Zawsze była... | 2024-05-20 |
Sobór Watykański II uczy, że Kościół począł się w niepokalanym łonie Najświętszej Maryi Panny, zrodził się z przebitego boku Chrystusa, a objawił się światu w Dniu Pięćdziesiątnicy. Odniesienie do tego znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii, która w nowym lekcjonarzu została nieco poszerzona w stosunku do tego, co zawierał stary. W tamtym bowiem ewangelia kończyła się na słowach: I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Teraz zaś kończy się ona w ten sposób: jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda. Właśnie to stanowi nawiązanie do narodzin Kościoła. I tam była Matka. Z oczywistych względów była przy owym cudownym Poczęciu, w którym wraz z Synem Bożym począł się i Kościół. Matki nie mogło zabraknąć w najważniejszym dla ludzkości momencie - gdy konał Jej Syn na Krzyżu. Z rany Chrystusowego boku rodził się właśnie Kościół. Było to dopełnienie Jego nauczania: jeśli ziarno obumrze, przyniesie plon obfity. Ona wydała na świat to Ziarno, więc była też Matką Jego owoców. Zesłanie Ducha Świętego objawiło ową wspólnotę wierzących w Bożego Syna, a Matka też tam była. No, bo jakże nie żyć dla tego dzieła, dla którego umarł Jej Syn? Miłością matczyną obejmowała zawsze Jego uczniów i towarzyszyła im - szczególnie po śmierci Jezusa, żywo zainteresowana rozwojem pozostawionego przezeń dzieła. Tak, jak była, nadal trwa w Kościele: wspiera, wstawia się, wyjednuje łaski, wsławia się cudami, ale przede wszystkim napomina, zachęca do modlitwy i posłuszeństwa głosowi Ojca - jak Jej Syn. Z Nią Kościół zwycięży, bo Matka nie opuści go - zwłaszcza gdy słabuje, gdy źle się ma. | |
