba, by każda z grup korzystających z salek parafialnych czy kawiarenki, dbała o czystość tych pomieszczeń, a ewentualne awarie były natychmiast zgłaszane.

   Panie z Caritasu przybliżyły pokrótce sytuację obecnych działań i... potrzeb. Pojawiła się też nadzwyczajna potrzeba dotycząca kosztownego kuracji dziecka, w którą również chcą się zaangażować przez zorganizowanie w najbliższym czasie zbiórki.

   Modlitwa na zakończenie i błogosławieństwo zamknęły spotkanie.  

Moja Ukraina. Stepie szeroki...
2018-09-23

 Sobota 28 lipca. Z Gdańska wyrusza piesza pielgrzymka na Jasna Górę, a my opuszczamy granice Rzeczpospolitej. Piękna, słoneczna pogoda. Poranna Msza święta w drewnianym barokowym kościele Matki Bożej Szkaplerznej z błogosławieństwem miejscowych kapłanów była pięknym darem. Ruszamy po śniadaniu. Po 20 km docieramy do granicy. Nie widzimy przejścia, a przed nami kilometrowa kolejka pojazdów. Czas na modlitwę. Pomogła. Celnicy ukraińscy nie mieli zastrzeżeń co do przewożonych darów. Tylko trzeba było zebrać odpowiednią ilość pieczątek od wszystkich urzędników. Po dwóch godzinach, właściwe trzech, bo czas tu inny, ruszamy na Lwów. Piękna bardzo szeroka droga. Widoki ciekawe. Teren raczej płaski. Mało pojedynczych zabudowań. W miasteczku Równe zaciekawiły nas furmanki z tablicami rejestracyjnymi. Później przyzwyczailiśmy się do tego widoku. Trochę żałowaliśmy, że pojechaliśmy obwodnicą Żółkwi i tylko z daleka widzieliśmy panoramę miasta z jego zabytkami. Ale nie wiedzieliśmy ile czasu nam zajmie dojechanie do Rohatyna. W okolicach Lwowa nawierzchnia drogi coraz gorsza. Ale jak przejechać przez Lwów nie wjeżdżając do jego centrum? Niestety oznako-wanie dróg jest bardzo słabe. Na stacji benzynowej kupiliśmy atlas. Przydała się dawna znajomość odczytywania map. Po przejechaniu odcinka obwodnicy z pięknym widokiem na panoramę Lwowa zjeżdżamy na drogę prowadzącą do Stanisławowa, które obecnie nosi nazwę Iwanofrankowska. I wtedy zrozumiałem dlaczego o te żyzne ziemie były wciąż walki. Ujrzeliśmy bezkresne przestrzenie, malownicze krajobrazy, drogę wijącą się pośród wzniesień, na których było żółto od słoneczników. Stepie szeroki, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz, chciało się zaśpiewać, choć to jeszcze nie stepy, ale już czuło się klimat tych przepięknych ziem i ludzi. Około piętnastej dojechaliśmy do celu. Po chwili spotkaliśmy się z ks. Janem. Udaliśmy się do domu sióstr prezentek, które prowadzą ochronkę. To tam mieliśmy mieszkać przez dwa tygodnie. Przywitała nas sympatyczna siostra Damiana. Po posileniu się udaliśmy się wszyscy do Bolszowiec. Dzięki pomocy Polaków udało się odbudować dawny klasztor i kościół karmelitów zniszczony przez władze sowieckie. Obecnie pracują tu franciszkanie. Tu znajduje się sanktuarium maryjne i choć oryginał obrazu 50 lat temu został przewieziony do kościoła św. Katarzyny w Gdańsku, to tutaj przybywają liczne pielgrzymki, tu odbywają się rekolekcje i kolonie. Ugoszczeni przez gwardiana, ojca Andrzeja ruszamy z powrotem. Jeszcze tylko wieczorna wyprawa na cmentarz, odwiedzenie grobowca polskich żołnierzy. I trzeba spać, bo jutro niedziela. I tak za dużo wrażeń jak na jeden dzień. cdn.

Moja Ukraina. Piękna nasza Polska...
2018-09-16

   Kiedy rok temu przybyłem do Małego Kacka, nie spodziewałem, się, że tak szybko zrealizują się moje pragnienia. Poznałem wicedyrektora szkoły, pana Pawła, którego brat, ksiądz Jan pracuje na Ukrainie. Dowiedziałem się, że już ks. Krzysztof próbował zorganizować wyjazd, lecz zabrakło chętnych.   

   W grudniu nawiązałem kontakt z Ks. Janem , by omówić wyjazd latem z ministrantami. Chciałem, by poznali nowe realia oraz przeżyli lekcje historii odwiedzając dawne kresy Rzeczpospolitej. Niestety, po rozmowie z rodzicami, musiałem z tego planu zrezygnować. Wiedziałem, że pojadę, tylko z kim? - Dwa tygodnie samemu za granicą, zastępując ks. Jana na parafii w Rohatyniu. 

  Na początku lipca poproszono mnie o przewiezienie darów na Ukrainę. Tym bardziej potrzebowałem kogoś, kto pomoże przy transporcie darów. Tydzień przed wyjazdem zgłosił się do wyjazdu Piotr z Oksywia. Mój przyjaciel, który bardzo mi pomógł w organizacji pielgrzymki rowerowej do Kalisza. Jeszcze tylko załatwienie paszportu w ciągu trzech dni i możemy ruszać.

   27 lipca po Mszy świętej i smacznym śniadaniu na plebanii i błogosławieństwie ks. proboszcza wyruszamy w drogę ku naszym południowo-wschodnim rubieżom. Pogoda piękna, tylko przed Warszawa napotkaliśmy ścianę deszczu. A potem znów piękna pogoda i coraz bardziej malownicze krajobrazy Lubelszczyzny i Zamojszczyzny. Około 19.00 dojeżdżamy do Tomaszowa Lubelskiego. To tutaj mamy nocleg u rodziny naszych przyjaciół z Gdyni. Jeszcze tylko wieczorny spacer i obserwacja zaćmienia księżyca. Jutro Ukraina.  cdn.

W trosce o czyste powietrze w dzielnicy
Sebastian Jędrzejewski
2018-09-09

 Ten temat powraca jak bumerang, a zainteresowani nim są przecież wszyscy. Każdy bowiem chciałby czystego, ekologicznego, urokliwego skądinąd Kacka. Same życzenia i pragnienia jednak niczego nie zmienią.  Dlatego właśnie pow-stały konkretne propozycje płynące z Urzędu Miasta. Zawierają się one w programie pod nazwą Piecodoradcy.

    Program ten realizowany jest przez miasto Gdynia. Udział w projekcie jest bezpłatny, można się do niego zgłosić poprzez wypełnienie deklaracji. W ramach projektu w domach mieszkańców odbywać się będą wizyty doradców (kominiarz, specjalista w zakresie spalania paliw i rodzajów pieców oraz członkowie Gdyńskiego Alarmu Smogowego). Zostaną przeprowadzone przeglądy instalacji, czyszczenie przewodów kominowych, przedstawienie rekomendacji oraz działania edukacyjne z przekazaniem konkretnych materiałów informacyjnych. Po takim audycie uczestnik projektu sam wybierze jakie działania będzie chciał podjąć: bądź to skupić się na rekomendowanych sposobach eksploatacji kotła oraz wyborze rodzaju paliwa, bądź przeprowadzić drobne usprawnienia instalacji, montaż płytki Wery, montaż nowego pieca piątej klasy - wyłącznie w przypadkach uzasadnionych technicznie i ekonomicznie. Palnik Wery jest urządzeniem do spalania dymu w kotłach i piecach na paliwo stałe, ograniczające emisję zanieczyszczonego dymu do atmosfery. Działanie palnika Wery polega na przepuszczaniu spalin przez rozgrzane palenisko. Przesłona palnika zatrzymuje odpływ dymu wytworzonego podczas pierwotnego spalania. Skumulowany dym zostaje dotleniony i ponownie zassany do paleniska. W komorze spalania następuje spalenie gazów z udziałem palnika. Uzyskana w ten sposób wysoka temperatura podnosi wydajność grzewczą, a szkodliwe związki spalin ulegają rozpadowi. Po zainstalowaniu palnika do spalania dymu uzyskujemy oszczędności w opale sięgające 30%-50%, a w czasie procesu spalania z przewodów kominowych nie wydobywa się widoczny dym.

    Spotkanie wyjaśniające dylematy grzewcze odbędzie się w Centrum Kultury przy ulicy Łowickiej 51. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy w poniedziałek 17 września o godzinie 17.00.  

Sebastian Jędrzejewski

Radny Miasta Gdyni  

Moja Ukraina, nasze Kresy...
ks. Piotr
2018-09-09

 Dlaczego moja? Dlaczego Ukraina, a nie na przykład Kresy? Nie wiem, czy zdołam się wytłumaczyć z tak zatytułowanej relacji z zaledwie dwutygodniowego pobytu na Ukrainie, ale ten tytuł już dość wcześnie pojawił się w mojej głowie. Chyba wtedy, gdy już z Piotrem wracałem za dalekiej podróży i miałem świadomość, że trzeba będzie podzielić się z innymi świadectwem Bożej łaski (bo tak na to patrzę i przyjmuję) pobytu na ukraińskiej ziemi. Wiem, wielu chciałoby powiedzieć: ale to nasze ziemie, tylko nam zabrane. To nasze Kresy. Tak, to prawda. Ale prawdą jest również i to, że obecnie jest to miejsce na ziemi, które Bóg w opatrzności swojej dał narodowi ukraińskiemu, by tam żył, pracował i dążył do zbawienia.

   Dawno, dawno temu miałem marzenia, pragnienia, by pojechać do pracy jako misjonarz na bliżej nieokreślonym Wschodzie. A na wschodzie był wówczas tylko Wielki Brat - ZSRS. Ja dorastałem, zostałem wyświęcony na kapłana. W tym czasie na Wschodzie zaszły zmiany. Myślałem więc, że szybko zrealizują się moje marzenia, by wyruszyć na podbój wschodnich rubieży dla Pana Boga. Niestety, przełożeni (i Pan Bóg również) kazali cierpliwie czekać. Co prawda, kilkakrotnie bywałem na Litwie, ale zasadniczo w celach turystycznych.

   Dlaczego „Moja Ukraina\"? - Bo to moje, pierwsze bezpośrednie, osobiste spotkanie z Tą Rzeczywistością, która była dla mnie spełnieniem dziecięcych pragnień. To moje przeżycia, które pozwoliły mi inaczej myśleć, patrzeć, czuć. Pozwoliły doświadczyć, że tak naprawdę nie ma granicy, jest jeden Kościół, jedna wiara, jeden chrzest.

   16 września zapraszam na spotkanie do kawiarenki, gdzie na żywo będę dzie-lił się świadectwem pobytu na Ukrainie, ilustrując je zdjęciami.  cdn    

Jedziemy do św. Józefa - Dom Józefa (cz. 7)
ks. Piotr
2018-09-02

 7 lipca to ostatni dzień naszej pielgrzymki rowerowej. To dzisiaj mamy złożyć intencje przy obrazie słynącym łaskami. To też pierwsza sobota miesiąca. O godzinie 7.00 śpiewamy Godzinki ku czci naszej Matki, której opiekę wciąż czujemy. Potem Eucharystia i wspaniałe śniadanie. Dzisiaj do przejechania jedynie 62 kilometry. Ale chcemy zdążyć do Kalisza na 12.00. Wtedy bowiem odprawiana jest Msza święta dla pielgrzymów. Jeżeli wyjedziemy wcześnie, to nie powinno być większych problemów z dotarciem na czas. Pogoda piękna, temperatura odpowiednia. Co prawda najkrótsza trasa wiedzie droga krajową nr 25. Jazda w towarzystwie tirów nie jest najlepszym pomysłem. Jednak ruszamy. Jest już 9.10. Na początek ja z Agatą. Bracia się nie śpieszą. Maja szybkie rowery. Chcą dać nam szansę - prawdziwi dżentelmeni. Spotykamy ich odpoczywających na trasie. Niestety, po kilkunastu kilometrach tracimy siły. Często przeciwny wiatr, bardzo duży ruch strasznie utrudnia jazdę. Z trudem przychodzi modlitwa. Panie, tylko Ty możesz dodać sił. Czasu coraz mniej. Trudno - nie zdążymy. Będziemy uczestniczyć później. Ale czuło się wtedy też moc modlitwy parafian, za którą jestem wdzięczny. Dochodzi godzina 12.00 wjeżdżamy do Kalisza. Na horyzoncie bazylika. Już na Anioł Pański bija dzwony. Kilka minut po dwunastej zajeżdżam przed zakrystię. Ktoś zadbał o rower. Okazuje się, że księża wraz z księdzem infułatem, proboszczem tutejszego sanktuarium jakby tylko na mnie czekali. Dzięki Ci, Boże, dzięki święty Józefie! Tylko później się dowiedziałem, że nasi dżentelmeni nie zdołali już nas dogonić i troszkę się spóźnili. Ale wszyscy skorzystaliśmy z gościnności i po spożyciu posiłku, mieliśmy czas na osobistą modlitwę przed obrazem Świętej Rodziny. Przedstawia on scenę jak Maryja i święty Józef trzymają za ręce małego Jezusa. Czyż nie jest to znak, ich opieki nad każdym, kto się im szczerze oddaje? Czy nie jest to zaproszenie, by zaufać tym dłoniom, którym zaufał Boży Syn? Bogu niech będą dzięki.                            CDN. w przyszłym roku - jeśli Pan pozwoli. 

Jedziemy do św. Józefa - Daleko i blisko (cz. 6)
ks. Piotr
2018-08-26

   Pierwszy piątek miesiąca lipca rozpoczęliśmy udziałem we Mszy świętej o 9.00. Piękna fasada kościoła św. Mikołaja wyróżniała się znacząco na tle architektury miasteczka. Kilka osób próbowało przed pracą wstąpić do kościoła, który jednak jeszcze był zamknięty. Około 10.30 po krótkiej modlitwie ruszam na najdłuższy etap - czeka nas około 92 kilometrów. Po wczorajszym upale Bóg podarował nam chłodniejszą pogodę, chwilami ze sporym zachmurzeniem. Wyrusza cała piątka, choć w różnym tempie. Po drodze poranny różaniec. Błogosławieństwem jest to, że mamy do dyspozycji samochód. Po 13 kilometrach docieramy do Rogowa. Tam na skraju miejscowości przy cmentarzu na niewielkim wzniesieniu stoi przepiękny kościół świętej Doroty. Wewnątrz parafianki sprzątają kościół i wspominają pożar kościoła przed kilku lat. W ciągu jednego roku dzięki ofiarności wiernych i zaangażowaniu ludzi kościół odbudowano. Podoba nam się ambona w kształcie łodzi. Czas ruszać dalej. Dłuższy postój czeka nas w Trzemesznie. Młodzież nawiedziła pobliski warzywniak. Przebojem kulinarnym stały się banany z malinami. Po  odpoczynku udajemy się do tutejszej prastarej bazyliki z XII wieku pw. Wniebowzięcia NMP i św. Michała Archanioła. Niestety trwają poważne prace remontowe. Możemy jedynie pooglądać romańskie kolumny i spędzić chwilę na modlitwie. Do Kawnic zostało 56 km, a słońce już nie odpuszcza. W miejscowości Witkowo, przy pięknym, neogotyckim kościele pw. Mikołaja znajdujemy odpoczynek na pięknie zadbanym trawniku. Modlitwa do Bożego Miłosierdzia i ostatni odcinek do Matki Bożej Pocieszenia w Kawnicach. Przed 18.00  z Bożą pomocą docieramy przed plebanię, gdzie witają nas  księża salezjanie. Właśnie idą spowiadać, wszak jest pierwszy piątek. Nam udostępniają całą plebanię. Wieczorem po kolacji, ks. Krzysztof otwiera nam świątynie, byśmy mogli wszystkie intencje zanieść do Pana przez ręce Matki, która tutaj jest czczona jako Matka Pocieszenia. Stąd tak niedaleko do Lichenia. I blisko już do Józefa Kaliskiego. 

Czwartek
20 czerwca 2019
Boże Ciało
7:30 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Regina i Kazimierz Zalewscy oraz Czesława i Tadeusz Warda
9:30 - Msza św. - suma
Intencja: Za Parafian
11:00 - Msza św.
Intencja: + Bogusław Arkuszewski (greg. 20.)
13:00 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Stefan Socha, Brunon i Teresa Tylman oraz zmarli z rodziny
18:00 - Msza św.
Intencja: ++ Ojciec Jan Piepke (8. r. śm.), Leokadia i zmarli z rodziny

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku