Pocieszcie Mój lud! | 2024-12-10 |
Z takim apelem wychodzi Pan Bóg za pośrednictwem proroka Izajasza. Pociecha przydatna jest wszędzie tam, gdzie zagnieździł się smutek. Znamy to już przecież od dziecka - wystarczyło nabić sobie guza przy upadku, stracić zabawkę, którą z rączek dziecku wyrwał kolega czy koleżanka, nie otrzymać ulubionego batonika itd. Wtedy rozwarte ramiona rodzicielskie z grubsza problem załatwiały. Niekiedy wystarczyło, by ktoś wysłuchał relacji pokrzywdzonego i... niepotrzebne już było rozwiązanie. Innym razem sprytne odwrócenie uwagi (na przykład na przelatujący samolot) już samo w sobie stawało się lekarstwem, ale niekiedy trzeba się było bardziej postarać. Oczywiście, wraz z upływem czasu takie dobroduszne manipulacje już nie wystarczały. Dorosły nie zadowoli się byle pociechą, a przecież z nią mamy wychodzić do poszkodowanych. Jak ich pocieszyć? W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus wskazuje na samego siebie. Twierdzi, że w odniesieniu do konkretnej osoby jest w stanie zrobić wszystko - nawet to, co nielogiczne: byłby gotów zostawić dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, wyruszając w poszukiwania za jedną. Apostołom stawia - raczej retoryczne - pytanie: Jak wam się zdaje? i przechodzi do opisu sytuacji. Pomijając fakt, że w głównej mierze miał przed sobą rybaków, to chyba jednak i oni musieli mieć wątpliwości... Narażać taką większość dla jednej? Ale to jest Boża logika. Dla Pana Boga wydaje się to być oczywistym, że jeśli jedna osoba potrzebuje pomocy, to trzeba z nią pośpieszyć. I to jest właśnie dla nas pociechą niezastąpioną, niegasnącą.
| |
