Nie porównywać się - chyba, że do lepszych | 2025-02-18 |
Jak to możliwe, że w całej przedpotopowej populacji tylko jeden człowiek (wraz ze swą rodziną) mógł podobać się Bogu? Domyślamy się jedynie, że pewnie okrzyknięty również dziwakiem, skoro żyje zupełnie odmiennie niż inni, a do tego buduje coś w rodzaju okrętu w miejscu, w którym nigdy nie będzie wody... Czy mu dokuczali? Pewnie tak, ale nie zmieniło to jego relacji do Boga i posłuszeństwa Jego woli. Do tego stopnia, że wystawił się na doświadczenia z ich strony i trwał. Dlaczego inni stworzyli tak zwarty front zła? Nikt nie pomyślał, nie zastanowił się dokąd takie postawy prowadzą? Pewnie żyli w dobrych czasach, bo dobrobyt najpierw rozpieszcza, potem rozleniwia a wreszcie rozzuchwala. Potem zaś jedni oglądają się na drugich, z nich czyniąc punkt odniesienia dla siebie. Nawet naturalne wyrzuty sumienia gaszone są powiedzeniem: przecież wszyscy tak... Nawet, jeśli wszyscy, to nie stanowią oni norm postępowania moralnego. Te zakodowane są głęboko w duszy i w sercu człowieka. I nawet gdyby cały świat zjednoczył się w działaniu na rzecz zła, to przecież musi się ostać jakiś Noe, który nie będzie przymierzał się do odstępców, ale w bojaźni Bożej trwając, czyli w poczuciu wciąż jeszcze zbyt małego zaangażowania na rzecz Najwyższego, będzie udoskonalał swoją postawę i potwierdzał wobec świata, że warto być przyzwoitym.
| |
