Licznik odwiedzin: 09013528
Zamyślenia
\"Potem\", \"później\", \"jutro\"
2018-06-10

   Powyższe słowa, obok im podobnych jak na przykład „zaraz...\", „chwila...\" czy „moment...\", stanowią rodzaj zapalnika, który jest w stanie doprowadzić do wybuchu najspokojniejszych rodziców. No, bo jak? Skoro zaistniała jakaś potrzeba, należy coś wykonać, to dlaczego mieliby czekać na spełnienie prośby czy wykonania polecenia? Jeśli polecenie wydali,to chyba wcześniej je przemyśleli.   Niestety nie tylko dzieci i młodzieży ten problem dotyczy. Gdyby spojrzeć prawdzie w oczy, wielu z nas ma z tym problem. Kwestia bałaganu na pewno od tego się rozpoczyna. Jeśli po powrocie do domu lekko irytuje nas kosz pełen  śmieci, to - biorąc pod uwagę zmęczenie wynikające z zakończonej co dopiero pracy - usprawiedliwienie samo się nasuwa: „Za chwilę, najpierw coś zjem\" albo „To później - muszę trochę odpocząć\". Wersje zresztą mogą być różne...

   Ile kłótni małżeńskich brało początek z konsekwencji owych „za chwilę\" czy „potem\". Wiemy, czym się kończy rzucanie palenia, podejmowanie odchudzania czy rozpoczynanie nauki języków - jeśli u początków tych działań stoi magiczne „potem\", „później\" czy „jutro\"...

   Nasuwa się tu obrazek pewnego młodzieńca (ze starego dowcipu z brodą...), który mając gdzieś tam w sercu Pana Boga, ale (dla równowagi?) również i niedobrą cechę lenistwa, a - co najistotniejsze - zdając sobie z tego sprawę, błagał Stwórcę w chwili słabości: „Panie, spraw, aby tak mi się chciało, jak mi  się właśnie nie chce.\" Czy i my nie mieliśmy takich pragnień? Z pewnością. Bo najczęstszym powodem odkładania czegokolwiek na później jest lenistwo. Oczywiście zwykle dobrze umotywowane: a to koniecznością odpoczynku, to znów poczekaniem na lepszy pomysł, dokładniejszym przemyśleniem, poczekaniem na wsparcie itd. Problem jednak polega na tym, że wiele okazji do spełnienia dobra w ten sposób bezpowrotnie się traci. W wielu wypadkach jedna propozycja uczynienia dobra pociąga za sobą inną, a niewykonanie pierwszej zmarnuje pozostałe... 

   Prawdopodobnie owe tytularne „Potem\", „Później\", „Jutro\" - to kolejne imiona szatana, któremu wystarczy nawet chwilowa zwłoka, byle tylko opóźnić wdrażanie Bożych planów. W chwilach takich pokus warto szczerze zapytać siebie: „Masz jakiś argument na usprawiedliwienie zwłoki, czy po prostu ci się nie chce?\" To pomaga, mobilizuje i uświadamia, że wciąż jesteśmy robotnikami na Bożej roli, a z każdej chwili i z każdego czynu będziemy rozliczani.

Odpowiedzialne zadanie
2018-05-20

   Za każdym razem, gdy dowiadujemy się o przyjściu na świat nowego człowieka, przejmuje nas radość. Jakże mogłoby być inaczej? Dziecko przecież to taka mała, śliczna i bezbronna istota i do tego człowiek! Z każdym dniem jego rodzice stają wobec bardzo trudnego zadania: mają wychować swoje dziecko na dobrego człowieka i dobrego katolika. (Z zachowaniem takiej właśnie kolejności, bo przecież nie można być dobrym chrześcijaninem, nie będąc dobrym człowiekiem.) W tym zadaniu mają ich wspierać rodzice chrzestni. To instytucja znana od wieków, a samo wybranie kogoś do tej roli jest zaszczytnym wyróżnieniem. Problem jednak polega na tym, że nie wszyscy mają świadomość zobowiązań jakie ma do spełnienia rodzic chrzestny. O ile bowiem nie wybiera się rodziców - ci po prostu przekazali dziecku życie - o tyle rodzice chrzestni muszą być dobrani dość skrupulatnie. Dlaczego? Ano dlatego, aby dziecko miało w nich dobry przykład religijnego wychowania, a co za tym idzie: mogło się uczyć przede wszystkim umiłowania Boga oraz służby bliźniemu. 

   I tu powstaje pewien kłopot: niektórym rodzicom w obecnych czasach bardzo trudno jest znaleźć (nawet i poza rodziną, wśród znajomych) kandydatów spełniających określone kryteria. Jakie mianowicie? 1) Musi być osobą odpowiednią do podjęcia tego zadania i ma intencję jego pełnienia. 2) Ukończył szesnasty rok życia. 3) Jest katolikiem, przyjął bierzmowanie i Eucharystię oraz  prowadzi życie zgodnie z wiarą i odpowiednie do podejmowanego zadania. 4) Nie podlega karze kanonicznej. 5) Nie jest ojcem lub matką przyjmującego chrzest. Oczywiście najwięcej problemów dotyczy zwykle punktu trzeciego, a w szczególności prowadzenia życia zgodnego z wiarą i odpowiedniego do podejmowanego zadania. Najprościej mówiąc chodzi bowiem o to, aby mógł przyjmować Komunię świętą, a do tego nie może trwać w pozasakramentalnym związku, musi dawać dobry przykład wiary, regularnie uczęszczać na Msze św. i spowiadać się, czyli być praktykującym katolikiem.

   Tymczasem zdarzają się przypadki proszenia o zaświadczenie do pełnienia roli rodzica chrzestnego przez ludzi, którzy w kościele się nie pojawiają, są po prostu nieznani. Nie można wówczas komuś takiemu potrzebnego zaświadczenia wydać (nie mówiąc o tym, że trzeba mieć tupet, aby się o nie ubiegać...). Rodzice chrzestni są bowiem powołani do tego, by „ratować sytuację\" gdy naturalni rodzice dobrego przykładu wiary nie dają.  

Spotkania z Matką
2018-05-13

   Bywa, że do niektórych ludzi - jak order - przylega określenie „Chodząca dobroć\". A mówimy to o ludziach obarczonych mimo wszystko słabościami. Jednak powyższe określenie wydaje się najwłaściwszym dla pewnego typu osób.

    Jeśli nie wahamy się tak mówić o grzesznikach, to cóż dopiero w odniesieniu do Tej, która żadnego grzechu nie popełniła, a o nas jest nieustająco zatroskana jak nikt inny na świecie. Nie ona wybrała dla siebie miesiąc maj. Uczynili to nasi przodkowie wyczuwając doskonale, że należy się Jej ten piękny czas zielonych łąk, kwitnącego kwiecia i śpiewających ptaków. Należy się Jej. Nie to jednak jest najważniejsze - w tym sensie, że nie tego Ona oczekuje. Tak jak każda matka, nie oczekuje od nas niczego poza nami samymi. Tak bardzo pragnie wziąć nas w objęcia, wyciszyć, utulić i takich uładzonych oddać Synowi.

   Takie mam wrażenie za każdym razem, gdy uczestniczę zwłaszcza w wieczornych nabożeństwach majowych ku czci naszej Matki. Cisza i spokój wieczoru, ledwo podświetlony kościół i grupka tych wiernych, kochających, śpiewających ku Jej chwale. Dotychczas to grupka dwudziestukilku do czterdziestuparu osób. A Matka ucieszyłaby się na pewno i z Twojej obecności... 

Dlaczego Alpha?
Gosia
2018-03-04

   Niebawem, bo już na początku kwietnia rozpocznie się w naszej parafii kolejna edycja kursu Alpha. W pędzie tego świata warto skorzystać z tej propozycji i niejako wyjrzeć przez okno doczesności, aby zachwycić się pięknem tego świata, który Bóg przygotował dla miłujących Go. Czujmy się wszyscy zaproszeni. Oddajmy ster życia w Jego ręce.  

Nie będzie wołał ni podnosił głosu...
2017-11-12

   To oczywiście słowa z proroctwa Izajasza  odnoszące się do zapowiadanego przez niego Mesjasza. Problem poległ jednak na tym, że gdy wreszcie przyszedł, nie został zauważony, albo raczej zlekceważony a nawet znieważony: Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli... Ale czy słowa te odnoszą się wyłącznie do przeszłości?

   Przed nami kolejne rekolekcje. To czas głoszenia Chrystusa. To dobre określenie - głoszenie Chrystusa, bo wskazuje na podwójną rzeczywistość: kolejny rekolekcjonista będzie nam głosił Chrystusa, ale jednocześnie w jego osobie sam Chrystus będzie głosił prawdę o królestwie Bożym i radościach nieba. Ale kto tego zechce słuchać? Ci, którzy i tak pojawiają się na niedzielnej Eucharystii, a w wielu wypadkach również na codziennej? Niektórzy traktują ten temat jak ofertę cyganki z nie tak znów odległych czasów - wielu pamięta owe panie w kolorowych spódnicach, zaczepiających przechodniów: Kup, pani, patelnię... Dziś w miejsce cyganek mamy telefonistów i telefonistki z agencji reklamowych, a ich oferty są znacznie szersze. Tyle, że dotyczą... piaskownicy. No, może nie dosłownie, ale tak naprawdę właśnie o to chodzi: dostarczać dzieciom nowych zabawek do piaskownicy, aby tam grzecznie siedziały i nie sprawiały kłopotów. Naszym przeznaczeniem jest niebo - nie piaskownica (oczywiście w rozumieniu przemijającego świata). Dzisiejsze czytania mszalne szczególnie uwypuklają ten temat, każąc się zastanowić: Kim tak naprawdę jest dla mnie Bóg i czym dla mnie Jego oferta? Między innymi o tym będą kolejne rekolekcje. Ale przecież trzeba do tego wracać, rozważać, przypominać sobie i wracać do pierwotnej miłości (Ap 2,4). Wyobraźmy sobie małżeństwo, w którym wyłącznie jedna strona pracuje nad ową miłością. - Nic z tego nie będzie. Ten związek się rozpadnie. Trzeba dać Panu Bogu szansę i przyjąć zaproszenie na swoiste randki z Nim. Nie wolno dopuścić do sytuacji, o której żartobliwie, kilka lat po ślubie, mówił mi jeden z kolegów z podstawówki: Nie wierzę w miłość - jest tylko oczarowanie i przyzwyczajenie... Dziś trzeba by siebie zapytać, czy pozwoliłem oczarować się Bogiem. Czy w ogóle kiedykolwiek to przeżyłem? Nie odpuszczajmy. Dajmy się porwać Bogu. Okazja już za tydzień: rekolekcje przed odpustem Chrystusa Króla Wszechświata. 

Błogosławione ręce
2017-10-22

Kiedyś ktoś z tłumu zawołał do Pana Jezusa: Błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, które ssałeś! Na co odpowiedział Pan: Owszem, ale błogosławieni są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wprowadzają je w życie.

   Każdy o tym wie, że wprowadzanie owego słowa w życie nie jest proste. Samo chodzenie do kościoła i codzienne modlitwy z pewnością nie są wystarczające. To, co usłyszymy od Boga w ewangelicznym przekazie, czym natchnie nas w modlitwie, jeszcze nie wystarcza - nawet gdybyśmy to doskonale zrozumieli. To jedynie zadanie, które otrzymaliśmy w tej formie do wykonania. Jak zabrać się do jego realizacji?

    Powyżej mamy refleksję ks. Piotra o tym, że najpierw trzeba słuchać. Wiąże się to z przekazem zawartym w Apokalipsie: Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy Mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Takie wyróżnienie! Bóg chce z nami spożywać wieczerzę! Chce być naszym Gościem! - Pod warunkiem, że: 1) usłyszymy Jego dyskretne pukanie do drzwi serc naszych i 2) otworzymy Mu je.

    Z takiego obcowania z Panem Bogiem wynika wiele dobra. To zrozumiałe, bo jeśli się Pan Bóg nami posługuje, to choćbyśmy byli najbardziej mizernymi narzędziami, to w ręku Mistrza możemy stać się bardzo efektywni.    Nie chodzi tu wyłącznie o pożytek duchowy. Oczywiście, są osoby, które poświęcają wiele czasu każdego dnia na modlitwę: poranny różaniec w kościele, codzienna Eucharystia rano bądź wieczorem, sterta modlitw za Kościół, Ojca Świętego, o powołania, za misje itd. itp. Dzięki Bogu, że takich mamy. Ale to nie jedyna forma posługiwania Panu Bogu. Stosunkowo niedawno skończyły się dyżury sprzątania kościoła. Niestety tę formę posługi nie wszyscy rozumieli, a spełniający tę posługę dla Pana skarżyli się na upływ lat i odpływ sił... Dlatego już owych dyżurów nie ma. Ale troska o dom Boży nie zgasła. Możliwe, że nie znamy osób, które dyskretnie zabiegają o stan ukwiecenia kościoła czy na zewnątrz niego, wymieniane obrusy czy prana bielizna kielichowa też nie chwalą się, czyje ręce nimi się zajmują... Ileż prac wykonanych w kościele, czy w jego obrębie w zakresie przeróżnych napraw, instalacji elektrycznych, elektronicznych, remontów kościelnych pomieszczeń, malowania salek, budowania mebli czy ostatnie stawianie płotu przy plebanii. Nikt się w to nie włącza dla popularności, bo wiernie trzymamy się zasady zostawiania Panu Bogu roli nagradzającego. Wiadomo: to wszystko dla Pana.

   To prawda, że troszczyć się mamy przede wszystkim o własne zbawienie, ale sam Pan Jezus odwołał się do starotestamentalnych słów Troska do dom twój pożera Mnie. Dobrze jest więc gdy każdy według własnych możliwości, na miarę sił i czasu oddaje Panu Bogu to, co i tak do Niego należy. Wkrótce będzie kolejna okazja: grabienie liści przed kościołem na okoliczność zbliżającego się odpustu. W tę pracę - jak dotąd - włączały się nawet dzieci. Znów będziemy prosić i wyglądać tych błogosławionych rąk, które w tak prosty, pokorny a jednocześnie oddany Panu Bogu sposób zechcą zaświadczyć o swojej miłości do Niego.

   Godzina spotkania z Nim nieubłaganie się przybliża, a tam liczyć się będzie wszystko - każde najmniejsze dobro spełnione z miłości do Niego i naszych bliźnich. Tak wiele dobra spełnionego w naszej świątyni już przemawia na rzecz dobrodziejów. Okazji jednak z pewnością będzie więcej. 

Dobrodziejstwo czasu
2017-09-24

 Czas to pieniądz - tak powtarzają ludzie od wieków.  Znaczyłoby to, że kto ma dużo czasu, ten jest bogaty. Pamiętać jednak trzeba, że to tylko dzierżawa... Tak, na owym dzierżawionym nośniku, chcąc nie chcąc, nanosimy w każdej chwili obrazy jak na filmowej taśmie. Ta, tradycyjna przewijała się z prędkością 24 klatek na sekundę, późniejszy, telewizyjny zapis potrzebował 25 statycznych klatek na sekundę, które poruszając się z taką prędkością dają złudzenie ruchu. To zaś daje możliwość - jak doskonale wiemy - przeanalizowania każdego ruchu, każdego gestu czy grymasu twarzy, zapisanego z nieznacznym przesunięciem aż 24 (lub 25) razy w ciągu króciutkiej sekundy... Podniesienie powieki, drgnienie wargi, ukryte spojrzenie - zajmuje nam ułamek sekundy. Ale w tym ułamku da się to przeanalizować na kilku czy nawet kilkunastu obrazach. Tyle w jednej sekundzie. Na minutę składa się ich 60. Tych zaś potrzeba również 60, by wypełnić godzinę. 90 tysięcy miniobrazków w ciągu zaledwie godziny... To przecież całe archiwum! A mówimy tu wyłącznie o jednopoziomowym zapisie. Gdzie zaś są słowa, myśli, uczucia, o których powyżej nie było mowy? Te również podlegają archiwizacji na kolejnych poziomach zapisu...

   Można by zastanowić się, które z nich warte byłyby przechowania. Którymi można by się pochwalić? Kiedyś... Niestety w tej grze nie przewidziano klawisza Delete - nie mamy więc możliwości kasowania nieprzydatnych. Wszystko jest dokładnie archiwizowane. Gdyby ktoś miał wątpliwości, wystarczy posłuchać Pana Jezusa, który mówi: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu (Mt 12,36).

   Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie, jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana, jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana (14,7-8). A jeśli czas jest skarbem, to czym jest wieczność? To już nie skarb, a cały bank i to największy i najbogatszy - zupełnie niemożliwy do wyobrażenia. I wszyscy mamy nie tylko udziały w nim, ale jesteśmy jego dziedzicami! Nie bądźmy więc synami marnotrawnymi. Próbujmy zapisać naszą taśmę życia najpiękniejszymi obrazami. Zawsze zajęci dobrym dziełem. Doskonale rozumieli to nasi rodzice i dziadkowie napominający swoich potomków, że nie wolno kraść dnia Panu Bogu

Zguba przyzwyczajenia
2017-07-09

   Tak, przyzwyczajenie, oswojenie ze złem prowadzić może do utraty wrażliwości na jego istnienie, a w konsekwencji do zaakceptowania go. W miniony wtorek liturgia Słowa przypomniała nam historię zburzenia Sodomy i Gomory. Ta historia uczy nas, że punktu odniesienia dla swoich działań szukać należy nie w najbliższym otoczeniu. Ono nie tylko usprawiedliwić zechce nasze słabości, ale nadto pogrążyć może w nieprawość niewyobrażalną. Sumienie człowieka jest dla niego najbliższą normą moralną, ale nie najwyższą! Tę stanowi prawo Boże. I nim należy się kierować bezwzględnie. Sumienia mogą się wypaczać ocierając o siebie nawzajem, a wówczas ich właściciele gotowi są nawet ustanawiać prawo, które jednak nigdy nie będzie miało rangi najwyższego prawa. Takie jedynie Bóg ustanawia. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie - jak w Sodomie i Gomorze - różne parlamenty prześcigają się w tworzeniu praw depczących wolę Bożą. Dumnie wyciągniętym głowom zdumieć się przyjdzie nad klęską, którą gotują sobie i swoim wyborcom...

   Na tym tle warto wskazać na czwartkowe przemówienie przywódcy największej światowej potęgi, Donalda Trumpa. Sam nie do końca życiowo poukładany, ale potrafi docenić to, co najważniejsze w dzisiejszym świecie. Z Warszawy skierował apel do całego świata, by przyglądał się Polakom, którzy kultywują tradycję, bronią rodziny, życia. Zadeklarował wspólną walkę „za rodzinę, za wolność za kraj i za Boga\".

   A jednak można przeciwstawić się naciskom polit-poprawności i zachować zdrowy rozsądek. 

Triduum Paschalne
2017-04-09

   Ten termin, wywodzący się z języka łacińskiego, odnosi się do trzech dni - wyjątkowych dni, które zadecydowały o naszym odkupieniu. Triduum rozpoczyna się w Mszą św. Wieczerzy Pańskiej w Wieki Czwartek. Ponieważ te ceremonie odbywają się już po zachodzie słońca, u Żydów były już początkiem dnia następnego, czyli piątku. (Zgodnie zresztą z tym, co czytamy w opisie stworzenia świata: I tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy. A potem następne.) To tłumaczy pewną trudność w naszym liczeniu owych trzech dni: gdybyśmy bowiem rozpoczynali liczenie ich od czwartku, pozostawałby jeszcze piątek i sobota. Co wówczas z najważniejszym - Niedzielą Zmartwychwstania? Dlatego trzeba pamiętać, że czwartkowy wieczór dla Żydów, a w ślad za nimi również dla pierwszych chrześcijan, był już początkiem piątku - w tym wypadku Wielkiego Piątku, który zresztą w sobotni wieczór przechodzi w Wigilię Paschalną, czyli de facto Niedzielę.

   To trzy najważniejsze dni w roku. Od lat słyszymy, że już od czwartkowego wieczoru rozpoczyna się świętowanie Do pracy jednak trzeba pójść. Fakt. No i przygotować w domu coś na święta... To też prawda. Dziś już pewnie wielu ludzi - gdy chodzi o kulinaria - posiłkuje się produktami gotowymi lub półproduktami, co skraca czas przygotowań. Z drugiej strony, ileż można przygotować na stół? W końcu nie samym chlebem żyje człowiek.

    I o to przede wszystkim chodzi, abyśmy to zrozumieli. Przecież, gdy udajemy się na jakiekolwiek przyjęcie, nie tyle znów ma znaczenie waga produktów na stole, ile raczej panująca w domu gospodarzy atmosfera. O nią trzeba przede wszystkim zadbać. Trudno ją jednak podnieść na wysoki poziom, gdy człowiek sam z sobą nie jest pogodzony, gdy nie pojednany z Bogiem. Nasze grzechy bodą nas, a przez nas stają się dokuczliwe dla innych. Pierwszą więc rzeczą z koniecznych jest spowiedź sakramentalna. Kolejna to poświęcenie czasu Panu Bogu przez celebrowanie Jego zbawczych tajemnic we wspomnianych dniach. I wreszcie: poświęcenie czasu na osobiste spotkanie z Nim na modlitwie adoracyjnej. Stąd popłynie ciepło potrzebne do wytworzenia świątecznej atmosfery w naszych domach. 

Czas wyciszenia
2017-02-26

 Gdyby powiedzieć, że kończy się czas karnawałowych szaleństw, niektórzy mogliby się roześmiać, a inni rozzłościć: Nie mam czasu na nic. Tylko dom - praca, praca - dom... Ileż wśród nas takich pracowitych mróweczek! O jakiejkolwiek rozrywce mogą jedynie pomarzyć. A dzień za dniem ucieka. Układając się w tygodnie, miesiące i lata tworzą one sznur, a raczej oślizłego węża, który wijąc się, niknie gdzieś w przeszłości. Cóż zostanie z tego, co dziś tworzymy, nad czym się wysilamy? Archeologia, badając świetność epok minionych, najchętniej rozgrzebuje śmietniki. Tak, bo tam po latach trafiają zwykle przedmioty dumy ich właścicieli. Zastąpione zostały potem przez inne, potem przez jeszcze inne i tak rosły warstwy coraz doskonalszych narzędzi, przyborów i ozdób, a te najdoskonalsze, czyli nasze, leżą najwyżej. Dopóki lepszymi, choć już niepotrzebnymi, nie zostaną przygniecione przez kolejne pokolenia.

   I tak oto przemija świat, a z nim jego pożądliwość. (por 1 J 17)

   A są przecież sprawy istotniejsze i cel ważniejszy: wieczność, która po prostu trwa i zawiera w sobie wszystko, o czym tylko pomarzyć możemy i co nie przestanie radować nigdy. Problem polega na tym, że pęd życia wytwarza wiatr, zmuszając nas do przymykania powiek. W pędzie niewiele widać. Dlatego należy się zatrzymać, nieco zwolnić, wsłuchać się w ciszę i oczy otworzyć. Trzeba stanąć w prawdzie przed sobą samym, znaleźć czas na poznanie siebie i trochę jednak pomyśleć o przyszłości - tej bardzo odległej, ale coraz bliższej...

   To właśnie Wielki Post ze swoimi nabożeństwami Krzyżowych Dróg, Gorzkich Żalów, a przede wszystkim otwierających na refleksję rekolekcji, uczy nas nawigacji, byśmy w bezmyślnym pędzie nie rozbili się o twarde skały lub nie utknęli na mieliźnie tego świata. Pan Bóg, ten Dobry Ojciec chce nas znów zaprosić na ciekawą, budującą i niezwykle pożyteczną rozmowę. Z ojcem zawsze warto było rozmawiać. Tym bardziej z  tym Niebieskim. Nie rezygnujmy z zaproszenia, zwolnijmy tempo, spróbujmy zrezygnować z tego, bez czego da się żyć i spróbujmy odnaleźć prawdziwy sens życia. 

-1- 2 3 4 5 6 7 8 9 Następna
Wtorek
19 czerwca 2018
Okres zwykły
8:00 - Msza św.
Intencja: ++ Marianna Muchewicz (15. r. śm.) i Józef Muchewicz (27. r. śm.) oraz Anna (z ok. urodzin) i Jan (z ok. imienin) Szypnikowscy
18:00 - Msza św.
Intencja: Z podziękowaniem za otrzymane łaski, z prośbą o dalsze błogosławieństwo Boże i dary Ducha Świętego dla Weroniki z okazji 10. r. urodzin
Intencja: O zdrowie i błogosławieństwo Boże dla Emmy

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku