Licznik odwiedzin: 10153468
Z życia parafii
Jedziemy do św. Józefa - Mała wspólnota w Wielkopolsce (cz. 5)
ks. Piotr
2018-08-19

 Śpiew ptaków obudził nas w tym pięknym miejscu, w którym od tysiąca lat Matka naszego Pana odbiera cześć. O 7.30 Msza święta przed cudownym wizerunkiem Maryi. Potem smaczne śniadanie. Błogosławieństwo misjonarza i - w drogę. Dziś już w piątkę. Poranny różaniec rowerowy daje nam siły, by kręcić następne kilometry w intencjach nam powierzonych. A upał jest nieznośny. Lasów mało. Przeciwny wiatr dał o sobie znać w przepięknej dolinie rzeki Noteci. Chciałoby się tu zatrzymać, ale Maks na zmianę z Wojtkiem popychają mnie do przodu. Z ich pomocą jedziemy średnio prawie trzydzieści kilometrów na godzinę. Mam rower miejski przeznaczony raczej do krótkiej i wolnej jazdy. Jednak po dwóch godzinach jazdy następuje oczekiwany odpoczynek w małej wiosce. W cieniu drzew zajadamy się smacznymi krówkami, które Adrian zdobył w pobliskim sklepie. Wszyscy zasypiają na karimatach, które dostarczyła Asia. Po godzinie pobudka i dalsza jazda do Janowca Wielkopolskiego, w którym stawiamy się o 13.40. Tak wcześnie nie planowaliśmy być na noclegu. Również ks. Andrzej, proboszcz parafii św. Mikołaja był zaskoczony naszym wczesnym przybyciem. Przepiękny Kościół położony przy rynku był otwarty, po modlitwie znaleźliśmy małą restauracyjkę, w której zdołaliśmy się posilić. Wkrótce ks. Andrzej zaprosił nas na plebanię, gdzie każdy mógł skorzystać z tak upragnionego prysznica. Rozlokowani w salce parafialnej mieliśmy czas na budowanie wspólnoty. Po Adoracji pierwszoczwartkowej i Eucharystii zostaliśmy zaproszeni przez miejscową wspólnotę modlitewną na spotkanie przy kawie. Niektórzy, mniej zmęczeni, skorzystali z zaproszenia i mogli usłyszeć piękne świadectwa o duchowej przemianie . Było to piękne doświadczenie żywego Kościoła, za co Bogu dziękuję. Jeszcze tylko wieczorna wizyta u fryzjera, którą załatwili członkowie wspólnoty. Jutro piątek i najdłuższy etap.  (cdn.)

Jedziemy do św. Józefa - U Matki (cz. 4)
ks. Piotr
2018-08-12

 Poranna Msza święta o godzinie 8.00 w kościele św. Jadwigi Królowej i rozmowa z proboszczem, który czekał do północy na nasz przyjazd przypomniała mi o ważnej rzeczy. Inni czekają na nas i od czasu do czasu trzeba dać znak życia. Przy śniadaniu dowiadujemy się, że jednak dziewczyny z Adrianem dotrą do nas samochodem. Możemy zostawić bagaże i przyczepkę. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła. Dziś etap do Górki Klasztornej - najstarszego sanktuarium w Polsce. Początek datowany na XI wiek. Jeszcze we trzech docieramy po kilkunastu kilometrach do Zamartego po drodze wspólnie odmawiając różaniec. Tam mamy czekać na przyjazd pozostałych.

    W Zamartem, dawnym klasztorze augustiańskim, w któ-rym  obecnie przebywają i pracują karmelici bosi, znajduje się sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej. W kościeleprzyjemny chłód. Po chwili poznajemy się z nowicjuszem, bratem Marcinem, który nas zaopatruje w wodę i owoce. Potem udostępnia salkę i spożywamy obiad. Dopiero ok.14.30 docierają do nas pozostali. Dziewczyny jadą dalej samochodem, a my mężczyźni... Cóż to dla nas ok. 40 km? Tylko to 40 km zamieni się w drogę przez pustynię w wielkim upale. Gdyby nie intencja z jaką wyruszyliśmy na pielgrzymi szlak i prośba do Jezusa o siły, byłoby cienko.

   Chłopcy w końcu decydują się, by jechać asfaltem, ja pozostałem na trasie rowerowo - piaszczystej, prawie cały czas prowadzącej przez lasy. Z Bożą pomocą docieram do Górki Klasztornej, gdzie czekają już na mnie pozostali - oprócz Maksa, który gdzieś się zagubił. Zdążyłem na Eucharystię o 18.30. Potem przygotowana kolacja w domu pielgrzyma, wspólna adoracja i nocleg, w naprawdę wspaniałych warunkach. Wiadomo - u Matki.    

Wycieczka dla dzieci
2018-08-12

 Kolejne tygodnie to kolejne wycieczki dla dzieci. Celem poprzedniej była Stężyca z przepięknie położonym jeziorem i strzeżonym gminnym kąpieliskiem. 40 dzieci zażywało wodnej i słonecznej kąpieli na strzeżonym kąpielisku gminnym pod okiem pań opiekunek i czujnego ratownika, zaś trzyosobowe grupy w towarzystwie opiekunów wypływały mniej więcej co pół godziny na krótkie rejsy rowerkami wodnymi. Zakończeniem tych atrakcji była wizyta w chlewie - zwykłym wiejskim chlewie pp. Kulwikowskich, który niektórych zachwycił różnorodnością zwierząt, innych zaś zadziwił i niemalże zgorszył nieprzyjemnym zapachem. No, cóż, od prosiaczka do kotleta długa droga i tylko na końcu nie śmierdzi... Dzieci jednak bardzo zadowolone wracały do domów pytając o kolejny wyjazd.

    Ten zaś nastąpił w minioną środę. Tym razem skierowaliśmy się na północ - do Parku Ewolucji w Sławutówku. Tak naprawdę jest on jeszcze w budowie, bo widać w zarysie bryłę kolejnej budowli. A tymczasem na zwiedzających czekało tam najpierw kino z krótkim filmem o małym dinozaurze Arnoldzie, potem gwóźdź programu - batyskaf, gdzie dzięki technologii 7D i założonym na nosy okularom cała grupa z 38 dziećmi w różnym wieku zanurzyć się mogła w głębiny oceanu, poznając nie istniejące już gatunki morskich istot. Potem był czas na zwiedzane dino-parku z figurami wymarłych już wielkich i mniej-szych dinozaurów. Na koniec pozostał plac zabaw - nietypowy i bogato wyposażanony w kilka chatek Baby Jagi, połączonych ze sobą pomostami, z odrębnymi schodami i licznymi zjeżdżalniami. Największe jednak uznanie zyskał ostatni domek wypełniony plastikowymi piłeczkami, w których - jak w wodzie - skakały i dokuczały sobie dzieci nie tylko z naszej wycieczki. 

Ty, co w Ostrej świecisz Bramie...
2018-08-05

   Te słowa i wiele innych przychodziło na myśl pielgrzymom, którzy od 19-go do 22. ubiegłego  miesiąca nie tylko kłaniali się Ostrobramskiej Matce, ale też chodzili po ulicach i trotuarach, które  przed laty wydeptywali nie tylko Mickiewicz, Słowacki, Miłosz, ale i ks. Skarga, hetman Chodkiewicz, marszałek Piłsudski oraz święci tacy jak Kazimierz Jagiellończyk, Andrzej Bobola czy Siostra Faustyna. Za sprawą fantastycznej przewodniczki, pani Barbary, wiele historii z życia nie tylko wspomnianych osób, ale i zwykłych wilniaków z okresu przedwojennego, czasu wojny i po jej zakończeniu stanęło jako żywo przed oczyma zwiedzających to piękne miasto. Z wolna odzyskujące swą dawną piękność kościoły, zdewastowane głównie w czasach sowieckich, z których najdalszą drogę ma franciszkański klasztor Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny, pięknie odrestaruowane cerkwie, a wszystko to pomalowane barwnymi historiami pani Basi. Organizatorzy tego przedsięwzięcia z ramienia Domowego Kościoła, pp. Mikuć, ubogacili całe przedsięwzięcie zapraszając do wzięcia w nim udziału seniora rodziny Mikuć, p. Włodzimierza. Nieprawdopodobne historie młodego wilniaka, który w wieku 16 lat został partyzantem, gdy miał 17 był już dowódcą oddziału, uwięziony na Łubiance, skazany na ciężkie roboty w 40-stopniowych mrozach, dalej kołchoz w Kazachstanie i powrót do Polski. To wszystko nie odebrało mu pamięci, lotności umysłu ani poczucia humoru. Polubili go wszyscy. Wracając pytali o kolejny wyjazd. Może do Lwowa? 

Jedziemy do św. Józefa - Ich trzech (cz. 3)
ks. Piotr
2018-08-05

   Nocleg w przyczepie campingowej zregenerował siły fizyczne. Potrzeba jeszcze sił duchowych. Niestety nie dało się obudzić na 7.00 moich towarzyszy podróży więc sam udałem się do pobliskiego kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej na Mszę świętą. Przywitał mnie serdecznie ks. Proboszcz Bogdan Lipski. Po Mszy świętej śniadanie i ruszamy we trzech. Nie wiedzieliśmy co z resztą grupy pielgrzymkowej, która pewnie jeszcze odsypiała przeżycia poprzedniego dnia. W dość szybkim tempie dotarliśmy do Kościerzyny, by pokłonić się Maryi Królowej Rodzin. Po zwiedzeniu rynku ruszyliśmy w Bory Tucholskie - do Olpucha. Tam ugoszczono nas w domu mojej kuzynki Teresy. Niestety, lekcja z dnia pierwszego, by nie skracać drogi niczego mnie nie nauczyła. Wojtek z Maksymilianem jechali na rowerach wyścigowych, które wcale nie nadawały się do jazdy po leśnych duktach. Wybierając krótsza trasę  straciliśmy wiele czasu i sił, by później, często prowadząc rowery, dotrzeć do Olpucha. Na szczęście był prysznic i za chwilę wieziono nas samochodem do Konarzyn, by w miejscowej Oberży posilić brata osiołka. Później jeszcze chwila leżakowania, gdzie podsuwano nam różne warianty dojechania do Chojnic na nocleg. Upał dawał się we znaki i pomysł był nienajgorszy, by z Lubni dotrzeć do Chojnic pociągiem. Jednak przeważył argument, że to pielgrzymka rowerowa. Po przejechaniu wśród lasów 17 kilometrów naszym oczom ukazała się piękna panorama Wiela. Radością dla mnie była możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu w bocznym ołtarzu oraz sprawowania Eucharystii z Ks. Wiesławem Wiśniewskim (byłym proboszczem w Gdańsku Matemblewie) przed ołtarzem Matki Bożej Pocieszenia. Ruszamy na ostatni etap do Chojnic. Przed nami ponad 40 km. Od Brus piękna ścieżka rowerowa. Jednak w Żabnie zaczyna ona prowadzić przez tereny zeszłorocznych nawałnic. Momentami nie do przejechania, a tym bardziej z przyczepką. Krótkie westchnienie modlitewne i jedziemy dalej, by ok. 21.30 zameldować się u mojej siostry Julity, mieszkającej z rodziną na przedmieściu Chojnic. Kolacja, rozmowy - wszak to dzisiaj przypadają urodziny mojej siostry. Czy dotrą do nas pozostali? Wiemy, że wrócili do Gdyni pociągiem. cdn 

Jasnogórscy pielgrzymi
2018-07-29

   W miniony czwartek w naszym kościele  - jak co roku - na pierwszym postoju zatrzymali się pielgrzymi podążający na Jasną Górę. Trudno powiedzieć, czy to z powodu pogody, czy też inne, duchowe przyczyny o tym zadecydowały, ale w tym roku, w porównaniu do ubiegłego, nastąpił wyraźny liczbowy wzrost uczestników tych rekolekcji w drodze: w przeddzień wymarszu zapisanych było ponad 160 pątników, ale rzeczywista liczba oscylowała podobno w granicach 200. W zdecydowanej większości to ludzie młodzi, ale są też dzieci - również i te w wózkach, najmłodsze z nich ma zaledwie 9 miesięcy.   Upalna pogoda zapewne nie sprzyja marszowi, ale jest zdecydowanie lepsza od deszczu. Dzięki niej pielgrzymi mogli rozsiąść się na trawie wokół świątyni a przy tym skorzystać z toalet, z przygotowanych napojów i ustawionych na stołach ciastek... Liczymy na ich modlitwy, ale nie wolno nam też zapomnieć o modlitewnym wsparciu dla nich - o to przecież prosili...  

Pierwsza wakacyjna wycieczka dzieci
2018-07-29

 Odbyła się ona we wtorek i zgromadziła 29 dzieci. Celem tej eskapady był Park Edukacyjny Zoo - Edukacyjne Kaszuby w Tuchlinie. Właściwszą nazwą byłoby chyba Egzotyczne Kaszuby, gdyż więcej eksponatów było spoza kraju. Różnego rodzaju ptaki, poczynając od papug, pająki węże, kameleony i wiele innych. A wszystkiego można było dotknąć, pogłaskać, wziąć na ręce. Dodatkową atrakcją było kino 3D z czterdziestominutowym filmem o dinozaurach oraz plac zabaw. Dzieci wróciły zadowolone i czekają na kolejną wycieczkę.  

Jedziemy do św. Józefa - Pierwsze doświadczenia (cz. 2)
ks. Piotr
2018-07-29

 Drugi dzień lipca. Poniedziałek. To w naszych planach początek pielgrzymkowe-go trudu. Godzina 8.00 Msza święta z błogosławieństwem pielgrzymów, pamiątkowe zdjęcie. Jeszcze trochę pracy przy rowerach, załadowanie bagaży do przyczepek i z dwugodzinnym opóźnieniem ruszamy w drogę. Chwila modlitwy przed figurą Matki Bożej i ulicą Olkuską zmierzamy w kierunku lasu trasą pielgrzymki wejherowskiej. Ze śpiewem na ustach przemierzaliśmy dość sprawnie trasę. Za obwodnicą zaczęły się pierwsze trudności. Droga wiodła stromo pod górę, podłoże piaszczyste. Trzeba rowery prowadzić. Za wskazaniem GPS skręciliśmy w krótszą drogę, choć prowadzącą pod górę. Na szczycie odczytaliśmy napis: Góra Krzyżowa 182 m.n.p.m. Nie było go w planie... Pierwsza nauka - nie skracać drogi. To był dopiero początek doświadczeń krzyżowych. Sam zjazd z góry był o wiele trudniejszy niż wejście. Za chwilę pierwszy odpoczynek przy Biedronce na Wiczlinie. Ruszamy dalej, by w końcu spotkać się przy kościele w Kielnie. Stamtąd ruszyliśmy do Kowalewa. Dotarliśmy tam ok. godz. 15.00, choć umówieni byliśmy na godz. 11.00... Poczęstunek, koronka do Miłosierdzia Bożego i przed szesnastą ruszamy dalej. Coraz bardziej dokucza nam świadomość, że raczej trudno będzie dziś dotrzeć do Kościerzyny na nocleg. Jedziemy do Sanktuarium Matki Bożej w Sianowie. Niestety po ok. trzech kilometrach rower Wojtka odmawia posłuszeństwa - zbyt duże obciążenie przyczepki zdeformowało koło roweru. Co robić? Zauważyłem nieopodal stojący krzyż. Poszedłem po-wierzyć ten problem Bogu. Przyjechał Ojciec Asi, który zabrał część bagaży do Gdyni. Pani Alina przywiozła ze sklepu rowerowego w Sopocie nowe koło. I po czterogodzinnym przymusowym postoju, mogliśmy ruszać dalej.

    Do Sianowa dojechaliśmy przed 21.00. Mimo późnej pory kościół był otwarty z powodu sprzątania. Przy odsłoniętej figurze zawierzyliśmy Maryi intencje nasze i powierzone. Ustaliliśmy, że przenocujemy jednak w Stężycy (gdzie wcześniej planowany był obiad). Do Stężycy już tylko 26 kilometrów, ale zmęczenie daje się we znaki. Zjeżdżając do Chmielna Asia wpadła w poślizg. Nie może kontynuować jazdy. Zapada zmierzch, siąpi deszcz. Wojtek z Maksymilianem ruszyli już dalej. Znowu modlitwa i Pan Bóg dał rozwiązanie: Asia z Agatą i Adrianem zostają na noc w gospodarstwie agroturystycznym w Chmielnie. Czy pojadą dalej? - nie wiem. Ja ruszam w pogoni za młodzieńcami, którzy ok. 23.00 już są Stężycy ugoszczeni przez panią Helenę. Docieram tam po północy. Pierwszy dzień oddaję Panu. A co dalej? cdn. 

Jedziemy do św. Józefa (cz. 1)
ks. Piotr
2018-07-22

 Wszystko zaczęło się podczas Mszy świętych roratnich. To podczas rozważań poświęconych w szczególny sposób świętemu Józefowi przyszedł pomysł (myślę, że od Boga), by w roku Jubileuszu sanktuarium św. Józefa w Kaliszu zorganizować dwie pielgrzymki do tego świętego miejsca: autokarową i rowerową. Chodziło nie tylko o nawiedzenie i zdobycie odpustu, ale może przede wszystkim o modlitwę i trud w intencji rodzin, a zwłaszcza mężów i ojców. Ich misja w rodzinie jest często nie do oszacowania. I wiele cierpienia w rodzinach zaczyna się od zagubienia mężczyzny, który zapomniał o odpowiedzialności za los swoich bliskich - ten doczesny, ale i ten wieczny.

  Autokarowa pielgrzymka odbyła się w maju. Czas było organizować pielgrzymkę rowerową. Nigdy wcześniej w takiej nie uczestniczyłem, a tym bardziej nie organizowałem. Po rozmowie z osobami, które już miały doświadczenie w organizacji pielgrzymek rowerowych trochę się przeraziłem, że nie podołam wszystkiemu. Ale myśl, że pielgrzymka była zapowiedziana i nawet w czasie wizyt kolędowych znajdowały się chętne osoby by wziąć w niej udział, nie dała mi zrezygnować z wyprawy. Myślę, że szczególnie los dzieci, które doświadczają w swoim życiu braku obecności fizycznej, psychicznej czy emocjonalnej ojca stał się dla mnie inspiracją, by jednak podjąć trud pielgrzymki. Już nie - jak zamierzałem - w wielkiej grupie, ale w kilka osób, które pragną przez kilka lipcowych dni podjąć wysiłek fizyczny i duchowy, by dotrzeć do sanktuarium świętego Józefa w prastarym Kaliszu.   

   Ostatecznie zebrało się nas sześcioro: Asia i Agata dwie siostry z Oksywia oraz Adrian, Maksymilian - bracia z Lublina i ich kolega Wojtek oraz ja. Tylko lubliniacy byli zaprawieni w dużych dystansach rowerowych. Kilka spotkań, ustaleń, wypożyczenie przyczepek, w których miał być cały nasz bagaż, pozbieranie intencji, które chcieliśmy zawieźć świętemu Józefowi, potwierdzenie noclegów i można ruszać. Tak naprawdę w nieznane, choć Bogu bardzo dobrze znane.  cdn. 

Kaplica w remoncie
2018-07-15

 Sami przyszli, sami zaproponowali, zaopatrzyli się w narzędzia, materiały i... od poniedziałku się zaczęło.   

  Najpierw wynoszenie do kawiarenki niemal wszystkiego, co się dało (wiadomo: z wyjątkiem tabernakulum...). Gdy już na podłodze zostały gołe deski, zaczęli skrobać pęcherze na ścianach, szlifować, cekolować, potem znów szlifowanie, cekolowanie, gruntowanie. W międzyczasie na suficie przykręcili nowe, szersze korytko na kable, a rury grzewcze z jednej strony kaplicy oraz kable energetyczne z drugiej, zostały obudowane płytami OSB. A wszystko to wieczorami, po pracy. W piątek ściany i sufity pokryła nowa farba. Pomysłodawcami i wykonawcami byli panowie i panie z teatru amatorskiego Nazaret. To się nazywa odpowiedzialność za Kościół! Bóg zapłać!  

Czwartek
20 czerwca 2019
Boże Ciało
7:30 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Regina i Kazimierz Zalewscy oraz Czesława i Tadeusz Warda
9:30 - Msza św. - suma
Intencja: Za Parafian
11:00 - Msza św.
Intencja: + Bogusław Arkuszewski (greg. 20.)
13:00 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Stefan Socha, Brunon i Teresa Tylman oraz zmarli z rodziny
18:00 - Msza św.
Intencja: ++ Ojciec Jan Piepke (8. r. śm.), Leokadia i zmarli z rodziny

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku