Licznik odwiedzin: 10153430
Zamyślenia
Sprawdzian wdzięczności
2016-06-19

   Kończy się rok szkolny. Uczniom pozostał ostatni tydzień uczęszczania do szkoły. Odchodzi to, co już się nigdy nie powtórzy. Szkoda, że większość szkolnych wychowanków nie zdaje sobie z tego sprawy. Aktualnie ważne jest to, aby jak najszybciej rozpocząć wakacje. Bo cóż innego pozostało, kiedy oceny już wystawione? Przyjdzie jednak taki czas. kiedy z nostalgią wspominać się będzie starą „budę\", przywoływać na pamięć „belfrów\", cytować ich złote myśli i na nowo przeżywać to, co kosztowało kiedyś wiele nerwów, a po latach wywołuje już tylko uśmiech... Dopiero wtedy, z czasowego dystansu, udaje się dostrzec to, co tak naprawdę kryło w sobie ogromną wartość. Wtedy wydawać się będzie, że „nasza\" szkoła była najlepsza, że „nasi\" nauczyciele byli najmądrzejsi i tylko szkoda, że nie podjęliśmy z nimi współpracy na właściwym poziomie, bo może zaszlibyśmy jeszcze dalej...

   To, niestety, przychodzi z wiekiem. Pewnie dlatego sporą popularnością cieszą się zjazdy klasowe czy - modne ostatnio - kolejne jubileusze istnienia szkoły. Z perspektywy czasu człowiek widzi wszystko inaczej.

    Może dlatego rodzice, mądrzejsi o własne życiowe doświadczenia, powinni tłumaczyć swoim dzieciom, że nauczycielom należy się nie tylko szacunek, ale i wdzięczność za to, co robią dla nich? Warto dyskretnie napomnieć, że i rodzicom dziękować należy za tyle wysiłku i poświęceń, na które się zdobywają, by ich dzieci miały lepsze od nich dzieciństwo. (Z pewnością mają!)

   Niewątpliwie najważniejszą rzeczą jest jednak, aby zachować w sercu wdzięczność wobec Pana Boga. A o tym niekiedy nawet rodzice nie pamiętają. Pokolenie moich rodziców przechodziło przez piekło wojny - przerwana nauka, ogrom zniszczeń, utrata wielu członków rodziny i przyjaciół... Kiedy wreszcie nastał pokój i z trudem gromadzono kadry pedagogiczne, gdy można się było wreszcie uczyć byle gdzie, na byle czym i z byle czego - serca biły radością i wdzięcznością. Dziś w wielu krajach młodzi ludzie pozbawieni są możliwości kształcenia i to nie tylko z powodu wojen. Bywa, że nauka jest zbyt droga albo trzeba w młodym wieku podejmować pracę zarobkową, by wesprzeć rodziców w utrzymaniu rodziny.

   W naszej ojczyźnie, w obecnych czasach jest za co Bogu dziękować. Bo nie chodzi tu wyłącznie o czas pokoju i możliwość kształcenia, ale i o warunki (!). Wyposażenie nie tylko szkół, ale i domów czyni edukację zdecydowanie łatwiejszą i ciekawszą. Ale tak łatwo człowiek przyzwyczaja się do dobrego... Trudno wówczas nawet uruchomić wyobraźnię, by pomyśleć, że mogłoby być zupełnie inaczej...   Dlatego najbliższe dni będą sprawdzianem wdzięczności dla wszystkich uczniów. Sprawdzian ów ogarnąć powinien najpierw Pana Boga, od którego wszystko zależy i któremu wszystko się należy. Dlatego zapraszamy zarówno uczniów jak ich rodziców, nauczycieli i wychowawców na Mszę św. w najbliższy czwartek na godz. 18.00 do naszego kościoła. Tam pokłonimy się Panu Bogu, podziękujemy za wszystko i poprosimy o Jego błogosławieństwo na czas wakacji. (Tu warto też w modlitwie polecać Bogu swoich nauczycieli, a nauczyciele - uczniów). Następnego dnia zaś, w szkole, warto wyartykułować swoją wdzięczność wobec wychowawców i nauczycieli za wielki wysiłek edukacyjny i wychowawczy. Na koniec zaś, już w domu, warto podziękować rodzicom, którym zawsze bardzo zależy na dobrym wykorzystaniu tego czasu przez dzieci. Kiedyś dzieci czuły, że rodzice ich kochają mimo, że rzadko to słyszały. Dziś rodzice na każdym kroku przekonują je o tym - pytanie tylko, czy one chcą to zrozumieć?  

Paraklet
2016-05-15

   Zgodnie z tłumaczeniem greckiego tekstu, zawartym w Biblii Tysiąclecia, określenie Parakletos oznacza Pocieszyciela. Z tym już się osłuchaliśmy. Wiemy, że Paraklet to Pocieszyciel. Tymczasem dosłowne tłumaczenie greckiego terminu parakletos oznacza przywołany do boku, czyli rzecznik. Wyjątkowa rola tego terminu wynika z użycia go w Ewangelii (14, 16-17.26; 15,6; 16,7-11; por. 16,13-15), w tekstach, w których Pan Jezus obiecuje swoim uczniom, że kiedy odejdzie, ześle im innego Parakleta, który pozostanie z nimi na zawsze. Czwarta Ewangelia daje do zrozumienia, że Paraklet jest Duchem Świętym, czyli Duchem Prawdy (14,17.26). Rzeczywiście, czwarta Ewangelia uczy o Duchy Świętym w kategoriach Parakleta, który kontynuuje dzieło samego Chrystusa (14,1-17), przypominając wszystko, co powiedział Jezus na ziemi, i objawiając to, czego On nie mógł przekazać (14,26; 16, 12-14). Według Ewangelii św. Jana, dopiero ta wiedza czy intuicja duchowa, niedostępna przed śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa, czyni w pełni możliwą wiarę chrześcijańską i jej rozumienie.

   O Duchu Bożym wspominał już Stary Testament, choć tam nie został On jeszcze objawiony jako Osoba. Tam funkcjonuje On jako synonim Boga. Najpierw ukazany został jako stwórcza moc Boża, która porządkuje pierwotny chaos. Następnie obdarowuje życiem. W szczególny sposób ukazane to jest w odniesieniu do człowieka, w którym po stworzeniu ciała, spoczęło Boże tchnienie. Stąd też ten sam Duch stał się w człowieku źródłem jego szczególnych uzdolnień, natchnień i mocy. Ten Duch sprawia też moralną przemianę w człowieku, jest dla niego przewodnikiem.

    W każdej epoce, w każdym wieku, obojętnie dla jakiego stopnia wykształcenia - wszystkim i zawsze potrzebny jest Duch Święty z Jego natchnieniami, z Jego mocą, uzdolnieniem do miłości. Przy okazji Zesłania Ducha Świętego mówimy zwykle o Jego siedmiu darach, choć wiemy doskonale, że jest ich nieskończenie więcej. A jeśli tak, to nie powinno być dnia w życiu naszym, gdzie nie chcielibyśmy się do Niego zwracać. On jest nam po prostu potrzebny. Bez Jego wsparcia nie zdołamy odnaleźć drogi do zbawienia, a i w naszych codziennych potyczkach przegrywamy. Jak wspaniale jest wyczulić słuch swojej duszy na natchnienia trzeciej Osoby Boskiej! Duch Święty nie tylko w wielkich sprawach staje się dla nas przewodnikiem, ale i w tych z pozoru mało istotnych. On naprawdę podpowiada, kieruje i niepokoi - wszystko dla naszego dobra. Poddajmy się więc Jego kierownictwu. 

Czego nie wiemy?
2016-02-28

- Jak można nie wiedzieć z kim gra „Arka" i kiedy jest mecz?! Żółto - niebieski kibic ma prawo być zgorszony. Przecież on miesiącami czeka na to wydarzenie. Bilety zakupione przez internet, umówieni koledzy, wynik przewidziany itd. Człowiek zaś, którego piłkarskie emocje nie są w stanie poruszyć, irytuje się grodzącymi chodniki sąmochodami i przeraźliwym rykiem dopingu arkowych fanów.    Tak oto bardzo różnie można spoglądać na to samo wydarzenie i całkiem odmiennie je przeżywać. Prawda, że w oczach kibica taka ignorancja połączona z arogancją jest z pewnością co najmniej naganna, jeśli nie ciężko-grzeszna. Z grzechem nie ma to jednak nic wspólnego. Dotyczy bowiem sposobu przeżywania, bądź co bądź, zabawy. Każdy ma do niej prawo, a przecież udział w niej nikomu nie powinien przeszkadzać. Przeszkadzać nie przeszkadza, ale też z pewnością niczego istotnego do życia nie wnosi.    Inaczej jest z tym wszystkim, co ma istotny wpływ nie tylko na naszą doczesność, ale przede wszystkim na wieczność. Tu należałoby alarmować: Jak można nie wiedzieć, kiedy są misje parafialne i kto je głosić będzie?! Tyle, że to już nie jest zabawa. Nie każdy musi się dobrze czuć w kościele w tym czasie, ale powinien przynajmniej spróbować. Przynajmniej dać Bogu szansę. Czasem nie podejrzewamy siebie o ten rodzaj reakcji i przeżyć, które towarzyszyć nam mogą w czasie rekolekcyjnych (w tym wypadku „misyjnych") spotkań. Najistotniejsze jest jednak to, że Pan Bóg czeka. On to wszystko przygotował. On skłonił ks. Nowaka do zgody na przyjazd do Kacka i to On przez posługę owego kapłana ma Ci coś do powiedzenia. Skorzystaj z szansy. 

W stronę Świętej Rodziny
2015-11-29

 Niedawno zakończył się Synod Biskupów poświęcony rodzinie. Wiele wskazywało na to, że papież ogłosi Rok Rodziny. Tak się nie stało. Widać ma inną wizję, choć sprawy rodziny głęboko leżą mu na sercu. Wiemy, jak wiele zależy od rodziny. Czekają nas bardzo rodzinne Święta, potem Niedziela Świętej Rodziny. Dobrze byłoby i nasze rodziny na ten wzór modelować.

    W nawiązaniu do dzisiejszej homilii chcielibyśmy zaprosić wszystkich małżonków do pogłębienia tego tematu w Waszych małżeństwach i rodzinach. Poniżej umieszczamy kilka pytań, które, w co mocno wierzymy, mogą Wam w tym pomóc. Zostały one przygotowane przez doświadczone małżeństwo. Zachęcamy Was byście po ich przeczytaniu chcieli znaleźć chwilę na napisanie listów. Tak, listów. To zadanie ma tę zaletę, że możemy wypowiedzieć się po zastanowieniu i z dystansem do własnych emocji oraz z życzliwością dla adresata. Od waszej inwencji i szczerości wiele zależy. Napiszcie wszystko co Wam „leży na sercu", a także co Was cieszy.

   Po wymianie listów zapraszamy do dialogu według następujących zasad:- wsłuchanie się w wypowiedź współmałżonka,- nie ocenianie jej, nic nie sugerować, nie przekonywać, nie ... atakować, przyjąć ją z miłością.   Jest to droga do wzajemnego zrozumienia, aż po przebaczenie ewentualnych braków i win, ku odnowieniu relacji małżeńskiej. Można na tę okoliczność zapalić świecę, symbolizującą obecność Chrystusa, i wspólnie się pomodlić.

   I Niedziela Adwentu

Nabierzcie ducha

- Jak wspominam nasze pierwsze spotkanie?

- Co mnie w Tobie urzekło?

- Jakie były i są pragnienia mojego serca?

- Kim Ty dla mnie jesteś?

- Co mi się podoba w Tobie, w nas?

- Co się nie podoba, co denerwuje?

- Co chcę zmienić w sobie (w Tobie)?

- Co mnie cieszy? Co martwi?

- Za co dziękuję Bogu, o co Go proszę? 

Chodzi o dobro
ks. Krzysztof
2015-10-25

   Z roku na rok w Polsce co raz mocniej rozpowszechnia się zwyczaj „Halloween". Dla wielu jest to fajna zabawa związana z dekorowaniem sklepów i domów, wydrążonymi dyniami bądź elementami związanymi z duchami, wampirami, czarownicami czy innymi potworami. Szczególnie dla dzieci jest to okazja do zbierania cukierków i poprzebierania się.   Kościół od jakiegoś czasu ostrzega przed tym zwyczajem, co spotyka się z ogromną krytyką. „Cóż złego jest w zabawie, przebieraniu się i niewielkim straszeniu ludzi?" Problemem nie jest radość dzieci. Problemem jest kontekst, w którym tę zabawę osadzamy. Początek listopada to czas wspominania zmarłych i modlitwy do Świętych. Odchodząc od naszych chrześcijańskich tradycji odwraca się uwagę od naśladowania świętych i błogosławionych, a skłania się do przyjęcia zbanalizowanej wizji świata nadprzyrodzonego. Pokazujemy dzieciom, młodzieży i samym sobie, że nie ma nic złego w obcowaniu ze złem. Inną kwestią jest sposób zdobywania cukierków, który czasem kończy się obrzucaniem domów jajkami, albo innymi „psikusami".   Same korzenie „Halloween" sięgają pogańskich obchodów święta duchów i celtyckiego boga śmierci. Autor „Biblii Szatana" i twórca współczesnego satanizmu Anton Lavey stwierdził, iż noc z 31 października na 1 listopada jest największym świętem lucyferycznym. Kroniki policyjne potwierdzają wzmożoną liczbę aktów przemocy o charakterze okultystycznym, nasilających się w tym właśnie czasie.   Nie chodzi więc o zabranianie dzieciom i młodzieży zabawy, ale o uczenie ich dobrych wartości i pięknego przeżywania życia. Wreszcie o kształtowanie w nich prawdziwego ducha chrześcijańskiego opartego na prawdzie, pomocy, wolności, radości i życia. Nie chodzi też o to by kwestionować zło, ale proponować dobro, dlatego w wielu miejscach proponuje się akcje pod ciekawą nazwą: Holy Wins, czyli „święty zwycięża", gdzie indziej Marsze Świętych, uwielbienia czy bale Świętych. Propozycje dla naszej parafii przedstawiamy w ogłoszeniach duszpasterskich. 

Wybory parlamentarne już za tydzień...
2015-10-18

   Tak wiele życzliwości, tyle uśmiechów wychylających się z wyborczych plakatów i banerów! Tyle obietnic podnoszących na duchu (i mamiących nas - zgodnie z hasłem umieszczonym na półce jednego ze sklepów na naszym osiedlu: „Nikt wam nie da tego, co my obiecamy..."). Chciałoby się powiedzieć: „Chwilo, trwaj!" A tymczasem wielu z nas jest zupełnie skołowanych, przy tym poirytowanych, rodzą się kłótnie sąsiedzkie i rodzinne. Wielu zupełnie nie odnajduje się w takim świecie, a problem potęgują jeszcze agresywne i często nieprawdziwe spoty wyborcze, jakimi karmią nas różne telewizje. W wielu naszych rodakach budzi to zniechęcenie czy nawet bunt przeciwko skorzystaniu z prawa wyborczego. A szkoda... bo za chwilę możemy narzekać na kolejne rządy. Trzeba więc wybierać i to mądrze wybierać. To nasz obowiązek. Episkopat Polski też o tym przypomina w komunikacie z ostatniego spotkania. Oto on:

    Ojciec Święty Franciszek w adhortacji „Evangelii Gaudium" przypomina, że „odpowiedzialne obywatelstwo jest cnotą, a uczestnictwo w życiu politycznym jest obowiązkiem moralnym" (220). A zatem każdy obywatel - wierzący w szczególności - ma prawo i obowiązek uczestniczenia w zbliżających się wyborach parlamentarnych.

   Pamiętajmy jednak, że „Kościół mocą swej misji oraz zgodnie ze swą istotą nie powinien wiązać się" z żadną partią lub „systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym" oraz że „właściwe posłannictwo, jakie Chrystus powierzył swemu Kościołowi, nie ma charakteru politycznego, gospodarczego czy społecznego" (Gaudium et spes, 42).

   Zachęcamy więc każdego z wiernych do głosowania w zgodzie z własnym sumieniem, wrażliwym na dobro wspólne i stojącym na straży życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.    

    Wszystkich wiernych prosimy o modlitwę w intencji naszej Ojczyzny.  

Po co komu droga...?
2015-10-04

   U początków cywilizacji, gdy ludzie żyli w gęstych lasach, zasadniczo nie mieli potrzeby przemieszczania się, bo i po co, skoro byli samowystarczalni. Z czasem nauczyli się wykorzystywać rzeki jako środek transportu, a później budowali drogi. Te zaś, w miarę przyspieszania tempa życia, stawały się nie dość gładkie i nie dość proste. Dziś mamy drogi lądowe, po których można (przepisowo) przemieszczać się z prędkością 140 km na godzinę. Chciałoby się powiedzieć, że jakość dróg odzwierciedla tempo życia społeczeństwa. Pozostaje jednak pytanie: Dokąd się tak śpieszymy? Jakie racje decydują o tym, że zależy nam na szybkim pokonywaniu odcinków ziemskiej drogi?

   Znamy wszyscy film Tengiza Abuładze „Pokuta". Końcowa scena przedstawia pewną staruszkę, która zatrzymuje się przy oknie parterowego domu i pyta o drogę do cerkwi. W odpowiedzi słyszy, że ta droga nie prowadzi do cerkwi. Zdziwiona odwdzięcza się pytaniem: „Po co komu droga, która nie prowadzi do świątyni?"

   Warto mieć ten obraz przed oczyma, gdy na co dzień śpieszymy po naszych, gdyńskich drogach. Mały Kack nie jest centrum miasta, ale - zwłaszcza w godzinach rannych i popołudniowych - sporo aut przejeżdża obok naszego kościoła. Zdarza się nawet, że parkują przy ul. ks. Bpa Szlagi i czasem ktoś wejdzie do świątyni. Nie są to jednak tłumy... Dzieci idące do szkoły czy wracające z niej nie mają jeszcze tego nawyku, bo kto miałby je tego nauczyć? A co jest celem naszych dróg, naszego pośpiechu, wysiłku i nerwów? Dokąd prowadzą nasze drogi? Czy nie warto by od czasu do czasu skręcić w ten cichy zaułek, by przekonać się o sensowności naszych doczesnych, niełatwych dróg? 

Odmawiajcie codziennie różaniec
2015-09-27

   Ile razy? W ilu miejscach na świecie - podczas kolejnych objawień Matka Najświętsza dopomina się o ten „drobiazg"? Modlitwa bardzo prosta, niewymagająca, zarówno dla ludzi pros-tych jak i wykształconych - obecna na całym świecie. Chyba nie doceniamy wartości tej modlitwy, tak przez Najświętszą Matkę umiłowanej. Dlaczego tak zależy Maryi na tej akurat modlitwie? Kiedyś się dowiemy - dziś możemy się zaledwie domyślać. Jest to przecież przede wszystkim rozmyślanie na temat życia Odkupiciela. Tak naprawdę bowiem od tajemnicy Zwiastowania do Ukoronowania Matki Najświętszej na Królową nieba i ziemi - w każdej jest obecny Pan Jezus. Gdy, odmawiając kolejne „Zdrowaśki", usiłujemy uwolnić naszą myśl, by - uzbrojona wyobraźnią - przeniosła się w przestrzeni i czasie do tamtych wydarzeń. I gdy jeszcze samych siebie zdołamy postawić tam blisko, w charakterze uczestników czy świadków, to modlitwa taka będzie nie tylko ważnym przeżyciem, ale i zjednoczeniem niemalże.

    Wielu ludzi wielkie żywi nabożeństwo do Matki Najświętszej, dając temu dowód właśnie przez odmawianie różańca. Dzień bez tej modlitwy jest jakiś taki pusty... Czegoś zaczyna brakować. Dlatego różańce noszą w kieszeni, torebce, wieszają na lusterkach swoich aut, czy w formie obrączki noszą na palcu. Zwłaszcza wtedy można powiedzieć, zgodnie z prawdą, że zawsze jest on „pod ręką".    Do tej modlitwy trzeba się przyzwyczajać. Ileż to czasu tracimy jadąc samochodem, stojąc w pociągu czy trolejbusie! A wystarczy dyskretnie sięgnąć do kieszeni i przesuwać paciorki. To jest modlitwa, a modlitwa łączy nas z Bogiem, otwiera się kanał przepływu łaski, oczy duszy się otwierają i odgadujemy Bożą wolę. Ileż natchnień w tym czasie odbieramy! Ileż przychodzi gotowych rozwiązań spraw, zdawałoby się, niemożliwych do załatwienia. Nie na darmo utrwalono w kamieniu wizerunek naszego papieża, zatopionego w modlitwie, z różańcem w dłoniach.

   Dlatego nie wolno nam zaniedbać tego nabożeństwa. W minionym roku, choć nabożeństwa dla dzieci odbywały się przy nowej kaplicy Matki Bożej z Nazaretu, tłumów rozkochanych w Matce Bożej trudno było uświadczyć. A i dorosłych mogło być więcej. Dlatego zachęcamy do wspólnego wielbienia naszej Pani - jeśli już nie w kościele, to przynajmniej w domach. 

Pewna myśl rekolekcyjna
2015-07-12

   Dziś ostatni dzień rekolekcji oazowych. Wiele myśli w tym czasie podsuwał Pan Bóg, abyśmy Jego mądrością krzepili się na kolejnych etapach naszego życia. Jedno z owych natchnień dotyczy modlitwy. Banalne. Ale warto się podzielić.   Skoro trwa odwieczna walka Światła z ciemnością, a wiemy dobrze jaki będzie jej finał, to najbezpieczniej jest wzorem ćmy radośnie fruwać wokół źródła tejże Światłości, jakim jest Pan Bóg. Radośnie podskakiwać i zbliżać się jak najbardziej, aby w końcu z Płomieniem tym stworzyć jedność - spłonąć w Nim. To i tak jest naszym przeznaczeniem. Tylko trwanie w bezpośredniej bliskości Płomienia daje gwarancję, że ciemność nas nie pochłonie. 

Parafianie Roku
ks. Zenon
2015-06-14

   No i stało się. Telefony, SMS-y, gratulacje... Z jakiego powodu? „Został ksiądz proboszczem roku!" - słyszę. To dobrze, że nie „na rok" - pomyślałem. Niejednokrotnie mówiłem, że liczę na dożywocie w Małym Kacku...

   A tak poważnie, to sam udział w konkursie ogłoszonym przez „Dziennik Bałtycki" zaskoczył mnie przed kilkoma tygodniami, gdy zadzwonił ksiądz kanclerz z Kurii Metropolitalnej i poinformował, że coś takiego się odbędzie, i że w tym roku zgłoszenia idą z innego klucza, bowiem ks. Arcybiskup wytypował po jednym proboszczu z dekanatu. Szybkie pytanie i odpowiedź, która uświadomiła mi, że odmowa nie byłaby mile widziana... Jasne. Niczego nie trzeba było dopowiadać. W takich jednak sytuacjach istnieją zawsze dwie obawy: 1) aby nie zająć ostatniego miejsca (bo to mogłoby być nie najlepsze świadectwo) 2) aby nie było to miejsce pierwsze (bo tam wysoko wszystko widać, a przecież nie wszystko jest idealne...) Świętej pamięci mama zawsze powtarzała: Nie bądź nigdy ani przy tych pierwszych, ani przy ostatnich - pośrodku najbezpieczniej. Dotyczyło to nawet jazdy autobusem czy pociągiem. Zawsze tak siadaliśmy.

    Samym konkursem zupełnie się nie przejąłem. Jest to bowiem rodzaj plebiscytu, który jeśli nawet uraduje Niedzielą Palmową, to przybić może Wielkim Piątkiem... Poza tym nie jest to żadne odzwierciedlenie „wartości" kapłana, będącego na konkretnym miejscu. Jedni bowiem pracują na parafiach kilkusetosobowych, inni na kilku- czy kilkunastotysięcznych. Jakie więc porównanie? Jaka równość szans? Ani razu nie spojrzałem na wyniki, ale oczywiście co kilka dni ktoś informował przy kościele o zajmowanej pozycji. I co się okazało? Pierwsze miejsce... Pytałem sam siebie: Co to za konkurs, który nie zależy ode mnie, ale od parafian? Przecież nawet palcem nie kiwnąłem, a wygrałem? Nabrałem więc przekonania, że tak naprawdę nie jest to konkurs na proboszcza ile raczej test na operatywność parafian (i nie tylko parafian - jak się dziś okazuje...)

   Oczywiście jest mi bardzo miło i niezmiernie wdzięczny jestem wszystkim, którzy zainwestowali swoje pieniądze, aby ich proboszcz mógł się znaleźć na pierwszym miejscu. Teraz dopiero dowiedziałem się, że po cichutku wypracowano długofalową strategię, która przewidywała wysłanie lawiny SMS-ów w ostatnich godzinach konkursu. Okazała się ona skuteczna. I to właśnie utwierdza mnie w przekonaniu, że był to konkurs na „operatywność parafian".

   Wdzięczny wszystkim za życzliwość nie zamierzam jednak celebrować tego „zwycięstwa", bo podobnymi sukcesami tuczy się pychę ludzką, a zaufanie rzekomej doskonałości zniechęca do działania. Wynika z tego tylko jedno: skoro konkretny cel potrafi zjednoczyć tak wielu i to tak skutecznie, to oznacza, że w tej wspólnocie wszystkiego można dokonać. I na to właśnie liczę. 

Czwartek
20 czerwca 2019
Boże Ciało
7:30 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Regina i Kazimierz Zalewscy oraz Czesława i Tadeusz Warda
9:30 - Msza św. - suma
Intencja: Za Parafian
11:00 - Msza św.
Intencja: + Bogusław Arkuszewski (greg. 20.)
13:00 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Stefan Socha, Brunon i Teresa Tylman oraz zmarli z rodziny
18:00 - Msza św.
Intencja: ++ Ojciec Jan Piepke (8. r. śm.), Leokadia i zmarli z rodziny

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku