Licznik odwiedzin: 10153709
Zamyślenia
Czas wyciszenia
2017-02-26

 Gdyby powiedzieć, że kończy się czas karnawałowych szaleństw, niektórzy mogliby się roześmiać, a inni rozzłościć: Nie mam czasu na nic. Tylko dom - praca, praca - dom... Ileż wśród nas takich pracowitych mróweczek! O jakiejkolwiek rozrywce mogą jedynie pomarzyć. A dzień za dniem ucieka. Układając się w tygodnie, miesiące i lata tworzą one sznur, a raczej oślizłego węża, który wijąc się, niknie gdzieś w przeszłości. Cóż zostanie z tego, co dziś tworzymy, nad czym się wysilamy? Archeologia, badając świetność epok minionych, najchętniej rozgrzebuje śmietniki. Tak, bo tam po latach trafiają zwykle przedmioty dumy ich właścicieli. Zastąpione zostały potem przez inne, potem przez jeszcze inne i tak rosły warstwy coraz doskonalszych narzędzi, przyborów i ozdób, a te najdoskonalsze, czyli nasze, leżą najwyżej. Dopóki lepszymi, choć już niepotrzebnymi, nie zostaną przygniecione przez kolejne pokolenia.

   I tak oto przemija świat, a z nim jego pożądliwość. (por 1 J 17)

   A są przecież sprawy istotniejsze i cel ważniejszy: wieczność, która po prostu trwa i zawiera w sobie wszystko, o czym tylko pomarzyć możemy i co nie przestanie radować nigdy. Problem polega na tym, że pęd życia wytwarza wiatr, zmuszając nas do przymykania powiek. W pędzie niewiele widać. Dlatego należy się zatrzymać, nieco zwolnić, wsłuchać się w ciszę i oczy otworzyć. Trzeba stanąć w prawdzie przed sobą samym, znaleźć czas na poznanie siebie i trochę jednak pomyśleć o przyszłości - tej bardzo odległej, ale coraz bliższej...

   To właśnie Wielki Post ze swoimi nabożeństwami Krzyżowych Dróg, Gorzkich Żalów, a przede wszystkim otwierających na refleksję rekolekcji, uczy nas nawigacji, byśmy w bezmyślnym pędzie nie rozbili się o twarde skały lub nie utknęli na mieliźnie tego świata. Pan Bóg, ten Dobry Ojciec chce nas znów zaprosić na ciekawą, budującą i niezwykle pożyteczną rozmowę. Z ojcem zawsze warto było rozmawiać. Tym bardziej z  tym Niebieskim. Nie rezygnujmy z zaproszenia, zwolnijmy tempo, spróbujmy zrezygnować z tego, bez czego da się żyć i spróbujmy odnaleźć prawdziwy sens życia. 

Gorliwość o dom Twój pożera mnie
2016-12-18

 Zawsze przychodzą mi na myśl te słowa, które do swego Mistrza odnieśli Apostołowie (w związku z wypędzeniem przekupniów ze świątyni), kiedy prosimy o pomoc jakichkolwiek fachowców o wykonanie prac w świątyni czy wokół niej.

   Niekoniecznie jednak trzeba być fachowcem. Jest wiele okazji, które możemy wykorzystać, by dowieść swej gorliwości o dom Pana, niezależnie od uzdolnień czy wieku. Jedną z takich okazji jest przygotowywanie kościoła na święta. Wzruszają dzieci, które od paru lat stroją „swoją\\\" choinkę przy bocznym ołtarzu. Kręcący się po kościele panowie osadzający choinki, bądź wieszający na nich lampki czy bombki, konstruujący stajenkę betlejemską; panie odkurzające kościelne meble na święta czy układające czyste obrusy na bocznych ołtarzach; młodzież i dzieci odkurzający ławki... Piękne to jest!

   W najbliższy piątek znów będzie okazja do wyrażenia swojej miłości do Pana Boga przez troskę o jego świątynię. Na godzinę 17.00 zapraszamy nie tylko doświadczonych w bojach robotników, ale i dzieci i młodzież. Uradujmy się wspólnotą pracującą dla chwały Pana Boga. Zapraszamy. 

Świadectwo wdzięcznej Ukrainki
2016-12-04

   Drodzy Państwo, zdecydowałam się napisać do Was tę prośbę, abyście wszyscy szanowali figurki i obrazy Matki Bożej oraz wszystkich świętych, abyście nie  zalewali ich w fundamentach i nie wyrzucali do śmieci. Szanujcie je jak Wasi rodzice i dziadkowie. Bardzo was proszę: nie rańcie Serca Najświętszej Maryi Panny, bo ono bardzo krwawi. Matka Boża smuci się z tego powodu i płacze. Nie chce kary dla Was, bo bardzo Was kocha.

   Urodziłam się w Laskiwci, rejon Terebowlianskij, Ternopilska obłast. Jako mała dziewczynka chodziłam pieszo do Zarwanycia, gdzie czczony jest cudowny obraz Matki Bożej, aby tam prosić o zdrowie, dziękować za radość, smutek i ból. Napisałam różne modlitwy do Matki Bożej.

   Kiedy pojawiła się taka możliwość przyjechała do Polski, by tu pracować jako opiekunka osób starszych. Po jakimś czasie zachorowałam. Lekarze zarówno na Ukrainie jak i w Polsce powiedzieli, że to rak. Mimo to dalej pracowałam - brałam tabletki i sama dawałam sobie zastrzyki przeciwbólowe. Lekarze na Ukrainie przeprowadzali różne zabiegi, a w Polsce zastosowali chemioterapię. W czerwcu 2015 r. profesor szpitala w Redłowie poradził, abym wracała do siebie, do domu, bo już nie kwalifikuję się do dalszego leczenia. 19 sierpnia znalazłam się w szpitalu w Kołomyi na Ukrainie. Modliłam się do Matki Bożej Zarwanyckiej, prosiłam, abym mogła jeszcze zobaczyć wnuczkę, a jeśli dożyję, damy jej na imię Maria. Wykryto u mnie pięć ognisk nowotworowych, bardzo dokuczliwych. Kiedy pewnego razu z bólu zasnęłam, przyśniła mi się Matka Boża i uśmiechając się do mnie, powiedziała, że nie umrę, ale lekarze muszą podać ci taki to a taki zastrzyk, który przyjmować należy raz w miesiącu. Wyzdrowiejesz. Mówiłam o tym lekarzom, ale nie byli skłonni mnie posłuchać, ale z powodu braku jakichkolwiek nadziei pewna młoda lekarka zdecydowała się przypisać mi ten zastrzyk. Wyzdrowiałam...

   21 listopada 2015 roku znów przyśniła mi się Matka Boża Zarwanecka i powiedziała: Uzdrowiłam cię, teraz zadzwoń do kierowcy Igora Czubeja, niech ci da pracę. Do pierwszej pani, do której cię poślę, przyprowadzę koleżankę, która spyta cię, czy nie chcesz figurki Matki Bożej, bo nie chcę, aby tę figurkę zalano w fundamencie. Jeśli ona nie weźmie od ciebie pieniędzy, będę błogosławiła jej rodzinie. Poprosisz o poświęcenie tej figurki wodą święconą w Polsce. Tę historię opowiesz księdzu, który tam przyjdzie.   Nie od razu jednak tę historię opowiedziałam. Przepraszam za to Matkę Bożą, że nie od razu spełniłam jej polecenie, ale wciąż miałam takie bóle brzucha, że pomyślałam iż nikt nie uwierzyłby w moje spotkania z Matką Bożą, gdybym jednak umarła...

    19 sierpnia 2016 r. Matka Boża Zarwanycka znów powiedziała do mnie: Żyjesz, a prośby mojej spełnić nie chcesz, bo się boisz. Strach minie. Ja ci pomogę. Wracaj do pracy i powiedz tamtemu księdzu proboszczowi swoją historię i przekaż moją prośbę. Jeśli zaś poprosi, abyś to opisała, spisz i powiedz, że dałam im papieża na wzór, aby uwierzyli tobie i twoim słowom, a nie szukali dowodów. Błogosławieni ci, którzy szanują w swoich domach figurki i obrazy Moje i wszystkich  świętych.

    Powiedziała mi jeszcze: Kiedy wrócisz do domu i wybudujesz kapliczkę u siebie przed domem, przekażesz modlitwy, które dla mnie napisałaś, aby ludzie tak do Mnie się modlili, a kto uwierzy - będzie uzdrowiony. Jestem Matką Bożą Królową Pokoju. 

Radosne oczekiwanie
2016-11-27

   Zdążyliśmy się już oswoić z tym, od lat powtarzanym określeniem. Istotnie, jest to czas radosnego oczekiwania, choć każdy z nas ma świadomość tego, że owo przynoszące radość Narodzenie Boga w ludzkim ciele przypadło ponad dwa tysiące lat temu. Ale właśnie owo porównanie do oczekiwania na rozwiązanie oddaje dobrze atmosferę napięcia, niepewności i przede wszystkim radości adwentowej.

   Pozostańmy więc przy wspomnianym oczekiwaniu na narodziny. Domy, w których oczekuje się na pojawienie nowego, małego człowieka tętnią życiem. Tam myśli się zawczasu o wózku, kołysce, pieluchach, zabawkach; tam matka otoczona jest szczególną troską - wszyscy domownicy starają się podtrzymywać w niej dobry nastrój, wielu ojców na ten czas rzuca palenie, czy przejmuje na siebie większość domowych obowiązków.

   Oczekiwanie na narodzenie... Ileż ono może zmienić w niejednym domu! Może i w naszym - w Twoim, w moim?... Wszak wszyscy oczekujemy na to samo Narodzenie:Emmanuela - Boga z nami.

   Adwentowe oczekiwanie jest czymś więcej niż tylko pamiątką, wspomnieniem bardzo odległych nazaretańskich dni. Naszemu adwentowemu czuwaniu w konkretny sposób towarzyszy sam Chrystus. To przecież On zachęcać nas będzie do powrotu do pierwotnej gorliwości. To On bardzo konkretnie będzie nam podsuwał sposoby prostowania dróg naszego życia. To On przez dobry przykład innych będzie usiłował na nowo rozpalić naszego ducha miłości.

   Obyśmy zapragnęli jednoczenia się w miłości z naszym Panem i Mistrzem przez doskonalszą modlitwę i pełne uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii, oby przykład małych dzieci, na pół przytomnie biegnących na roraty zawstydził nas nieco i rozbudził gorliwość, obyśmy wreszcie poprzez częste obcowanie z Bogiem potrafili dostrzec człowieka - przede wszystkim tego, którego najtrudniej zauważyć: naszych najbliższych.

Adopcja na odległość
2016-10-23

   Przy okazji obchodzenia Tygodnia Misyjnego warto wspomnieć o św. Teresie od Dzieciątka Jezus, która była karmelitanką klauzurową, zmarła w młodym wieku i nigdy nie była na misjach, a mimo to ogłoszona została patronką misji świętych. Pewnie dlatego, że bardzo dużo modliła się za misje i mówiła o tym, że gdyby żyła w świecie i posiadała jakieś środki materialne, to trzecią cześć z nich przeznaczałaby na cele misyjne. Tyle św. Tereska, a współcześnie jest sporo ludzi, którzy troskę swoją o misje wyrażają poprzez podjęcie tzw. „Adopcji na odległość\".

   Adopcja na odległość polega na przyjęciu do swojego życia biednego dziecka z kraju misyjnego, sponsorując mu edukację.

   Osoby do grupowej „Adopcji na odległość\" przedstawiają m.in. salezjanie i salezjanki pracujący na misjach. Wybierają najuboższe dzieci i młodzież, którym rodzice nie są w stanie zapewnić edukacji, a często nawet zaspokoić ich podstawowych potrzeb. Głównie są to sieroty i półsieroty. Opieka obejmuje osoby w wieku od 6 do 25 lat z Afryki, Ameryki Łacińskiej, Azji i Europy.

   Adopcję taką może podjąć osoba, która ukończyła 18 rok życia, rodzina, zakład pracy, uczelnia, szkoła, klasa, stowarzyszenie itp.. Deklarację należy pobrać ze strony internetowej www.misje.salezjanie.pl i wypełnioną przesłać do Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie pocztą tradycyjną lub elektronicznie. Jeśli w tę akcję chciałaby włączyć się szkoła, winna przesłać deklarację (wyłącznie pocztą tradycyjną) z pieczątką instytucji oraz imieniem i nazwiskiem nauczyciela odpowiedzialnego. SOM pełni rolę pośrednika mię-dzy misjonarzem a osobą adoptującą. Sponsor zobowiązuje się do pokrycia kosztów kształcenia dzieci przez okres minimum jednego roku. Po upływie tego czasu zobowiązanie może przedłużyć (telefonicznie, listownie lub pocztą elektroniczną), nie wypełniając ponownie deklaracji.

   W odpowiedzi na deklarację SOM prześle informacje o placówce, fotografię dzieci oraz indywidualny numer osobie, która przystępuje do programu. Dopiero po otrzymaniu powyższych informacji można rozpocząć dokonywanie wpłat, dopisując na druku przelewu w rubryce „tytuł wpłaty\" indywidualny numer nadany przez SOM.

   Tu pewnie rodzi się pytanie o kwotę rocznego utrzymania takiego „dziecka misyjnego\". To zrozumiałe. Otóż minimalny roczny koszt to 480 złotych. Wpłat można dokonywać w ratach. Można też finansowy wysiłek podzielić na członków rodziny, znajomych czy wspólnoty, do której się należy i dokonać tak rozumianej adopcji grupowo. Pieniądze przekazane zostają przez SOM misjonarzom i misjonarkom, ci zaś osobiście opłacają koszty nauki oraz troszczą się o zaspokojenie podstawowych potrzeb podopiecznych, takich jak dożywianie, ubranie, książki, przybory szkolne.

   To zrozumiałe, że „Adopcja\" stanowi moralne zobowiązanie wobec grupy konkretnych dzieci. Jeśli opiekun utraci możliwość dalszego wspierania, powinien powiadomić o tym SOM telefonicznie lub mailowo.

   Jasnym jest też, że ktoś przekazujący pieniądze na utrzymanie i kształcenie dziecka na misjach, chciałby otrzymywać jakieś informacje o jego postępach, o jego życiu. Minimum raz w roku misjonarz lub misjonarka pisze list z informacją o placówce objętej opieką. Można też przesyłać listy, kartki z życzeniami do misjonarzy i podopiecznych. W związku z licznymi obowiązkami misjonarz bądź misjonarka nie ma możliwości odpisywania na indywidualne listy. Najlepiej, aby korespondencja była napisana w języku urzędowym obowiązującym w kraju, z którego pochodzą podopieczni. Tu pomocą służyć mogą szczególnie przedstawiciele młodszego pokolenia, którzy już świetnie władają językiem angielskim czy francuskim.

   „Adopcja na odległość\" ruszyła 21 kwietnia 2001 roku pod hasłem: Dajmy dziecku szansę nauki. Obecnie programem objęci są młodzi ludzie w 55 placówkach misyjnych w 23 krajach świata. Według danych szacunkowych programem tym objętych było w 2013 roku 11 301. 

Odmawiajcie codziennie różaniec
2016-10-02

   Choćbyśmy siłą woli wstrzymywali oddech, a stopy (na wszelki wypadek) trzymali na fotelu, i tak nie wstrzymamy czasu... Dopadł nas już październik, a to oznacza, że po lecie pozostały jedynie wspomnienia, dzieci i młodzież rozpoczęli kolejny rok pracy i zima zbliża się nieubłaganie. Zanim nas jednak zaskoczy (bądź nie) mrozami i śniegiem, mamy w ofercie Bożej piękny miesiąc - październik. Piękny nie tylko dlatego, że wyjątkowo w tym czasie prezentuje się przyroda wieloma barwami upstrzona, ale przede wszystkim dlatego, że związany jest on od wieków z Maryją. Pamiętna bitwa morska pod Lepanto (1571) sprzymierzonej floty chrześcijańskiej z muzułmanami, która zmobilizowała w modlitwie cały ówczesny świat chrześcijański, dała pretekst do obchodzenia święta Matki Bożej Zwycięskiej, a później Matki Bożej Różańcowej. To święto maryjna pobożność naszych przodków rozciągnęła na cały miesiąc, składając swej Pani dar ulubionej przez Nią modlitwy. Rozbrzmiewała ona w kościołach i w chłopskich chatach, u stóp przydrożnych krzyży czy kapliczek. Głęboka wiara, na której wznosiła się owa pobożność, wyzwalała ogrom cudów, jakie dokonywały się w wielu miejscach. A działy się one na różnych płaszczyznach: zdrowotnej, religijnej, materialnej, politycznej czy militarnej. Śladów owego oddziaływania mocy Najwyższego za przyczyną Niebieskiej Pani można szukać w wielu sanktuariach, które skrzętnie przechowują pamięć tamtych wydarzeń w swoich annałach. Limit cudów się nie wyczerpał. Śp. ks. Bazyli Olęcki, długoletni proboszcz Parafii Linia, zwykle mawiał, że Bóg ma zawsze więcej niż rozdał. Łatwo to sobie przetłumaczyć: skoro od początku świata zajmuje się rozdawnictwem, a mimo to skarbiec Jego łask wydaje się nienaruszony, to rzeczywiście „wciąż ma więcej niż rozdał\".

    Powinniśmy o tym pamiętać szczególne w roku obecnym - Roku Miłosierdzia. Pewnie, że każdy z nas mógłby „z rękawa\" wyrzucić całą litanię potrzeb, o których spełnieniu marzy i jeśli są one godziwe, możliwe iż zostaną spełnione - jeśli taka będzie wola Boża. Winniśmy jednak w szczególny sposób obejmować swoją modlitwą tych, którzy nie odczuwają żadnej potrzeby związku z Panem Bogiem - tacy „duchowi anorektycy\", których dusze słaniają się i padają, którzy nie widzą nic na świecie poza wartościami materialnymi, a te - jak wiadomo - krótki mają żywot. Biedacy. W pośpiechu gonią własny ogon, a świat posiada dla nich wartość na tyle, na ile potrafią dostrzec.

    Mobilizujmy się więc w owej cudownej, jakże skutecznej modlitwie, aby to, czego w głębi duszy pragniemy, stało się naszym udziałem oraz tych, którzy na razie potrafią dostrzec bogactw dla nich przygotowanych. Modlitwa ma wielką moc - zwłaszcza, gdy składa się ją Bogu we wspólnocie. Dlatego odmawiajmy codziennie różaniec - jeśli nie w świątyni to w rodzinach naszych. 

A kto ci to powiedział?
2016-09-18

   Wielu ludzi uważa dziś, że skoro umieją pisać, to jednocześnie powinni pisać. Piszą więc niemal wszyscy i to niemal wszystko. Facebook stał się czeluścią twórczości dla ogromnej liczby niespełnionych „artystów\" lub nie wysłuchanych plotkarzy... Nie na darmo jednak mówi się od wieków, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Dopóki bowiem człowiek milczy, może być uznany za mądrego, gdy zaś usta otworzy - bywa, że czar pryska. Dlatego należy odzywać się tylko wtedy, gdy jest to potrzebne i w takiej mierze, w jakiej to konieczne.

    Jednym z tematów trudnych, bardzo bolesnych i istotnych dla naszej narodowej historii, a nadto dotkliwie raniących społecznie, bo powodujących podziały jest tzw. katastrofa smoleńska. Za sprawą filmu A. Krauzego oraz ostatnich enuncjacji komisji Berczyńskiego znów zaczęło się kotłować. Dla wielu to niepotrzebne grzebanie między grobami, inni poznali prawdę dwa dni po katastrofie i jej się trzymają. Są jednak tacy, którzy w oficjalnej wersji katastrofy widzą zbyt wiele dziur, przez które prawda wyciekła... Mamy więc dziś do czynienia z dwoma obozami „dogmatyków\" próbujących bronić swoich stanowisk, przy czym jedni już dawno zabetonowali sarkofag i robią wszystko, by nikt się do niego nie zbliżył, drudzy natomiast z uporem maniaka chcą z owej ciemnej mogiły wydobyć jasną prawdę.

   Nie zaliczałbym siebie do starców, ale młodość już (niestety) dawno minęła. Pamiętam więc co nieco, usiłując zrobić użytek z historii, która przecież jest nauczycielką życia. Doskonale wiemy, że prawda o Katyniu długo przebijała się do świadomości społecznej. To, że w domu o niej mówiono ściszonym głosem, nie zadowalało - oczywiście - młodych buntowników. Gdy więc na lekcji historii w szkole średniej jeden z kolegów zapytał o „napaść Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku\", nasza pani profesor kulturalnie, choć zdecydowanie, z ledwo widocznymi wypiekami na twarzy objaśniła nam (zgodnie z ówczesną linią partii), że był to akt łaski naszego wschodniego sąsiada, który widząc co się dzieje, wkroczył na wschodnie tereny Rzeczpospolitej, aby tamtejszą ludność „objąć ochroną\". W ostatnim roku mieliśmy innego nauczyciela, który już bez ogródek mówił o pakcie Ribentrop - Mołotow i o zbrodni katyńskiej. Nie bał się. Oboje nas kształcili...

   Tu warto wrócić myślą do biblijnego opisu grzechu pierworodnego, a ściślej do badającego sprawę Boga. Gdy, szukając, woła Adama, słyszy w odpowiedzi: „Przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się.\" Zaskakująca jest reakcja Pana Boga: „A któż ci powiedział, że jesteś nagi?\" Jakie to ważne: zdać sobie sprawę z tego, kto jest źródłem posiadanych przeze mnie informacji. „Kto ci to powiedział? Od kogo to wiesz?\" Proces badawczy od tego winien się rozpoczynać. Jeśli są wątpliwości - porównuj źródła.

   W gronie przyjaciół udaliśmy się na film „Smoleńsk\". Sala na co najmniej czterysta osób, a zajętych foteli 20... Może dlatego, że niedziela, godz. 13.15? Może początek? Może reklamy jeszcze mało? Nie wiem. Filmowi można zarzucać brak tempa akcji, różny poziom aktorstwa. Pewnie tak. Ale trudno  zarzucić mu fałsz - w jakimkolwiek fragmencie. Więc, gdy słyszymy, że kiczowaty, że nieprawdziwy, pytajmy: „Kto ci to powiedział?\" 

Potrzeba innego paliwa
2016-09-11

   To nie utyskiwanie z bogatego arsenału narzekań kierowców. To wspaniała, dojrzała myśl, którą podzielił się ze mną jeden z dawnych uczniów wejherowskiego ogólniaka. Ucieszyłem się z otrzymanego od niego maila, który nietrudno było odnaleźć przez inter-net. Potem telefoniczna rozmowa i spotkanie po kilku latach. Tu kolejna ra-dość. Miło jest bowiem usłyszeć jak to radzą sobie w dzisiejszym, dość twardym świecie nasi znajomi. Ten trzydziestoparolatek dziś jest ojcem dwójki dzieci, mąż dziewczyny z tego samego liceum, usatysfakcjonowany z wykonywanej pracy i nawet zadowolony z zarobków. Dom, samochód i - jak to w tym wieku - zdrowie nie dające na siebie narzekać. Do tego jeszcze ciągłe podnoszenie kwalifikacji dające możliwość prowadzenia wykładów na jednej z pomorskich uczelni. Krótko mówiąc: człowiek sukcesu. Dzięki Bogu sukcesu „do ogarnięcia\", jak mawia dzisiejsza młodzież, takiego który nie powoduje zawrotu głowy, który z powodu nadmiaru pieniędzy nie zwraca się ku ołtarzowi mamony, decydując się na odejście od Pana Boga. Krótko mówiąc: „jest dobrze\" i „chwilo, trwaj!\".

   Teraz dopiero przychodzi to, co najpiękniejsze. Mianowicie, koledzy z pracy wspomnianego młodzieńca to praktycznie jego rówieśnicy i - jak to w pracy - trudno sobie wyobrazić pracowanie obok siebie bez osobistych odniesień, rozmów i relacji. Rozmawiają więc czasem nie tylko na tematy dotyczące wykonywanych zadań, ale również w kwestiach życia osobistego i rodzinnego. Praktycznie wszyscy oni są w podobnej do naszego bohatera sytuacji: żony, dzieci, domy, samochody, grono sympatycznych przyjaciół i praca, którą kochają. Marzenie wielu. Ich koleżeńskie debaty wskazują jednak na pewien brak. Z opisywanej relacji wynika, że mimo tak wielu obiektywnych radości, do pełni szczęścia czegoś brakuje. W czasie gdy wielu im zazdrości tego, co posiadają i jak żyją, oni sami dochodzą do fantastycznego wniosku. Nie jestem w stanie przytoczyć tego bardzo cennego zdania w dosłownym jego brzmieniu, ale to, co zapamiętałem wystarczy: Każdy z nas wiele w życiu osiągnął. Poniekąd jest to spełnienie naszych marzeń, ale konsumując nasze szczęście jesteśmy przekonani, że nie osiągamy tych poziomów, którym towarzyszy jeszcze większa radość. Rakieta naszego życia wyniosła nas ponad ziemię, ale by wybić się na orbitę, potrzeba innego paliwa. Tu padły wyznania odnoszące się do nie całkiem regularnych praktyk modlitewnych czy kościelnych, ale odzywające się pragnienie życia doskonalszego, rodzi tęsknotę za „innym paliwem\". Daj Boże wszystkim takie pragnienia!  

Bez Boga ani do proga...
2016-08-28

   To jeden z wielu przejawów mądrości, jakimi karmili nas rodzice. Dlatego przy drzwiach każdego domu wisiała kropielnica, aby - czy to wchodząc, czy też wychodząc - uczynić znak krzyża świętego wodą święconą. Nikt nie kroił chleba, zanim wpierw nie uczynił na nim znaku krzyża świętego. Nie było mowy, aby rozpocząć podróż czy pracę, bez przeżegnania się. Szczególnie bogate w paraliturgiczne obrzędy były zwyczaje ludzi żyjących na wsi: pierwsza skiba, pierwszy zasiew, pierwszy pokłos - to były nie tylko czynione przez rolników znaki krzyża świętego, ale specjalne formuły modlitewne, dopasowane do różnych okoliczności życia wiejskiego. Zanim pierwsze snopy spadły w stodole, najpierw należało ją oczyścić ze starej słomy, następnie rzucało się gałązki specjalnej rośliny bagiennej czy torfowej, której intensywny zapach (przynajmniej przez jakiś czas) miał odstraszać myszy. Następnie gospodarz brał wodę święconą, która była zawsze, w każdym domu, i znów odmawiając specjalne modlitwy, kropił zarówno zagrody jak i klepisko. Nawet udając się do lasu, odmawiano krótką modlitwę: Idę w las, biorę Najświętszej Maryi Panny pas i tym pasem się opasam, wszystkie niebezpieczeństwa, złe duchy od siebie odstraszam, a chęć, moc i siłę do pracy, z woli Bożej do siebie przygarniam.

   To działało. I dziś żyje wielu świadków tamtego czasu i tamtych zachowań. Jakże dziś człowiek mało pokorny, skoro wydaje mu się, że wszystkiemu sam podoła! Rozpoczynajmy wszystko z Panem Bogiem i uczmy tego dzieci. Zwłaszcza dzieci. Początek nowego roku szkolnego jest po temu szczególną okazją. Bez Boga ani do proga... 

Wakacyjny czas
2016-06-26

   Jeden ze znajomych, na pytanie o urlop, odpowiedział pytaniem: „A co to jest urlop?\" i dodał, że w minionym roku wziął sobie aż dwa dni urlopu i to w dwóch turach. Jeśli to był żart, to od rzeczywistości daleko nie odbiegał.   Pod rządami nieboszczki komuny, ludzie z pewnością mieli więcej czasu. Praca z reguły była ośmiogodzinna, a jeśli ktoś nadgodziny wypracowywał, to odpowiednio więcej zarabiał. Oczywiście, że relatywnie było to mniej niż dziś (choćby ze względu na cenę produktów spożywczych). Dziś ludzie niewątpliwie mają lepiej pod względem materialnym - na więcej ich stać (choćby pod względem posiadanych samochodów czy sprzętu elektrotechnicznego, albo możliwości wyjazdów zagranicznych). Okupione to jest jednak najczęściej codziennym pobytem poza domem i to przez wiele godzin, do tego stopnia, że brakuje czasu nie tylko na rozmowy z najbliższymi, ale i na spotkania z nimi. Czas zaś biegnie w tempie nieprawdopodobnym - oto tak niedawno był chrzest dzieci, a jest już po I Komunii św., a w toku przygotowanie do bierzmowania.

   Tu czas okazuje się ukrytym zabójcą. Jego niedobór zabija relacje rodzinne oraz prowadzić może do moralnych i społecznych upadków. Małe dzieci z wyraźną radością spędzają każdą chwilę z rodzicami, dorastające już lepiej czują się bez ich towarzystwa. I już wtedy niezwykle trudno jest nadrobić stracony bez owych relacji czas.

   Właśnie dlatego należałoby zrobić wszystko, aby poznać swoje dzieci i aby one miały okazję poznać rodziców... Wakacje doskonale się do tego nadają. I nie muszą to być jakieś kosztowne wyjazdy zagraniczne. Nawet lepiej, gdyby nie były. Z rozrzewnieniem wspominam wakacyjne objazdy rodziny, właśnie w czasie dzieciństwa. Rodzice bardzo o to dbali. Rozjaśniała się mapa koligacji rodzinnych, umacniały się kuzynowskie więzi i było mnóstwo okazji do pytań o historie rodzinne. Ponadto następowało umocnienie wiary, skoro wszędzie, gdziekolwiek bywaliśmy, nie było nawet wątpliwości, że niedziela musi być przypieczętowana Eucharystią, a każdy dzień - modlitwą.

    Rozpoczęły się kolejne wakacje. Tworzą one nowe okazje do cementowania więzi rodzinnych i wypoczynku. Czy je wykorzystamy? 

Czwartek
20 czerwca 2019
Boże Ciało
7:30 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Regina i Kazimierz Zalewscy oraz Czesława i Tadeusz Warda
9:30 - Msza św. - suma
Intencja: Za Parafian
11:00 - Msza św.
Intencja: + Bogusław Arkuszewski (greg. 20.)
13:00 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Stefan Socha, Brunon i Teresa Tylman oraz zmarli z rodziny
18:00 - Msza św.
Intencja: ++ Ojciec Jan Piepke (8. r. śm.), Leokadia i zmarli z rodziny

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku