Błogosławione pragnienie | 2024-05-27 |
Jest ono wynikiem działania łaski Bożej. Można je w sobie zagłuszyć, ale można też - obserwując świat, w którym żyjemy - rozwinąć je i uczynić motorem działania. Chodzi o pragnienie doskonałości. Wspominany przez św. Marka człowiek wydawał się zdesperowany: nie przyszedł on do Chrystusa, ale przybiegł. Tak mu zależało na rozwianiu dręczących go wątpliwości, że upadł przed Mistrzem na kolana (czym wystarczająco zwrócił na siebie uwagę, a i drogę Panu zablokował) i pytał o warunki konieczne do osiągnięcia życia wiecznego. Czy spodziewał się pochwał? Od młodości swojej przestrzegał bowiem Dekalogu. Spodobało się to Panu, bo spojrzał na niego z miłością. Nie prezentował już bowiem tylko pragnienia, ale legitymował się też wysiłkiem osobistego wzrastania, co niejednokrotnie musiało się spotkać z wrogością tego świata. Staje więc przed Chrystusem bojownik o świętość. Wydawać by się mogło, że ktoś tak zapatrzony w sprawy duchowe potrzebuje już tylko jednego: całkowitego oderwania się od tego świata, od materii i oddania się wyłącznie sprawom duchowym. Tak się jednak nie stało. Odszedł zasmucony. Tak dzieje się zawsze, gdy człowiek napełniony dobrymi chęciami i z pozytywnym nawet dorobkiem, próbuje się jednak dostosować do reguł tego świata, zamiast do końca zaufać Panu. Takie działanie zawsze znaczone będzie smutkiem, choć nie przekreśla szans na zbawienie.
| |
