Licznik odwiedzin: 16510004
Zamyślenia
Eucharystia daje życie
2021-09-19

   Pod takim hasłem przeżywamy już drugi rok trzyletniego programu duszpasterskiego w Polsce, którego mottem na rok 2020/2021 są słowa: Ojciec Mój da wam prawdziwy chleb z nieba. (J 6,32) Pierwszą niedzielą kolejnego adwentu rozpoczniemy trzeci rok tego cyklu pod hasłem Posłani w pokoju Chrystusa. Wszystko to jednak nakierowane będzie wciąż na największy ze skarbów, jakie w posiadamy w Kościele - Najświętszy Sakrament.
   Tyle zachęt, katechez, rekolekcji i programów duszpasterskich! Czy to coś zmienia w naszym życiu? Ilu wiernych uczestniczy w niedzielnych Eucharystiach, nie mówiąc o dniach powszednich. Nieliczni tylko przychodzą na adoracje Najświętszego Sakramentu w pierwsze czwartki i piątki oraz w dni powszednie przed wieczorną Eucharystią. Pan Jezus niepotrzebny?
   Tymczasem - jak donosi KAI - podczas trwającego w Budapeszcie Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego znalazł się czas na świadectwo, którym podzieliła się misjonarka Barbara Heil. W godzinnym przemówieniu przedstawiła historię swojego życia, w którym doświadczyła nawrócenia na katolicyzm. Po latach pracy jako misjonarka protestancka spotkała katolików, których postawa i życie odmieniły jej dotychczasowe przekonania. Zainspirowały ją także pisma św. Teresy z Avila. Ostatecznie, zaproszona została przez znajomego księdza na konferencję w Filadelfii, której część modlitewna odbywała się w kościele. Tam przyglądała się liturgii, o której wcześniej czytała.
   Ostatniego dnia konferencji odbywała się procesja z Najświętszym Sakramentem. Pomyślałam, że to brzmi bardzo "katolicko", niebezpiecznie "katolicko". Postanowiłam stać z tyłu i z zamkniętymi oczami się modlić oraz wielbić Boga po swojemu. W pewnym momencie poczułam olbrzymie poruszenie emocjonalne; choć nadal wznosiłam ręce do Boga, nogi ugięły się pode mną, zaczęłam płakać. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam naprzeciw siebie księdza trzymającego monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Wtedy nie miałam pojęcia, czym była monstrancja ani procesja eucharystyczna. Nie miało to jednak znaczenia, bo po prostu wiedziałam, że w tym momencie stoi przede mną sam Jezus Chrystus - wspominała Heil.
   Czy takie świadectwo jest w stanie coś w nas zmienić?

Marnowanie czasu...
2021-09-05

   W dużym obiekcie dawnego Collegium Leoninum w Wejherowie funkcję nieformalnego dozorcy objął (dziś już śp.) pan Zygmunt, emerytowany stoczniowiec. Nie narzekał na brak zajęć, choć czasem mógł sprawiać wrażenie człowieka nazbyt szanującego pracę... Zanim zabrał się do czegokolwiek, długo myślał nad możliwymi skutkami poszczególnych wariantów ewentualnego działania. Zdarzało się, że uczestniczyłem wraz z nim w jakichś drobnych przedsięwzięciach. Trzeb się jednak było pilnować, by nie poczynić uwagi w stylu: No, panie Zygmuncie, zaczynamy - szkoda czasu. Gdy zaś do tego doszło, wówczas on, z właściwym sobie spokojem odpowiadał: Proszę księdza, praca dobrze zaplanowana jest już w połowie wykonana. Czas poświęcony na przemyślenie tego, co mam zrobić nie jest zmarnowany - chroni przed ewentualnymi błędami i przed marnotrawstwem. Najpierw solidnie przemyśleć, potem dopiero działać - oto mądrość starej szkoły, która wielu doprowadziła wręcz do zbawienia.

   Gdy odwiedziłem kiedyś znajomego stolarza, widziałem jak to działa: on już wszystko przemyślał poprzedniego wieczora po fajrancie. Kiedy rano pojawili się w warsztacie jego trzej pracownicy oraz dwóch uczniów, on już wydawał polecenia, kto w danym dniu miał co wykonać. Co prawda, idąc do pracy, mniej więcej wiedzieli, czego się spodziewać, to jednak dyspozycje majstra rozwiewały wszelkie wątpliwości.

   W większych firmach normę stanowią narady dyrektorskie, kolegia redakcyjne, rady pedagogiczne itp. - właśnie po to, by każdy z uczestników dużego przedsięwzięcia, wiedział co ma robić, by nie było marnotrawienia czasu, materiału czy sprzętu.

   To wszystko doskonale rozumiemy. A jeśli chodzi o nasze życie? Jak mam przeżyć dzień i kolejny tydzień? Czym zająć się w danej chwili? Jak nie zmarnować tego dobra, które jest jedyne i niepowtarzalne - życia? SZEF czeka... W każdą niedzielę i każdego dnia. Drzwi jego domu są otwarte codziennie, a bywa, że i nocami. W ciszy i spokoju pozwala nie tylko przemyśleć to, co pragniemy wykonać, ale też podpowie i pokaże najwłaściwszy kierunek działań. Pana Boga nie należy mylić ze Ścianą Płaczu, w której zagłębienia wciska się karteczki z prośbami o rozwiązanie problemów wyciskających łzy z oczu. On jest nie tylko najlepszym w świecie Szefem i Przyjacielem - jest Pomocnikiem, Doradcą. Smutne jest to, że tak niewielu rozumie logikę śp. pana Zygmunta, dotyczącą marnowania czasu na przemyślenie po to, by uniknąć błędów i cieszyć się lepszymi efektami działań.

Niewdzięcznicy
2021-06-20

   Tytuł niewdzięcznika raczej powinien doskwierać, powinien boleć. Najczęściej jednak ów ból pojawia się wtedy, gdy sami doznajemy niewdzięczności. Wtedy zaczyna się (niekiedy mimowolny) rachunek strat poniesionych dla tej czy innej osoby w postaci włożonego wysiłku, poświęconego czasu i dóbr materialnych. Doświadczenie niewdzięczności staje się wówczas bolesne...

   Dlatego dobrze jest uczyć wdzięczności już małe dzieci. Dobrze, jeśli umieją wydobyć z siebie (sam byłem świadkiem takiej sytuacji): Dziękuję, mamusiu, za pyszny obiadek. Pomijając to, co dzieje się wówczas w sercu mamusi, to serce malucha doskonali się w cennej umiejętności. Pewna pani mówiła kiedyś z szczerością: Gdy wysiadam z autobusu, to zawsze podziękuję kierowcy, gdy zaś nie ma takiej możliwości, to przynajmniej „Zdrowaśkę" za niego odmówię. Też piękny zwyczaj. Dotyczyć to powinno wszystkiego - jeśli nie z motywów religijnych, to przynajmniej przez kulturę osobistą. Jedno i drugie świetnie łączy się w staropolskim Bóg zapłać. Szkoda, że ta niebieska waluta zostaje coraz częściej wypierana przez zwykłą ludzką wdzięczność, bo Pan Bóg naprawdę odpłaca...

   Cóż tu mówić o wdzięczności względem ludzi, gdy ma się do czynienia z Bogiem samym, któremu winniśmy nieustanną wdzięczność i to za wszystko: za życie, za świat, za czas pokoju, za brak głodu, za Kościół, za sakramenty itd..
   Są też nadzwyczajne okazje. Wczoraj rano na przykład odprawiałem Mszę św., którą ktoś zamówił w rocznicę swojego chrztu... Wdzięczność okazana Panu Bogu za włączenie do wspólnoty Kościoła i umożliwienie korzystania z sakramentów. Jakież to piękne!
   Najbliższy piątek będzie dniem zakończenia roku szkolnego. Ten był specyficzny i bardzo wyjątkowy. Dobiega jednak końca w lepszej atmosferze niż ta sprzed kilku miesięcy. Oceny wystawione, wiedza zgromadzona, chwila odde-chu przed kolejną rundą - to wystarczające powody, by podziękować nauczy-cielom i wychowawcom. Ale też i Panu Bogu! Msze św. zakończeniowe kiedyś gromadziły mnóstwo dzieci i młodzieży. Dziś mógłby Pan Jezus zapytać jak niegdyś uzdrowionych z trądu, dlaczego tylko jeden z dziesięciu wrócił, by podziękować? A może tym młodym ludziom trzeba po prostu przypomnieć, czegoś nowego nauczyć? Rodzice - pomóżcie.

Pozostanę... aż do skończenia świata
2021-05-30

   W szkole katedralnej św. Marcina w Tours od roku 1029 nauczycielem gramatyki i retoryki był Berengar, kanonik tamtejszej katedry, od roku 1040 rektor wspomnianej szkoły, a ostatecznie archidiakon w Angers. Miał on problem z wiarą w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Dał temu wyraz w swoim (jedynym zachowanym) dziele z 1049 r. De sacra coena adversus Lafrancum. Twierdził on, że przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa jest niemożliwa, ponieważ uwielbione Ciało Chrystusa znajduje się w niebie, a więc nie może równocześnie przebywać na ziemi, i to w wielu miejscach. Komunię św. rozumiał zaś jako duchowe przyjmowanie Chrystusa. Nauczanie jego zostało potępione, a on sam okrzyknięty heretykiem.

   W roku 1208 pewna augustianka z klasztoru Mont Cornillon w diecezji LieOge w Belgii (późniejsza bł. Julianna) miała dziwną wizję: księżyc w pełni z wyraźną ciemną plamą. Później Pan Jezus wyjaśnił jej, że ta plama to brak święta ku czci Eucharystii w kościelnym kalendarzu. Wiadomo, że Boże młyny wolno mielą, dlatego dopiero w 1240 roku biskup LieOge - Robert wydał dekret ustanawiający to święto w swojej diecezji w drugą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego. W 1264 r. papież Urban IV bullą Transiturus de hoc mundo ustanowił święto Bożego Ciała dla uczczenia Jezusa obecnego w Eucharystii. Śmierć Urbana IV uniemożliwiła ogłoszenie bulli. Jego wolę wypełnił dopiero papież Jan XXII w 1317 r. Początkowo obchodzone ono było pod nazwą festum Eucharistiae (święto Eucharystii), obecna nazwa jest późniejsza.

   Choć w Boże Ciało sytuację mamy nieco lepszą niż przed rokiem, to i tak trudno jest powielić to, co przez wiele lat dawało okazję do uczczenia naszego Pana barwnym, malowniczym i pełnym pobożności widowiskiem, jakim są procesje Bożego Ciała. Zdaje się jednak, że owe procesje stanowią jedynie pretekst do głębszych refleksji na temat obecności naszego Pana w kruszynie Chleba. Tabernakula, z których zbyt łatwo zrezygnowali protestanci, są prawdziwym skarbem. W każdej chwili dnia możemy wpaść do Chrystusa, mając świadomość, że nie trafiliśmy do pustej świątyni, ale że On tam nieustannie na nas czeka. Modlitwa w kościele wypełnionym Jego obecnością nie tylko daje poczucie bezpieczeństwa, nie tylko napełnia pokojem, ale odnawia w nas samych przekonanie o tym, że jesteśmy kochani. Kochajmy Go i my.

Kochajmy nasz Kościół
2021-05-23

   Myśl zdaje się być oczywistą i nie trzeba jej przypominać. Chyba... Nadarza się jednak okazja: Zesłanie Ducha Świętego. Sobór Watykański II przypomina, że Kościół począł się w łonie Najświętszej Maryi Panny, zrodził się z przebitego boku Chrystusa na krzyżu, a objawił się światu w dniu Pięćdziesiątnicy. To właśnie ów pretekst, dla którego ośmielam się podjąć temat umiłowania Kościoła.

Ześlij światła Twego strumień
2021-05-23

   Często modlimy się do Boga Ojca, pewnie jeszcze częściej do Pana Jezusa, nie zapominamy w chwilach niedoli o Matce Bożej, ale trochę za mało pamiętamy w swoich, prywatnych modlitwach o Duchu Świętym.
   Duch Święty jest tak ważny w naszym życiu, że Pan Jezus uzasadnia Swoje odejście z tego świata potrzebą posłania ludziom Pocieszyciela, który będzie na zawsze z Kościołem. To On ma przygotować  nas na powtórne przyjście Chrystusa i świadczyć o Nim wobec całego świata. Tylko posłuszeństwo Jego natchnieniom i Jego nauczaniu umożliwia zbawienie, gdyż według słów Pana Jezusa, wszystkie grzechy mogą być ludziom odpuszczone, oprócz grzechu przeciw Duchowi Świętemu.

Abyśmy byli jedno
2021-05-15

   Dziś, co prawda, obchodzimy Wniebowstąpienie Pańskie, ale już za tydzień uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Podkreśla ona nie tylko wartość darów zesłanych na ziemię wraz z trzecią Osobą Boską, ale też wartość wspólnoty, bez której człowiek po prostu żyć nie może. Dlaczego? To proste: skoro stworzony został na obraz i podobieństwo Boga będącego jednością trzech Osób, to nie może tego podobieństwa w sobie nie odczuwać ani też nie odzwierciedlać.

    Nikomu z nas nie jest obce pragnienie tak zwanego świętego spokoju - chodzi o nawarstwianie się spraw i problemów, które - choć żyją swoim życiem - to w ich tle dokonuje się tak wiele drobnych operacji (kłótnia wśród dzieci, nie opłacony rachunek, choroba teściowej itd.), że w pewnym momencie budzi się w nas gorąca tęsknota za jednym - świętym spokojem. Gdy jednak taki się nadarzy, choćby z powodu jakiegoś wyjazdu naszych domowników, to już po dwóch dniach boleśnie dokucza nam ten spokój, brak relacji i osobowych komunikacji... To jeden z dowodów na to, że pomyślani zostaliśmy jako istoty społeczne.

    Społecznością podstawową i naturalną jest rodzina, w której uczymy się kochać, współczuć, cierpieć i współcierpieć, troszczyć się o siebie nawzajem oraz wspólnie wzrastać. Pan Bóg jednak, wpasowując każdego człowieka w swój bardzo skomplikowany plan dla świata, pobudza do innych jeszcze działań na rzecz wspólnot. Jedną z nich jest wspólnota parafialna. Sobór Watykański II, w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele, przypomina, że spodobało się Bogu zbawiać ludzi nie pojedynczo, ale we wspólnocie. Wspólnota zaś wspomaga wzrastanie, koryguje wady, budzi wrażliwość, prowokuje do wielkodusznego myślenia o innych, uświadamia nam własną ograniczoność, buduje zaufanie, uczy modlitwy za siebie i za innych oraz tworzy środowisko duchowej formacji. Tak zbudowana i wciąż pobudzana przez Duch Świętego wspólnota jest warunkiem zdrowego współistnienia i wzajemnego umacniania na drodze do wieczności. Bynajmniej nie żyje ona wyłącznie wartościami duchowymi. To one właśnie uwrażliwiają poszczególnych jej członków na działanie - zarówno na rzecz parafii jak i poszczególnych jej członków. To naprawdę działa. Oby jak najwięcej spośród nas odczuło głód wspólnoty oddanej Duchowi Świętemu. 

Zgromadzeni na Świętej Wieczerzy
2021-04-25

   Światowy Dzień Modlitw o Powołania obchodzony był po raz pierwszy 12 kwietnia 1964 r. z inicjatywy papieża Pawła VI. W ten sposób po raz 58. jesteśmy zachęcani do modlitwy w intencji powołań do życia kapłańskiego, konsekrowanego i misyjnego. W naszej Ojczyźnie przeżywamy ten dzień pod hasłem Zgromadzeni na Świętej Wieczerzy. Chodzi nie tylko o to, aby ważne decyzje - a wybór drogi życiowej do takich właśnie należy - opierać na bliskiej relacji z Chrystusem. Niezwykle ważne jest również to, że ten sam Pan Jezus, który daje się nam jako Pokarm podczas Świętej Wieczerzy, rozgląda się wokół i pytające spojrzenie posyła wielu młodym ludziom w nadziei uzyskania pozytywnej odpowiedzi na zachętę Pójdź za Mną.   Pan nikogo nie przymusza, a jedynie daje znaki i zachęca. Stąd wynika ogromna rola zwłaszcza rodziców, ale i wychowawców, czy samych kapłanów we właściwym odczytywaniu swego powołania. Dziś - nie tylko za sprawą mediów - rozprzestrzenił się model życia znany już z historii Carpe diem! (Łap dzień! Korzystaj z chwili) Nie ma w nim miejsca na poświęcenie, na ofiarę czy dar z siebie. Owszem, propagowanie idei wolontariatu otwiera również młode serca i umysły na potrzeby osób znajdujących się w trudnej sytuacji. Najczęściej ma to jednak charakter akcyjny. Tymczasem w życiu (o jakimkolwiek powołaniu by mówić) konieczne są takie cechy jak systematyczność, wierność i wytrwałość. Takich ludzi potrzebuje Pan Bóg szczególnie na drogach ewangelizacji.

    Pewnie dlatego papież Franciszek, w orędziu na dzisiejszy Dzień Modlitw o Powołania, wskazuje na św. Józefa zwracając uwagę na jego serce otwarte, zdolne do wielkiego zaangażowania, hojne w dawaniu siebie. Podkreśla też, że nie ma wiary bez ryzyka i tylko odłożenie na bok własnych planów i wygód pozwala prawdziwie powiedzieć Bogu tak. Ponadto - dodaje papież - Tam, gdzie powołanie, czy to małżeńskie, do celibatu czy też dziewicze, nie osiąga dojrzałości daru z siebie, zatrzymując się jedynie na logice ofiary, to zamiast stawać się znakiem piękna i radości miłości, może wyrażać nieszczęście, smutek i frustrację.

   Błagajmy więc Boga o takie powołania - zwłaszcza z naszej wspólnoty. 

Tydzień Biblijny
2021-04-18

   Już od trzynastu lat przeżywamy III Niedzielę Wielkanocną jako Niedzielę Biblijną, a zainaugurowany prze nią tydzień nazywamy Tygodniem Biblijnym.  Tegoroczną Niedzielę Biblijną opatrzono hasłem: Zgromadzeni na świętej Wieczerzy.

Słodkie chwile adoracji
2021-03-21

   Chodzi, oczywiście, o adorację Najświętszego Sakramentu. Jako dzieci Boże jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji: Pan Bóg nie tylko dał nam siebie jako Pokarm, ale pozostaje wśród nas nieustannie - również między owymi Najświętszymi Posiłkami. Dostępny w tabernakulach naszych kościołów, a zwłaszcza wystawiony w monstrancji, nie tylko daje nam odczuć świętość Jego majestatu, ale i nadzwyczajne poczucie bezpieczeństwa. To jednak nie wszystko.

    Podstawą jest jednak uwierzenie w realną obecność Najświętszego. Druga rzecz to zrozumienie iż to nie my ofiarowujemy czas Bogu, ale On sam łaskawie zaprasza nas do siebie i pragnie nas ubogacić swoją świętością. W tym znaczeniu adoracja Najśw. Sakramentu stanowi najlepiej zainwestowane dobro (też zresztą od Boga otrzymane) jakim jest czas.

    Korzyścią, w pewnym sensie wymierną, jest doświadczenie ciszy i spokoju. Nie jest to bez znaczenia w pędzącym i roztrąbionym świecie. Przy Chrystusie można autentycznie odczuć lekkość duszy. Co ważniejsze, ów spokój daje się potem przenieść na inne dziedziny naszego życia.

   Ponadto czas poświęcony na adorowanie Boga, wychwalanie Go i dziękowanie Mu za wszystko, uczy nas wyglądania poza swoje własne sprawy i spojrzenia na potrzeby innych.

   Z doświadczenia wiemy, że adorowanie Pana w ciszy nie jest łatwe. Myśli ulegać mogą rozproszeniu, natrętnie wracają wspomnienia sytuacji czy wydarzeń typowo przyziemnych. Wkraść się też może zwyczajna nuda, spowodowana brakiem doznań we wlokącym się czasie. To należy wytrzymać. Pan Bóg w ten sposób uczyć nas będzie wytrwałości, a zapłatą za to mogą być nieopisane wrażenia duchowe - jeśli Bóg uzna je za budujące dla nas.

    Jeśli z wiarą ponawiać będziemy próby wielbienia Boga obecnego w eucharystycznej postaci, to z czasem odkryjemy, że jesteśmy ku Niemu po prostu pociągani. Zaczniemy tęsknić za tymi chwilami i coraz częściej w nich się zanurzać. Owocem zaś owych częstych spotkań będzie szczególna łaska, broniąca nas zwłaszcza w chwilach pokus i prób. Wtedy zaczniemy doceniać wielkie szczęście, jakim obdarowuje nas Pan, zapraszając do wspólnoty z sobą. To zaś wytworzy pragnienie czystości serca, domagające się częstszej spowiedzi. Stąd już tylko krok do pełnego rozkochania się w Bogu, swoim Stwórcy. 

Czwartek
23 marca 2023
Wielki Post
7:30 - Msza św.
Intencja: ++ Gertruda i Antoni Penkowscy
18:00 - Msza św.
Intencja: + Zenon Grzybowski (greg. 23.)

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku