Licznik odwiedzin: 08705940
Zamyślenia
Nie będzie wołał ni podnosił głosu...
2017-11-12

   To oczywiście słowa z proroctwa Izajasza  odnoszące się do zapowiadanego przez niego Mesjasza. Problem poległ jednak na tym, że gdy wreszcie przyszedł, nie został zauważony, albo raczej zlekceważony a nawet znieważony: Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli... Ale czy słowa te odnoszą się wyłącznie do przeszłości?

   Przed nami kolejne rekolekcje. To czas głoszenia Chrystusa. To dobre określenie - głoszenie Chrystusa, bo wskazuje na podwójną rzeczywistość: kolejny rekolekcjonista będzie nam głosił Chrystusa, ale jednocześnie w jego osobie sam Chrystus będzie głosił prawdę o królestwie Bożym i radościach nieba. Ale kto tego zechce słuchać? Ci, którzy i tak pojawiają się na niedzielnej Eucharystii, a w wielu wypadkach również na codziennej? Niektórzy traktują ten temat jak ofertę cyganki z nie tak znów odległych czasów - wielu pamięta owe panie w kolorowych spódnicach, zaczepiających przechodniów: Kup, pani, patelnię... Dziś w miejsce cyganek mamy telefonistów i telefonistki z agencji reklamowych, a ich oferty są znacznie szersze. Tyle, że dotyczą... piaskownicy. No, może nie dosłownie, ale tak naprawdę właśnie o to chodzi: dostarczać dzieciom nowych zabawek do piaskownicy, aby tam grzecznie siedziały i nie sprawiały kłopotów. Naszym przeznaczeniem jest niebo - nie piaskownica (oczywiście w rozumieniu przemijającego świata). Dzisiejsze czytania mszalne szczególnie uwypuklają ten temat, każąc się zastanowić: Kim tak naprawdę jest dla mnie Bóg i czym dla mnie Jego oferta? Między innymi o tym będą kolejne rekolekcje. Ale przecież trzeba do tego wracać, rozważać, przypominać sobie i wracać do pierwotnej miłości (Ap 2,4). Wyobraźmy sobie małżeństwo, w którym wyłącznie jedna strona pracuje nad ową miłością. - Nic z tego nie będzie. Ten związek się rozpadnie. Trzeba dać Panu Bogu szansę i przyjąć zaproszenie na swoiste randki z Nim. Nie wolno dopuścić do sytuacji, o której żartobliwie, kilka lat po ślubie, mówił mi jeden z kolegów z podstawówki: Nie wierzę w miłość - jest tylko oczarowanie i przyzwyczajenie... Dziś trzeba by siebie zapytać, czy pozwoliłem oczarować się Bogiem. Czy w ogóle kiedykolwiek to przeżyłem? Nie odpuszczajmy. Dajmy się porwać Bogu. Okazja już za tydzień: rekolekcje przed odpustem Chrystusa Króla Wszechświata. 

Błogosławione ręce
2017-10-22

Kiedyś ktoś z tłumu zawołał do Pana Jezusa: Błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, które ssałeś! Na co odpowiedział Pan: Owszem, ale błogosławieni są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wprowadzają je w życie.

   Każdy o tym wie, że wprowadzanie owego słowa w życie nie jest proste. Samo chodzenie do kościoła i codzienne modlitwy z pewnością nie są wystarczające. To, co usłyszymy od Boga w ewangelicznym przekazie, czym natchnie nas w modlitwie, jeszcze nie wystarcza - nawet gdybyśmy to doskonale zrozumieli. To jedynie zadanie, które otrzymaliśmy w tej formie do wykonania. Jak zabrać się do jego realizacji?

    Powyżej mamy refleksję ks. Piotra o tym, że najpierw trzeba słuchać. Wiąże się to z przekazem zawartym w Apokalipsie: Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy Mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Takie wyróżnienie! Bóg chce z nami spożywać wieczerzę! Chce być naszym Gościem! - Pod warunkiem, że: 1) usłyszymy Jego dyskretne pukanie do drzwi serc naszych i 2) otworzymy Mu je.

    Z takiego obcowania z Panem Bogiem wynika wiele dobra. To zrozumiałe, bo jeśli się Pan Bóg nami posługuje, to choćbyśmy byli najbardziej mizernymi narzędziami, to w ręku Mistrza możemy stać się bardzo efektywni.    Nie chodzi tu wyłącznie o pożytek duchowy. Oczywiście, są osoby, które poświęcają wiele czasu każdego dnia na modlitwę: poranny różaniec w kościele, codzienna Eucharystia rano bądź wieczorem, sterta modlitw za Kościół, Ojca Świętego, o powołania, za misje itd. itp. Dzięki Bogu, że takich mamy. Ale to nie jedyna forma posługiwania Panu Bogu. Stosunkowo niedawno skończyły się dyżury sprzątania kościoła. Niestety tę formę posługi nie wszyscy rozumieli, a spełniający tę posługę dla Pana skarżyli się na upływ lat i odpływ sił... Dlatego już owych dyżurów nie ma. Ale troska o dom Boży nie zgasła. Możliwe, że nie znamy osób, które dyskretnie zabiegają o stan ukwiecenia kościoła czy na zewnątrz niego, wymieniane obrusy czy prana bielizna kielichowa też nie chwalą się, czyje ręce nimi się zajmują... Ileż prac wykonanych w kościele, czy w jego obrębie w zakresie przeróżnych napraw, instalacji elektrycznych, elektronicznych, remontów kościelnych pomieszczeń, malowania salek, budowania mebli czy ostatnie stawianie płotu przy plebanii. Nikt się w to nie włącza dla popularności, bo wiernie trzymamy się zasady zostawiania Panu Bogu roli nagradzającego. Wiadomo: to wszystko dla Pana.

   To prawda, że troszczyć się mamy przede wszystkim o własne zbawienie, ale sam Pan Jezus odwołał się do starotestamentalnych słów Troska do dom twój pożera Mnie. Dobrze jest więc gdy każdy według własnych możliwości, na miarę sił i czasu oddaje Panu Bogu to, co i tak do Niego należy. Wkrótce będzie kolejna okazja: grabienie liści przed kościołem na okoliczność zbliżającego się odpustu. W tę pracę - jak dotąd - włączały się nawet dzieci. Znów będziemy prosić i wyglądać tych błogosławionych rąk, które w tak prosty, pokorny a jednocześnie oddany Panu Bogu sposób zechcą zaświadczyć o swojej miłości do Niego.

   Godzina spotkania z Nim nieubłaganie się przybliża, a tam liczyć się będzie wszystko - każde najmniejsze dobro spełnione z miłości do Niego i naszych bliźnich. Tak wiele dobra spełnionego w naszej świątyni już przemawia na rzecz dobrodziejów. Okazji jednak z pewnością będzie więcej. 

Dobrodziejstwo czasu
2017-09-24

 Czas to pieniądz - tak powtarzają ludzie od wieków.  Znaczyłoby to, że kto ma dużo czasu, ten jest bogaty. Pamiętać jednak trzeba, że to tylko dzierżawa... Tak, na owym dzierżawionym nośniku, chcąc nie chcąc, nanosimy w każdej chwili obrazy jak na filmowej taśmie. Ta, tradycyjna przewijała się z prędkością 24 klatek na sekundę, późniejszy, telewizyjny zapis potrzebował 25 statycznych klatek na sekundę, które poruszając się z taką prędkością dają złudzenie ruchu. To zaś daje możliwość - jak doskonale wiemy - przeanalizowania każdego ruchu, każdego gestu czy grymasu twarzy, zapisanego z nieznacznym przesunięciem aż 24 (lub 25) razy w ciągu króciutkiej sekundy... Podniesienie powieki, drgnienie wargi, ukryte spojrzenie - zajmuje nam ułamek sekundy. Ale w tym ułamku da się to przeanalizować na kilku czy nawet kilkunastu obrazach. Tyle w jednej sekundzie. Na minutę składa się ich 60. Tych zaś potrzeba również 60, by wypełnić godzinę. 90 tysięcy miniobrazków w ciągu zaledwie godziny... To przecież całe archiwum! A mówimy tu wyłącznie o jednopoziomowym zapisie. Gdzie zaś są słowa, myśli, uczucia, o których powyżej nie było mowy? Te również podlegają archiwizacji na kolejnych poziomach zapisu...

   Można by zastanowić się, które z nich warte byłyby przechowania. Którymi można by się pochwalić? Kiedyś... Niestety w tej grze nie przewidziano klawisza Delete - nie mamy więc możliwości kasowania nieprzydatnych. Wszystko jest dokładnie archiwizowane. Gdyby ktoś miał wątpliwości, wystarczy posłuchać Pana Jezusa, który mówi: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu (Mt 12,36).

   Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie, jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana, jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana (14,7-8). A jeśli czas jest skarbem, to czym jest wieczność? To już nie skarb, a cały bank i to największy i najbogatszy - zupełnie niemożliwy do wyobrażenia. I wszyscy mamy nie tylko udziały w nim, ale jesteśmy jego dziedzicami! Nie bądźmy więc synami marnotrawnymi. Próbujmy zapisać naszą taśmę życia najpiękniejszymi obrazami. Zawsze zajęci dobrym dziełem. Doskonale rozumieli to nasi rodzice i dziadkowie napominający swoich potomków, że nie wolno kraść dnia Panu Bogu

Zguba przyzwyczajenia
2017-07-09

   Tak, przyzwyczajenie, oswojenie ze złem prowadzić może do utraty wrażliwości na jego istnienie, a w konsekwencji do zaakceptowania go. W miniony wtorek liturgia Słowa przypomniała nam historię zburzenia Sodomy i Gomory. Ta historia uczy nas, że punktu odniesienia dla swoich działań szukać należy nie w najbliższym otoczeniu. Ono nie tylko usprawiedliwić zechce nasze słabości, ale nadto pogrążyć może w nieprawość niewyobrażalną. Sumienie człowieka jest dla niego najbliższą normą moralną, ale nie najwyższą! Tę stanowi prawo Boże. I nim należy się kierować bezwzględnie. Sumienia mogą się wypaczać ocierając o siebie nawzajem, a wówczas ich właściciele gotowi są nawet ustanawiać prawo, które jednak nigdy nie będzie miało rangi najwyższego prawa. Takie jedynie Bóg ustanawia. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie - jak w Sodomie i Gomorze - różne parlamenty prześcigają się w tworzeniu praw depczących wolę Bożą. Dumnie wyciągniętym głowom zdumieć się przyjdzie nad klęską, którą gotują sobie i swoim wyborcom...

   Na tym tle warto wskazać na czwartkowe przemówienie przywódcy największej światowej potęgi, Donalda Trumpa. Sam nie do końca życiowo poukładany, ale potrafi docenić to, co najważniejsze w dzisiejszym świecie. Z Warszawy skierował apel do całego świata, by przyglądał się Polakom, którzy kultywują tradycję, bronią rodziny, życia. Zadeklarował wspólną walkę „za rodzinę, za wolność za kraj i za Boga\".

   A jednak można przeciwstawić się naciskom polit-poprawności i zachować zdrowy rozsądek. 

Triduum Paschalne
2017-04-09

   Ten termin, wywodzący się z języka łacińskiego, odnosi się do trzech dni - wyjątkowych dni, które zadecydowały o naszym odkupieniu. Triduum rozpoczyna się w Mszą św. Wieczerzy Pańskiej w Wieki Czwartek. Ponieważ te ceremonie odbywają się już po zachodzie słońca, u Żydów były już początkiem dnia następnego, czyli piątku. (Zgodnie zresztą z tym, co czytamy w opisie stworzenia świata: I tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy. A potem następne.) To tłumaczy pewną trudność w naszym liczeniu owych trzech dni: gdybyśmy bowiem rozpoczynali liczenie ich od czwartku, pozostawałby jeszcze piątek i sobota. Co wówczas z najważniejszym - Niedzielą Zmartwychwstania? Dlatego trzeba pamiętać, że czwartkowy wieczór dla Żydów, a w ślad za nimi również dla pierwszych chrześcijan, był już początkiem piątku - w tym wypadku Wielkiego Piątku, który zresztą w sobotni wieczór przechodzi w Wigilię Paschalną, czyli de facto Niedzielę.

   To trzy najważniejsze dni w roku. Od lat słyszymy, że już od czwartkowego wieczoru rozpoczyna się świętowanie Do pracy jednak trzeba pójść. Fakt. No i przygotować w domu coś na święta... To też prawda. Dziś już pewnie wielu ludzi - gdy chodzi o kulinaria - posiłkuje się produktami gotowymi lub półproduktami, co skraca czas przygotowań. Z drugiej strony, ileż można przygotować na stół? W końcu nie samym chlebem żyje człowiek.

    I o to przede wszystkim chodzi, abyśmy to zrozumieli. Przecież, gdy udajemy się na jakiekolwiek przyjęcie, nie tyle znów ma znaczenie waga produktów na stole, ile raczej panująca w domu gospodarzy atmosfera. O nią trzeba przede wszystkim zadbać. Trudno ją jednak podnieść na wysoki poziom, gdy człowiek sam z sobą nie jest pogodzony, gdy nie pojednany z Bogiem. Nasze grzechy bodą nas, a przez nas stają się dokuczliwe dla innych. Pierwszą więc rzeczą z koniecznych jest spowiedź sakramentalna. Kolejna to poświęcenie czasu Panu Bogu przez celebrowanie Jego zbawczych tajemnic we wspomnianych dniach. I wreszcie: poświęcenie czasu na osobiste spotkanie z Nim na modlitwie adoracyjnej. Stąd popłynie ciepło potrzebne do wytworzenia świątecznej atmosfery w naszych domach. 

Czas wyciszenia
2017-02-26

 Gdyby powiedzieć, że kończy się czas karnawałowych szaleństw, niektórzy mogliby się roześmiać, a inni rozzłościć: Nie mam czasu na nic. Tylko dom - praca, praca - dom... Ileż wśród nas takich pracowitych mróweczek! O jakiejkolwiek rozrywce mogą jedynie pomarzyć. A dzień za dniem ucieka. Układając się w tygodnie, miesiące i lata tworzą one sznur, a raczej oślizłego węża, który wijąc się, niknie gdzieś w przeszłości. Cóż zostanie z tego, co dziś tworzymy, nad czym się wysilamy? Archeologia, badając świetność epok minionych, najchętniej rozgrzebuje śmietniki. Tak, bo tam po latach trafiają zwykle przedmioty dumy ich właścicieli. Zastąpione zostały potem przez inne, potem przez jeszcze inne i tak rosły warstwy coraz doskonalszych narzędzi, przyborów i ozdób, a te najdoskonalsze, czyli nasze, leżą najwyżej. Dopóki lepszymi, choć już niepotrzebnymi, nie zostaną przygniecione przez kolejne pokolenia.

   I tak oto przemija świat, a z nim jego pożądliwość. (por 1 J 17)

   A są przecież sprawy istotniejsze i cel ważniejszy: wieczność, która po prostu trwa i zawiera w sobie wszystko, o czym tylko pomarzyć możemy i co nie przestanie radować nigdy. Problem polega na tym, że pęd życia wytwarza wiatr, zmuszając nas do przymykania powiek. W pędzie niewiele widać. Dlatego należy się zatrzymać, nieco zwolnić, wsłuchać się w ciszę i oczy otworzyć. Trzeba stanąć w prawdzie przed sobą samym, znaleźć czas na poznanie siebie i trochę jednak pomyśleć o przyszłości - tej bardzo odległej, ale coraz bliższej...

   To właśnie Wielki Post ze swoimi nabożeństwami Krzyżowych Dróg, Gorzkich Żalów, a przede wszystkim otwierających na refleksję rekolekcji, uczy nas nawigacji, byśmy w bezmyślnym pędzie nie rozbili się o twarde skały lub nie utknęli na mieliźnie tego świata. Pan Bóg, ten Dobry Ojciec chce nas znów zaprosić na ciekawą, budującą i niezwykle pożyteczną rozmowę. Z ojcem zawsze warto było rozmawiać. Tym bardziej z  tym Niebieskim. Nie rezygnujmy z zaproszenia, zwolnijmy tempo, spróbujmy zrezygnować z tego, bez czego da się żyć i spróbujmy odnaleźć prawdziwy sens życia. 

Gorliwość o dom Twój pożera mnie
2016-12-18

 Zawsze przychodzą mi na myśl te słowa, które do swego Mistrza odnieśli Apostołowie (w związku z wypędzeniem przekupniów ze świątyni), kiedy prosimy o pomoc jakichkolwiek fachowców o wykonanie prac w świątyni czy wokół niej.

   Niekoniecznie jednak trzeba być fachowcem. Jest wiele okazji, które możemy wykorzystać, by dowieść swej gorliwości o dom Pana, niezależnie od uzdolnień czy wieku. Jedną z takich okazji jest przygotowywanie kościoła na święta. Wzruszają dzieci, które od paru lat stroją „swoją\\\" choinkę przy bocznym ołtarzu. Kręcący się po kościele panowie osadzający choinki, bądź wieszający na nich lampki czy bombki, konstruujący stajenkę betlejemską; panie odkurzające kościelne meble na święta czy układające czyste obrusy na bocznych ołtarzach; młodzież i dzieci odkurzający ławki... Piękne to jest!

   W najbliższy piątek znów będzie okazja do wyrażenia swojej miłości do Pana Boga przez troskę o jego świątynię. Na godzinę 17.00 zapraszamy nie tylko doświadczonych w bojach robotników, ale i dzieci i młodzież. Uradujmy się wspólnotą pracującą dla chwały Pana Boga. Zapraszamy. 

Świadectwo wdzięcznej Ukrainki
2016-12-04

   Drodzy Państwo, zdecydowałam się napisać do Was tę prośbę, abyście wszyscy szanowali figurki i obrazy Matki Bożej oraz wszystkich świętych, abyście nie  zalewali ich w fundamentach i nie wyrzucali do śmieci. Szanujcie je jak Wasi rodzice i dziadkowie. Bardzo was proszę: nie rańcie Serca Najświętszej Maryi Panny, bo ono bardzo krwawi. Matka Boża smuci się z tego powodu i płacze. Nie chce kary dla Was, bo bardzo Was kocha.

   Urodziłam się w Laskiwci, rejon Terebowlianskij, Ternopilska obłast. Jako mała dziewczynka chodziłam pieszo do Zarwanycia, gdzie czczony jest cudowny obraz Matki Bożej, aby tam prosić o zdrowie, dziękować za radość, smutek i ból. Napisałam różne modlitwy do Matki Bożej.

   Kiedy pojawiła się taka możliwość przyjechała do Polski, by tu pracować jako opiekunka osób starszych. Po jakimś czasie zachorowałam. Lekarze zarówno na Ukrainie jak i w Polsce powiedzieli, że to rak. Mimo to dalej pracowałam - brałam tabletki i sama dawałam sobie zastrzyki przeciwbólowe. Lekarze na Ukrainie przeprowadzali różne zabiegi, a w Polsce zastosowali chemioterapię. W czerwcu 2015 r. profesor szpitala w Redłowie poradził, abym wracała do siebie, do domu, bo już nie kwalifikuję się do dalszego leczenia. 19 sierpnia znalazłam się w szpitalu w Kołomyi na Ukrainie. Modliłam się do Matki Bożej Zarwanyckiej, prosiłam, abym mogła jeszcze zobaczyć wnuczkę, a jeśli dożyję, damy jej na imię Maria. Wykryto u mnie pięć ognisk nowotworowych, bardzo dokuczliwych. Kiedy pewnego razu z bólu zasnęłam, przyśniła mi się Matka Boża i uśmiechając się do mnie, powiedziała, że nie umrę, ale lekarze muszą podać ci taki to a taki zastrzyk, który przyjmować należy raz w miesiącu. Wyzdrowiejesz. Mówiłam o tym lekarzom, ale nie byli skłonni mnie posłuchać, ale z powodu braku jakichkolwiek nadziei pewna młoda lekarka zdecydowała się przypisać mi ten zastrzyk. Wyzdrowiałam...

   21 listopada 2015 roku znów przyśniła mi się Matka Boża Zarwanecka i powiedziała: Uzdrowiłam cię, teraz zadzwoń do kierowcy Igora Czubeja, niech ci da pracę. Do pierwszej pani, do której cię poślę, przyprowadzę koleżankę, która spyta cię, czy nie chcesz figurki Matki Bożej, bo nie chcę, aby tę figurkę zalano w fundamencie. Jeśli ona nie weźmie od ciebie pieniędzy, będę błogosławiła jej rodzinie. Poprosisz o poświęcenie tej figurki wodą święconą w Polsce. Tę historię opowiesz księdzu, który tam przyjdzie.   Nie od razu jednak tę historię opowiedziałam. Przepraszam za to Matkę Bożą, że nie od razu spełniłam jej polecenie, ale wciąż miałam takie bóle brzucha, że pomyślałam iż nikt nie uwierzyłby w moje spotkania z Matką Bożą, gdybym jednak umarła...

    19 sierpnia 2016 r. Matka Boża Zarwanycka znów powiedziała do mnie: Żyjesz, a prośby mojej spełnić nie chcesz, bo się boisz. Strach minie. Ja ci pomogę. Wracaj do pracy i powiedz tamtemu księdzu proboszczowi swoją historię i przekaż moją prośbę. Jeśli zaś poprosi, abyś to opisała, spisz i powiedz, że dałam im papieża na wzór, aby uwierzyli tobie i twoim słowom, a nie szukali dowodów. Błogosławieni ci, którzy szanują w swoich domach figurki i obrazy Moje i wszystkich  świętych.

    Powiedziała mi jeszcze: Kiedy wrócisz do domu i wybudujesz kapliczkę u siebie przed domem, przekażesz modlitwy, które dla mnie napisałaś, aby ludzie tak do Mnie się modlili, a kto uwierzy - będzie uzdrowiony. Jestem Matką Bożą Królową Pokoju. 

Radosne oczekiwanie
2016-11-27

   Zdążyliśmy się już oswoić z tym, od lat powtarzanym określeniem. Istotnie, jest to czas radosnego oczekiwania, choć każdy z nas ma świadomość tego, że owo przynoszące radość Narodzenie Boga w ludzkim ciele przypadło ponad dwa tysiące lat temu. Ale właśnie owo porównanie do oczekiwania na rozwiązanie oddaje dobrze atmosferę napięcia, niepewności i przede wszystkim radości adwentowej.

   Pozostańmy więc przy wspomnianym oczekiwaniu na narodziny. Domy, w których oczekuje się na pojawienie nowego, małego człowieka tętnią życiem. Tam myśli się zawczasu o wózku, kołysce, pieluchach, zabawkach; tam matka otoczona jest szczególną troską - wszyscy domownicy starają się podtrzymywać w niej dobry nastrój, wielu ojców na ten czas rzuca palenie, czy przejmuje na siebie większość domowych obowiązków.

   Oczekiwanie na narodzenie... Ileż ono może zmienić w niejednym domu! Może i w naszym - w Twoim, w moim?... Wszak wszyscy oczekujemy na to samo Narodzenie:Emmanuela - Boga z nami.

   Adwentowe oczekiwanie jest czymś więcej niż tylko pamiątką, wspomnieniem bardzo odległych nazaretańskich dni. Naszemu adwentowemu czuwaniu w konkretny sposób towarzyszy sam Chrystus. To przecież On zachęcać nas będzie do powrotu do pierwotnej gorliwości. To On bardzo konkretnie będzie nam podsuwał sposoby prostowania dróg naszego życia. To On przez dobry przykład innych będzie usiłował na nowo rozpalić naszego ducha miłości.

   Obyśmy zapragnęli jednoczenia się w miłości z naszym Panem i Mistrzem przez doskonalszą modlitwę i pełne uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii, oby przykład małych dzieci, na pół przytomnie biegnących na roraty zawstydził nas nieco i rozbudził gorliwość, obyśmy wreszcie poprzez częste obcowanie z Bogiem potrafili dostrzec człowieka - przede wszystkim tego, którego najtrudniej zauważyć: naszych najbliższych.

Adopcja na odległość
2016-10-23

   Przy okazji obchodzenia Tygodnia Misyjnego warto wspomnieć o św. Teresie od Dzieciątka Jezus, która była karmelitanką klauzurową, zmarła w młodym wieku i nigdy nie była na misjach, a mimo to ogłoszona została patronką misji świętych. Pewnie dlatego, że bardzo dużo modliła się za misje i mówiła o tym, że gdyby żyła w świecie i posiadała jakieś środki materialne, to trzecią cześć z nich przeznaczałaby na cele misyjne. Tyle św. Tereska, a współcześnie jest sporo ludzi, którzy troskę swoją o misje wyrażają poprzez podjęcie tzw. „Adopcji na odległość\".

   Adopcja na odległość polega na przyjęciu do swojego życia biednego dziecka z kraju misyjnego, sponsorując mu edukację.

   Osoby do grupowej „Adopcji na odległość\" przedstawiają m.in. salezjanie i salezjanki pracujący na misjach. Wybierają najuboższe dzieci i młodzież, którym rodzice nie są w stanie zapewnić edukacji, a często nawet zaspokoić ich podstawowych potrzeb. Głównie są to sieroty i półsieroty. Opieka obejmuje osoby w wieku od 6 do 25 lat z Afryki, Ameryki Łacińskiej, Azji i Europy.

   Adopcję taką może podjąć osoba, która ukończyła 18 rok życia, rodzina, zakład pracy, uczelnia, szkoła, klasa, stowarzyszenie itp.. Deklarację należy pobrać ze strony internetowej www.misje.salezjanie.pl i wypełnioną przesłać do Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie pocztą tradycyjną lub elektronicznie. Jeśli w tę akcję chciałaby włączyć się szkoła, winna przesłać deklarację (wyłącznie pocztą tradycyjną) z pieczątką instytucji oraz imieniem i nazwiskiem nauczyciela odpowiedzialnego. SOM pełni rolę pośrednika mię-dzy misjonarzem a osobą adoptującą. Sponsor zobowiązuje się do pokrycia kosztów kształcenia dzieci przez okres minimum jednego roku. Po upływie tego czasu zobowiązanie może przedłużyć (telefonicznie, listownie lub pocztą elektroniczną), nie wypełniając ponownie deklaracji.

   W odpowiedzi na deklarację SOM prześle informacje o placówce, fotografię dzieci oraz indywidualny numer osobie, która przystępuje do programu. Dopiero po otrzymaniu powyższych informacji można rozpocząć dokonywanie wpłat, dopisując na druku przelewu w rubryce „tytuł wpłaty\" indywidualny numer nadany przez SOM.

   Tu pewnie rodzi się pytanie o kwotę rocznego utrzymania takiego „dziecka misyjnego\". To zrozumiałe. Otóż minimalny roczny koszt to 480 złotych. Wpłat można dokonywać w ratach. Można też finansowy wysiłek podzielić na członków rodziny, znajomych czy wspólnoty, do której się należy i dokonać tak rozumianej adopcji grupowo. Pieniądze przekazane zostają przez SOM misjonarzom i misjonarkom, ci zaś osobiście opłacają koszty nauki oraz troszczą się o zaspokojenie podstawowych potrzeb podopiecznych, takich jak dożywianie, ubranie, książki, przybory szkolne.

   To zrozumiałe, że „Adopcja\" stanowi moralne zobowiązanie wobec grupy konkretnych dzieci. Jeśli opiekun utraci możliwość dalszego wspierania, powinien powiadomić o tym SOM telefonicznie lub mailowo.

   Jasnym jest też, że ktoś przekazujący pieniądze na utrzymanie i kształcenie dziecka na misjach, chciałby otrzymywać jakieś informacje o jego postępach, o jego życiu. Minimum raz w roku misjonarz lub misjonarka pisze list z informacją o placówce objętej opieką. Można też przesyłać listy, kartki z życzeniami do misjonarzy i podopiecznych. W związku z licznymi obowiązkami misjonarz bądź misjonarka nie ma możliwości odpisywania na indywidualne listy. Najlepiej, aby korespondencja była napisana w języku urzędowym obowiązującym w kraju, z którego pochodzą podopieczni. Tu pomocą służyć mogą szczególnie przedstawiciele młodszego pokolenia, którzy już świetnie władają językiem angielskim czy francuskim.

   „Adopcja na odległość\" ruszyła 21 kwietnia 2001 roku pod hasłem: Dajmy dziecku szansę nauki. Obecnie programem objęci są młodzi ludzie w 55 placówkach misyjnych w 23 krajach świata. Według danych szacunkowych programem tym objętych było w 2013 roku 11 301. 

-1- 2 3 4 5 6 7 8 9 Następna
Piątek
23 lutego 2018
Wielki Post
8:00 - Msza św.
Intencja: + Józef Sokołowicz (greg. 13.)
17:00 - Droga Krzyżowa dla dzieci
18:00 - Msza św.
Intencja: + Marta Gromadzka (1. r. śm.)
18:30 - Droga Krzyżowa dla młodzieży i dorosłych

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku