Gość w dom, Bóg w dom | 2025-07-20 |
Przekonał się o tym namacalnie patriarcha Abraham, gdy podjął u siebie w zasadzie obcych ludzi, którzy zaledwie przechodzili obok jego namiotu. Reakcja, na którą się zdobył jest dla nas nie do końca zrozumiała, bo i któż wybiega naprzeciw nieznajomym i uprasza o przyjęcie gościny? To była jednak zupełnie inna sytuacja i inne czasy. Wówczas jednak Abraham pędził życie nomady. Ze swymi licznymi stadami przemieszczał się co jakiś czas, szukając paszy dla wspomnianej trzody. Dlatego mieszkał w namiocie i dlatego wszędzie sam był gościem. Wszedł jednak w rolę gospodarza bardzo dobrze. Przy czym nie chodziło tu o zwykłe zaspokojenie ciekawości o sprawach dziejących się w świecie. (Podróżni pełnili wówczas rolę nośnika informacji - jak dziś internet...) Gdyby tylko o to chodziło, nie wybrałby dla nich najlepszego cielca na posiłek i nie mobilizowałby żony - staruszki do prędkiego czynienia podpłomyków. Wynikało to z pewnością z jego naturalnie dobrego usposobienia. Warto było, bo - jak to po wiekach napisze autor Listu do Hebrajczyków - Nie zapominajcie też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę. To właśnie Abraham nieświadomie aniołom zgotował gościnę. Dzięki temu dowiedział się, że misją tego zespołu jest ukaranie niegodziwie żyjących ludzi w Sodomie i Gomorze, a to sprawiło, że znalazł możliwość wstawienia się za tymi miastami, a w konsekwencji uratowania rodziny swego bratanka Lota. Ale nie tylko to, bo otrzymał zapowiedź, która była kontynuacją poprzednich, ale w obecnych okolicznościach, spełnienie jej bliskie było zeru. Dowiedział się, że jego żona - staruszka jeszcze pocznie i porodzi tak długo oczekiwanego syna. A zaczęło się od zwykłego gestu życzliwości. Warto było.
| |
