W modlitwie nie ustawać | 2024-12-19 |
Nie zawsze tak jednoznaczna myśl łączy dwa czytania mszalne, jak to ma miejsce dziś. I chociaż cytowany fragment Księgi Sędziów od drugiego czytania, czyli Ewangelii, dzieli dwanaście wieków, to łączy je ten sam problem: bezdzietność pobożnych małżeństw. Elementem wiążącym w tych wypadkach jest też nadzwyczajna interwencja Boża, dzięki której obie pary małżeńskie mogły jednak uradować się przyjściem na świat długo wyczekiwanego potomka. Skupmy się jednak na Ewangelii. Tu bowiem dokonujący się cud poczęcia spotęgowany jest podeszłym wiekiem Zachariasza i Elżbiety. Wierząc w nieograniczoną potęgę działania Boga i oddając Mu swe życie, zawierzając Mu się całkowicie, mieli chyba prawo liczyć na Jego łaskawość i spełnienie pragnienia, które (możliwe, że) zaczęło już w nich wygasać... Nie wiemy, czy było to bazowanie na resztkach nadziei, czy też działanie na zasadzie przyzwyczajenia, ale modlili się wciąż wytrwale w tej intencji. Świadczą o tym słowa anioła Pańskiego: Nie bój się, Zachariaszu! Twoja modlitwa została wysłuchana. Trochę późno... Małżonkowie pragną potomstwa raczej u początków swego wspólnego życia. Owszem, on i teraz był gotów przyjąć ów dar, ale... jakoś niedowierzał. Otrzymał więc dodatkowy znak - dar niemoty. Znosił go prawdopodobnie z radością, widząc jak przesłana zapowiedź dosłownie wypełnia z każdym dniem jego małżonkę. Warto było modlić się, warto było czekać, ufać i nie tracić wiary. A jak to jest z nami? Jak długo już prosimy o wyrwanie z alkoholizmu kogoś bliskiego? Ile lat trwa modlitwa o powrót do wiary dziecka czy wnuka? Podobnie z prośbą o zdrowie, dobrą żonę, satysfakcjonującą pracę itd. Czy w modlitwach tych nie tracimy zbyt łatwo wiary? Czy zbyt szybko nie rezygnujemy? A może niespełnienie błagań również dla nas jest próbą wytrwałości? Jeśli tak, to warto czekać - nawet do starości i nie poddać się. | |
