Licznik odwiedzin: 09847630
Zamyślenia
Wybory parlamentarne już za tydzień...
2015-10-18

   Tak wiele życzliwości, tyle uśmiechów wychylających się z wyborczych plakatów i banerów! Tyle obietnic podnoszących na duchu (i mamiących nas - zgodnie z hasłem umieszczonym na półce jednego ze sklepów na naszym osiedlu: „Nikt wam nie da tego, co my obiecamy..."). Chciałoby się powiedzieć: „Chwilo, trwaj!" A tymczasem wielu z nas jest zupełnie skołowanych, przy tym poirytowanych, rodzą się kłótnie sąsiedzkie i rodzinne. Wielu zupełnie nie odnajduje się w takim świecie, a problem potęgują jeszcze agresywne i często nieprawdziwe spoty wyborcze, jakimi karmią nas różne telewizje. W wielu naszych rodakach budzi to zniechęcenie czy nawet bunt przeciwko skorzystaniu z prawa wyborczego. A szkoda... bo za chwilę możemy narzekać na kolejne rządy. Trzeba więc wybierać i to mądrze wybierać. To nasz obowiązek. Episkopat Polski też o tym przypomina w komunikacie z ostatniego spotkania. Oto on:

    Ojciec Święty Franciszek w adhortacji „Evangelii Gaudium" przypomina, że „odpowiedzialne obywatelstwo jest cnotą, a uczestnictwo w życiu politycznym jest obowiązkiem moralnym" (220). A zatem każdy obywatel - wierzący w szczególności - ma prawo i obowiązek uczestniczenia w zbliżających się wyborach parlamentarnych.

   Pamiętajmy jednak, że „Kościół mocą swej misji oraz zgodnie ze swą istotą nie powinien wiązać się" z żadną partią lub „systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym" oraz że „właściwe posłannictwo, jakie Chrystus powierzył swemu Kościołowi, nie ma charakteru politycznego, gospodarczego czy społecznego" (Gaudium et spes, 42).

   Zachęcamy więc każdego z wiernych do głosowania w zgodzie z własnym sumieniem, wrażliwym na dobro wspólne i stojącym na straży życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.    

    Wszystkich wiernych prosimy o modlitwę w intencji naszej Ojczyzny.  

Po co komu droga...?
2015-10-04

   U początków cywilizacji, gdy ludzie żyli w gęstych lasach, zasadniczo nie mieli potrzeby przemieszczania się, bo i po co, skoro byli samowystarczalni. Z czasem nauczyli się wykorzystywać rzeki jako środek transportu, a później budowali drogi. Te zaś, w miarę przyspieszania tempa życia, stawały się nie dość gładkie i nie dość proste. Dziś mamy drogi lądowe, po których można (przepisowo) przemieszczać się z prędkością 140 km na godzinę. Chciałoby się powiedzieć, że jakość dróg odzwierciedla tempo życia społeczeństwa. Pozostaje jednak pytanie: Dokąd się tak śpieszymy? Jakie racje decydują o tym, że zależy nam na szybkim pokonywaniu odcinków ziemskiej drogi?

   Znamy wszyscy film Tengiza Abuładze „Pokuta". Końcowa scena przedstawia pewną staruszkę, która zatrzymuje się przy oknie parterowego domu i pyta o drogę do cerkwi. W odpowiedzi słyszy, że ta droga nie prowadzi do cerkwi. Zdziwiona odwdzięcza się pytaniem: „Po co komu droga, która nie prowadzi do świątyni?"

   Warto mieć ten obraz przed oczyma, gdy na co dzień śpieszymy po naszych, gdyńskich drogach. Mały Kack nie jest centrum miasta, ale - zwłaszcza w godzinach rannych i popołudniowych - sporo aut przejeżdża obok naszego kościoła. Zdarza się nawet, że parkują przy ul. ks. Bpa Szlagi i czasem ktoś wejdzie do świątyni. Nie są to jednak tłumy... Dzieci idące do szkoły czy wracające z niej nie mają jeszcze tego nawyku, bo kto miałby je tego nauczyć? A co jest celem naszych dróg, naszego pośpiechu, wysiłku i nerwów? Dokąd prowadzą nasze drogi? Czy nie warto by od czasu do czasu skręcić w ten cichy zaułek, by przekonać się o sensowności naszych doczesnych, niełatwych dróg? 

Odmawiajcie codziennie różaniec
2015-09-27

   Ile razy? W ilu miejscach na świecie - podczas kolejnych objawień Matka Najświętsza dopomina się o ten „drobiazg"? Modlitwa bardzo prosta, niewymagająca, zarówno dla ludzi pros-tych jak i wykształconych - obecna na całym świecie. Chyba nie doceniamy wartości tej modlitwy, tak przez Najświętszą Matkę umiłowanej. Dlaczego tak zależy Maryi na tej akurat modlitwie? Kiedyś się dowiemy - dziś możemy się zaledwie domyślać. Jest to przecież przede wszystkim rozmyślanie na temat życia Odkupiciela. Tak naprawdę bowiem od tajemnicy Zwiastowania do Ukoronowania Matki Najświętszej na Królową nieba i ziemi - w każdej jest obecny Pan Jezus. Gdy, odmawiając kolejne „Zdrowaśki", usiłujemy uwolnić naszą myśl, by - uzbrojona wyobraźnią - przeniosła się w przestrzeni i czasie do tamtych wydarzeń. I gdy jeszcze samych siebie zdołamy postawić tam blisko, w charakterze uczestników czy świadków, to modlitwa taka będzie nie tylko ważnym przeżyciem, ale i zjednoczeniem niemalże.

    Wielu ludzi wielkie żywi nabożeństwo do Matki Najświętszej, dając temu dowód właśnie przez odmawianie różańca. Dzień bez tej modlitwy jest jakiś taki pusty... Czegoś zaczyna brakować. Dlatego różańce noszą w kieszeni, torebce, wieszają na lusterkach swoich aut, czy w formie obrączki noszą na palcu. Zwłaszcza wtedy można powiedzieć, zgodnie z prawdą, że zawsze jest on „pod ręką".    Do tej modlitwy trzeba się przyzwyczajać. Ileż to czasu tracimy jadąc samochodem, stojąc w pociągu czy trolejbusie! A wystarczy dyskretnie sięgnąć do kieszeni i przesuwać paciorki. To jest modlitwa, a modlitwa łączy nas z Bogiem, otwiera się kanał przepływu łaski, oczy duszy się otwierają i odgadujemy Bożą wolę. Ileż natchnień w tym czasie odbieramy! Ileż przychodzi gotowych rozwiązań spraw, zdawałoby się, niemożliwych do załatwienia. Nie na darmo utrwalono w kamieniu wizerunek naszego papieża, zatopionego w modlitwie, z różańcem w dłoniach.

   Dlatego nie wolno nam zaniedbać tego nabożeństwa. W minionym roku, choć nabożeństwa dla dzieci odbywały się przy nowej kaplicy Matki Bożej z Nazaretu, tłumów rozkochanych w Matce Bożej trudno było uświadczyć. A i dorosłych mogło być więcej. Dlatego zachęcamy do wspólnego wielbienia naszej Pani - jeśli już nie w kościele, to przynajmniej w domach. 

Pewna myśl rekolekcyjna
2015-07-12

   Dziś ostatni dzień rekolekcji oazowych. Wiele myśli w tym czasie podsuwał Pan Bóg, abyśmy Jego mądrością krzepili się na kolejnych etapach naszego życia. Jedno z owych natchnień dotyczy modlitwy. Banalne. Ale warto się podzielić.   Skoro trwa odwieczna walka Światła z ciemnością, a wiemy dobrze jaki będzie jej finał, to najbezpieczniej jest wzorem ćmy radośnie fruwać wokół źródła tejże Światłości, jakim jest Pan Bóg. Radośnie podskakiwać i zbliżać się jak najbardziej, aby w końcu z Płomieniem tym stworzyć jedność - spłonąć w Nim. To i tak jest naszym przeznaczeniem. Tylko trwanie w bezpośredniej bliskości Płomienia daje gwarancję, że ciemność nas nie pochłonie. 

Parafianie Roku
ks. Zenon
2015-06-14

   No i stało się. Telefony, SMS-y, gratulacje... Z jakiego powodu? „Został ksiądz proboszczem roku!" - słyszę. To dobrze, że nie „na rok" - pomyślałem. Niejednokrotnie mówiłem, że liczę na dożywocie w Małym Kacku...

   A tak poważnie, to sam udział w konkursie ogłoszonym przez „Dziennik Bałtycki" zaskoczył mnie przed kilkoma tygodniami, gdy zadzwonił ksiądz kanclerz z Kurii Metropolitalnej i poinformował, że coś takiego się odbędzie, i że w tym roku zgłoszenia idą z innego klucza, bowiem ks. Arcybiskup wytypował po jednym proboszczu z dekanatu. Szybkie pytanie i odpowiedź, która uświadomiła mi, że odmowa nie byłaby mile widziana... Jasne. Niczego nie trzeba było dopowiadać. W takich jednak sytuacjach istnieją zawsze dwie obawy: 1) aby nie zająć ostatniego miejsca (bo to mogłoby być nie najlepsze świadectwo) 2) aby nie było to miejsce pierwsze (bo tam wysoko wszystko widać, a przecież nie wszystko jest idealne...) Świętej pamięci mama zawsze powtarzała: Nie bądź nigdy ani przy tych pierwszych, ani przy ostatnich - pośrodku najbezpieczniej. Dotyczyło to nawet jazdy autobusem czy pociągiem. Zawsze tak siadaliśmy.

    Samym konkursem zupełnie się nie przejąłem. Jest to bowiem rodzaj plebiscytu, który jeśli nawet uraduje Niedzielą Palmową, to przybić może Wielkim Piątkiem... Poza tym nie jest to żadne odzwierciedlenie „wartości" kapłana, będącego na konkretnym miejscu. Jedni bowiem pracują na parafiach kilkusetosobowych, inni na kilku- czy kilkunastotysięcznych. Jakie więc porównanie? Jaka równość szans? Ani razu nie spojrzałem na wyniki, ale oczywiście co kilka dni ktoś informował przy kościele o zajmowanej pozycji. I co się okazało? Pierwsze miejsce... Pytałem sam siebie: Co to za konkurs, który nie zależy ode mnie, ale od parafian? Przecież nawet palcem nie kiwnąłem, a wygrałem? Nabrałem więc przekonania, że tak naprawdę nie jest to konkurs na proboszcza ile raczej test na operatywność parafian (i nie tylko parafian - jak się dziś okazuje...)

   Oczywiście jest mi bardzo miło i niezmiernie wdzięczny jestem wszystkim, którzy zainwestowali swoje pieniądze, aby ich proboszcz mógł się znaleźć na pierwszym miejscu. Teraz dopiero dowiedziałem się, że po cichutku wypracowano długofalową strategię, która przewidywała wysłanie lawiny SMS-ów w ostatnich godzinach konkursu. Okazała się ona skuteczna. I to właśnie utwierdza mnie w przekonaniu, że był to konkurs na „operatywność parafian".

   Wdzięczny wszystkim za życzliwość nie zamierzam jednak celebrować tego „zwycięstwa", bo podobnymi sukcesami tuczy się pychę ludzką, a zaufanie rzekomej doskonałości zniechęca do działania. Wynika z tego tylko jedno: skoro konkretny cel potrafi zjednoczyć tak wielu i to tak skutecznie, to oznacza, że w tej wspólnocie wszystkiego można dokonać. I na to właśnie liczę. 

Uszczelnić arkę!
2015-06-07

   No, akurat w Gdyni może to nie brzmieć jednoznacznie, dlatego szybko uściślam: nie chodzi o klub sportowy. Parafrazując słowa św. Jana Pawła II o Westerplatte, można by powiedzieć: Każdy ma swoją arkę, którą trzeba zbudować i tak zabezpieczyć, by skutecznie zapewniła schronienie na czas potopu.    Heraklit z Efezu powiedział kiedyś, że jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Wszystko nieustannie się zmienia, (dodajmy, że poza Bogiem) nie ma stałości, nie ma niczego pewnego. Anna Jantar śpiewała: Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić... itd. Nawet względne poczucie bezpieczeństwa, wewnętrznego pokoju, wynikającego z silnej więzi z Bogiem, też jest utracalne. Wszystko lec może w gruzach na skutek choroby, niewierności najbliższego przyjaciela czy - nie daj Boże - wojny. Gdzie w takich sytuacjach znaleźć można schronienie? Jako ludzie wiary odpowiadamy: przy Bogu. Nie jest to jednak takie proste. W sytuacjach ekstremalnych, gdy zostaje człowiek doprowadzony na skraj rozpaczy, niezwykle trudno przewidzieć, jak się zachowa. W takich na przykład obozach koncentracyjnych niektórzy ludzie ulegali zezwierzęceniu, inni zaś osiągali świętość. Bardzo wiele zależy tu od działania łaski Bożej, ale też ogromną rolę spełnia owa arka, którą winniśmy zbudować „na wszelki wypadek". Takie schronienie na czas trudny. Biblijny Noe, dzięki swemu poświęceniu i determinacji, nie tylko dał schronienie swojej rodzinie, ocalił określoną pulę zwierząt, ale też stał się przyczyną przetrwania ludzkości. Dlatego każdą modlitwą, każdym sakramentem, różańcem, pielgrzymką, dobrem wyświadczonym z motywu miłości do Boga, budujemy „swoją" arkę - miejsce schronienia na czas, kiedy bezradni będziemy wobec potęgi fal przewalających się ponad nami i - jak to bywa z żywiołem - z potężną siłą wciskających się w każdą niezabezpieczoną szparę. Pomyślmy o Noem - gdyby jego statek nie był idealnie szczelny ciśnienie wtłoczyłoby wodę do wnętrza, a rodzina przyjaciela Boga, podzieliłaby los grzeszników. Tyle, że nieco później. 

   Dlatego musimy pamiętać o tym, aby - budując swoją arkę - nie godzić się na jakikolwiek „brakoróbstwo". Nie wolno nam godzić się na zło w żadnej postaci, trzeba maksymalnie uszczelnić arkę, by żadną szczeliną żywioł nie wsączył się do naszego osobistego miejsca schronienia. Jeśli zaś mamy z czymś problem, to od czego jest Pan Bóg? Ten, który dał dokładne instrukcje Noemu, również nam pozostawił schemat działania. A w razie potrzeby, doraźnie podpowie. Traktujmy tylko Jego słowa poważnie i dokładnie wypełniajmy, aby w sytuacji zagrożenia, utraty pokoju, mieć w odwodzie miejsce azylu, swoją arkę ucieczki i ocalenia. 

Czas to...
2015-05-24

  ...oczywiście: pieniądz! Tak byłoby poprawnie. Nikt by się nie zdziwił, bo przyzwyczailiśmy się do tego powiedzenia: Czas to pieniądz. Wynika to oczywiście stąd, że pieniądze zarabia się poświęcając czas i siły na ich zdobycie. Problem polega jednak na tym, że nie istnieje proporcja między ilością czasu poświęconego na pracę, a uzyskanymi za ową pracę pieniędzmi. Jedni, pracując od świtu niemalże do nocy przez cały miesiąc, nie są w stanie zarobić tyle, ile inni uzyskują za kilka minut umiejętnie przeprowadzonej negocjacji. Niesprawiedliwe? Oczywiście. Ale kto powiedział, że sprawiedliwość jest w ogóle na ziemi osiągalna? Niniejsze rozważanie nie dotyczy jednak sprawiedliwości, a czasu. Skoro „produktem" efektywnie wykorzystanego czasu jest pieniądz, należałoby zastanowić się z kolei nad „produktem" pieniądza. Kilka dekad temu polski satyryk, Marian Załucki, zastanawiał się w jednej ze swoich fraszek nad tym, na co idą pieniądze i odpowiada sam sobie: Pieniądze zwykle idą na to, na co my idziemy... Chodziło się wówczas na film, na dyskotekę czy na piwo. Dziś oferta jest znacznie szersza, stąd i potknięć może być zdecydowanie więcej. Spróbujmy na własny użytek przyjrzeć się zakupom z ostatniego roku. Nie chodzi tu, oczywiście, o wiktuały czy środki czystości, ale już gdy brać pod uwagę choćby garderobę, to bywa czasem, że nie tylko kobieta, stając przed pękającą szafą, mówi sama do siebie: Nie mam się w co ubrać. Więc po co było tyle kupować, skoro się to nie nadaje? Inne zaś rzeczy nadają się, a nawet przydają, ale na krótko. Na przykład aparat fotograficzny, za który trzeba było przed dziesięciu laty zapłacić duże pieniądze, dziś nie spełnia koniecznych wymagań i leży sobie głęboko w szufladzie. A ile kosztował pieniędzy?... W ten sposób można by „pozwiedzać" złomowiska, na których można znaleźć sprasowane, stare samochody - niegdyś dumę ich właścicieli, urządzenia, maszyny. Podobnie jest z starymi domami, zniszczonymi dworkami czy zamkami dawnych książąt... Gromadzili pieniądze, podejmowali wysiłki i starania, poświęcali czas, a dziś nikt już o nich nie pamięta. Po wielu z nich nie pozostały nawet szczątki kości, a duch...? No właśnie. Przede wszystkim o niego dbać trzeba. Jeśli ktoś to rozumie, nie będzie już mówił: Czas to pieniądz, ale czas to łaska. Tylko bowiem w czasie możemy być konsumentami łaski, rozumianej jako dar pochodzący od Boga, we współpracy z którą powstają dobre dzieła. Śmierć kończy czas zasług, ale też i grzechów. Szczęśliwość wieczna będzie nagrodą za właściwe wykorzystanie łask danych nam na ziemi dla dobra innych. To dobro się nie starzeje, nie rdzewieje i wiecznie będzie modne... Nie dajmy się zaślepić obrazkom i błyskotkom. Czas to łaska. Z niej będziemy rozliczani. Już niebawem.

Modlitwa o powołania
2015-04-26

   Co roku czwartą Niedzielę Wielkanocną przeżywamy jako Niedzielę Dobrego Pasterza. Uwaga nasza skupia się, oczywiście, w tym dniu na Tego, który sam o sobie mówił, że jest Dobrym Pasterzem, czyli na Chrystusie Panu. Ale to właśnie On zobligował nas do troski o nowe powołania, do modlitwy o nowych robotników w Winnicy Pańskiej.

   Truizmem byłoby powtarzanie jak wielką łaską jest życie we wspólnocie posiadającej kapłanów. Skoro Panu Bogu spodobało się przez prostych ludzi dawać siebie ludziom i przez ich służbę szafować sakramentami, to wielkim jest szczęściem możliwość korzystania z tych Bożych darów. Każdy kapłan ma świadomość tego, jak wielką obdarowany został godnością mimo swoich słabości i dlatego przybywa do wskazanej mu przez biskupa wspólnoty tak jak św. Paweł: w słabości, w bojaźni, i z wielkim drżeniem (1 Kor, 2,3).

   Wielu ludzi doskonale rozumie ciężar tej odpowiedzialności i dlatego wcale nie jest im obojętne, jakiego mają pośród siebie kapłana. Ci, którzy naprawdę posiadają świadomość żywego Kościoła, nie ograniczają się jedynie do utyskiwań na porządki panujące we własnej wspólnocie, ale poprzez gorliwą modlitwę i osobiste zaangażowanie, usiłują wpływać na kształt współtworzonej parafii. Nie zaniedbują też działań i modlitwy w intencji powołanych oraz o nowe powołania do służby w Kościele. Jakże to ważne, aby nie skończył się szereg wzywanych przez Boga do Winnicy Pańskiej! Dlatego bardzo cieszy, że od pewnego czasu pojawiają się pierwszoczwartkowe Msze św. w intencji osób konsekrowanych oraz o liczne i święte powołania kapłańskie i zakonne - również z naszej parafii. Trzeba koniecznie tworzyć właściwy klimat modlitewny i społeczny wokół tej tematyki, aby młodzi ludzie - na przekór modom - chcieli życie swe oddawać na służbę Dobremu Pasterzowi. Ostatnim powołanym z naszej wspólnoty jest ks. kan. Maciej Sobczak. Dzięki Bogu jeden z nas w tym roku udaje się do oo. paulinów. Może łaskawym okiem wejrzy Bóg na Parafię Chrystusa Króla i powoła kolejnych robotników do swej Winnicy? Tylko nie przestawajmy się modlić i twórzmy klimat wiary w naszych domach. Na dobrej glebie ziarno wyda plony... 

Tydzień Biblijny
2015-04-19

 Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! (Mk 1,15).

   Oto motto przeżywanego już po raz siódmy w Polsce Tygodnia Biblijnego, dziś rozpoczętego. Niewątpliwie jest on potrzebny, choćby dlatego, abyśmy uświadomili sobie jak bardzo winniśmy dziękować Panu Bogu za dar Jego Słowa.   Wciąż mamy w pamięci wydarzenie z drogi do Emaus, kiedy to Pan Jezus, zanim zaczął wyjaśniać swym uczniom Pisma, napomniał ich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Istotnie, przecież tam, w Księdze Pisma, zawarte jest wszystko, czego potrzebujemy do roztropnego kierowania naszą doczesnością. My jednak nie znamy Pisma. Nierozumni...

   Dlatego też Tydzień Biblijny, abyśmy - z pewnością posiadając w domach naszych często więcej niż jeden egzemplarz Pisma świętego - chcieli z tej „instrukcji obchodzenia się z życiem" korzystać. Tam jest wszystko, czego nam potrzeba do zbawienia. Zdejmijmy więc z półki ów cenny egzemplarz i połóżmy na poczesnym miejscu, aby w tym tygodniu każdy z domowników miał szansę choćby raz dziennie zajrzeć do Biblii. Chodzi również o wprowadzenie swoistego trendu, pewnej życiowej praktyki, sprowadzającej pokój ducha, ułatwiającej kontakt z Panem Bogiem i otwierającej na Jego wolę.

   Idealnie byłoby, gdyby w każdym dniu rozpoczętego dziś tygodnia, choćby na chwilę zebrać wszystkich członków rodziny i głośno odczytać jeden fragment, zastanowić się nad nim i podyskutować w gronie rodzinnym. W ten sposób upodabniać się będziemy do Maryi, która słowa Boże rozważała w swoim sercu.

   A oto nasza propozycja biblijnych fragmentów na poszczególne dni tygodnia:

ndz - Rz 8, 31-39;

pn - Mt 11, 25-30;

wt - Ga 5,16-26;

śr - Jk 2, 14-26;

czw - Ef 4,17-32;

pt - Łk 9,18-24;

sb - J 14,1-14. 

Osiołek przez wieki wspominany
2015-03-29

   Niedziela Palmowa w swym ewangelicznym przekazie musi uwzględniać osła... Osioł jak osioł - można by powiedzieć - choć ten nie był tak całkiem zwyczajny. Pan Jezus bowiem sam wskazał na niego: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie oślę uwiązane, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Wielu z nas ma, przynajmniej mgliste pojęcie, o ujarzmianiu konia, który - gdy już oswoi się z nowym zadaniem, chętnie poddaje się człowiekowi i podąża z nim na kolejną przygodę. Z osłem sprawa jest o wiele trudniejsza, gdyż ten, nawet oswojony, nie zawsze wykazuje chęć współpracy. A cóż dopiero taki, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Według św. Jana Chryzostoma jest on symbolicznym obrazem świata pogańskiego, nie okiełznanego, nad którym jednak Pan Jezus jest w stanie zapanować potęgą swej łagodności. Piękne porównanie!

   Analizując na własny użytek ten fragment Pisma św., spróbowałem wyobrazić sobie owo zwierzę, które z pewnością zaskoczone być musiało nowymi okolicznościami i nowym zadaniem, jakie mu przypisano. Kto wie? Może nawet spodobała mu się ta rola? (I tu najciekawsze...) Oto bowiem owo wiejskie, do tej pory uwiązane zwierzę, kroczy wąskimi uliczkami miasta, spogląda na gęsto zbite tłumy ludzi, którzy ścielą przed nim (!) swe płaszcze i palmowe gałązki, wykrzykując przy tym coś niezrozumiale, ale radośnie...

   Oj, lepiej, aby nie uwierzył, że to dla niego. On był tu potrzebny jedynie przez chwilę i to dlatego, że Pan go chciał. Za moment skończy się jego rola i wróci na wieś, na powróz. Kłanianie się na prawo i lewo, machanie z zadowoleniem ogonem jest nieporozumieniem... Adresatem owych spontanicznych hołdów jest przecież Chrystus.Ty zaś, osiołku, ciesz się, że choć przez chwilę miałeś zaszczyt dźwigać Kogoś Takiego na swoim grzbiecie...

   Dobrze byłoby mieć przed oczyma obraz owego osiołka zawsze wtedy, gdy Pan Bóg przydziela nam jakieś ważkie zadania do wykonania. Niezależnie od stopnia ważności posłannictwa, zawsze byłoby dobrze pamiętać, że jestem tylko osiołkiem z Panem na grzbiecie i to On jest wykonawcą dzieła, nie ja. A skoro wybrał akurat mnie, ponieważ dał mi też zdolność myślenia, winienem Mu wdzięczność za udział w pięknej z Nim przygodzie. 

Wtorek
19 marca 2019
Wielki Post
8:00 - Msza św.
Intencja: ++ Józef (z ok. im.), Anna, Jacek, Kordulka i zmarli z rodziny
18:00 - Msza św.
Intencja: + Józef Lipiński (z ok. imienin)

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku