Świątynia Pana | 2010-08-14 |
Charakterystyczną cechą większości miast i wiosek są strzeliste wieże kościołów, podświadomie kierujące nasze myśli ku niebu. Mówimy o nich „domy Boże”. Nazwa jedynie częściowo słuszna, bo przecież usprawiedliwioną jest też wątpliwość Salomona: „Niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię pomieścić, a cóż dopiero ta świątynia.” Chociaż bowiem budowa świątyni Salomona pochłonęła straszliwe pieniądze, to przecież nie była w stanie „zmieścić” tam Boga. On zresztą nigdy nie rościł sobie do tego pretensji. Pragnieniem Boga jest po prostu być. Być blisko człowieka. On wciąż jest w gotowości na spotkanie – gorzej z nami: szerokim łukiem obchodzimy kościoły, najczęściej ograniczając się jedynie do tego, co najniezbędniejsze, co jest po prostu obowiązkiem. Potrzeba w nas świadomości, że relacja między nami a Bogiem jest, a przynajmniej powinna być relacją miłości. Wszelkie skojarzenia z młodymi, rozkochanymi w sobie ludźmi są jak najbardziej uprawnione, bo tak właśnie powinniśmy kształtować nasze z Bogiem kontakty. Pamiętajmy, że niemałe znaczenie dla spotkań zakochanych ma też sceneria, w której do spotkania dochodzi. Dlatego także powinniśmy dbać o wystrój naszych świątyń, aby tworzyły klimat intymności, dialogu, otwarcia i miłości. Pamiętać jednak musimy, że o wartości świątyni nie przesądza jej wielkość i zdobnictwo, ale wierzące serca, które ją wypełniają. Najpiękniejszy wazon bez kwiatów wydaje się być nieporozumieniem. Wartością każdego wazonu są kwiaty, które choć przejściowo w nim goszczą, to przecież są aktualną wizytówką piękna. Obyśmy byli w stanie tworzyć piękne bukiety wspólnot parafialnych, z których następnie tworzyć by można wspaniałe kompozycje różnorodności piękna w tym samym kościele. | |
