Licznik odwiedzin: 09629725
Zamyślenia
Wizytacja kanoniczna
2013-06-02

   U początków chrześcijaństwa, gdy wiara w Zmartwychwstałego Chrystusa dopiero się rodziła i umacniała Jego wyznawcy narażeni byli na wiele pokus zarówno intelektualnych jak i duchowych. Połączone z ludzkimi słabościami i aspiracjami prowadziły niejednokrotnie do rozłamów w łonie młodego Kościoła. Dlatego Apostołowie na miarę swoich możliwości odwiedzali młode wspólnoty, słali do nich listy lub nawiedzali poprzez swoich przedstawicieli. Św. Paweł korzystał z pomocy św. Tymoteusza, którego wysyłał w trudnych i poufnych sprawach między innymi do Koryntu, Filippi i Tesalonik. Wyznaczył go też na biskupa Efezu. W swoim drugim liście do niego skierowanym napisał mu: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością.
  Obecne czasy również dostarczają wielu niebezpieczeństw wynikających zarówno z ludzkich słabości jak i cywilizacyjnych zawirowań. Niezwykłej aktualności nabierają dziś słowa z przytoczonego wyżej Drugiego Listu do Tymoteusza: Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Taki niestety jest już obraz części dzisiejszego świata. Stąd zadanie dla pasterza: Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie! Zadanie to realizują biskupi podczas tzw. wizytacji kanonicznych, które odbywają co najmniej raz na pięć lat, a sam biskup diecezjalny jest zobowiązany co pięć lat okazać protokoły wizytacyjne papieżowi. Jest to czynność apostolska, swoisty znak łaski oraz działalności Ducha Świętego. Poprzedza ją przyjazd do parafii wizytatorów, którzy sprawdzają poziom funkcjonowania wspólnoty w różnych jej przejawach: religijnym, moralnym, apostolskim i administracyjno-gospodarczym. Odbywa się wówczas sprawdzanie zapisów w księgach parafialnych i księdze finansowej, ocena stanu technicznego kościoła i budynków parafialnych, zapoznanie się z działaniami podjętymi od ostatniej wizytacji. Pierwszy etap odbył się w miniony poniedziałek - dziś drugi.

Nabożeństwa majowe
2013-05-05

   Stojące przy polskich drogach krzyże i kapliczki w miesiącu maju nabierają szczególnego kolorytu: wstążki, kwiaty, chorągiewki itd. Oznacza to, że ktoś o nie dba, a troszczy się o nie szczególnie właśnie w tym miesiącu. Najcenniejszym jednak jest nie sam fakt odświętnego ukazywania tych miejsc ale to, że można tam spotkać modlących się ludzi i to niekoniecznie w starszym wieku. Ktoś, kto wiele podróżuje po Polsce z łatwością to potwierdzi. Takie miejsca modlitw zapełniają się ludźmi zwłaszcza tam, gdzie nie ma kościoła, albo daleko do niego. Ten zwyczaj należy nie tylko pochwalać, ale i naśladować.
   Oczywiście - w Małym Kacku nie mamy żadnych kapliczek, ale przecież kościół jest niedaleko. Okazuje się zaś, że (przynajmniej jak dotąd) frekwencja podczas nabożeństw majowych jest daleka od zadowalającej. Można się, oczywiście, tłumaczyć dniami wolnymi, tym że niektórzy tych dniach powyjeżdżali. Ale nie wszyscy! Rozpoczyna się kolejny tydzień Maryjnych nabożeństw. Powinniśmy zrobić wszystko, aby zmobilizować siebie samych, młodzież i dzieci do powierzania Matce Bożej swoich rodzin, naszej parafialnej wspólnoty, całego Kościoła i świata. Ktoś tych młodych ludzi musi tego nauczyć. Chodzi tu nie jedynie o same nabożeństwa majowe, ale w ogóle o zaprzyjaźnienie ich z Bogiem, na początek może nawet o "oswojenie" ich z tymmiejscem, gdzie mieszka Bóg. Między innymi po to ostatnio zdecydowaliśmy się na otwieranie kościoła w ciągu dnia. Wiele dzieci przechodzi obok i ich rodziców przechodzi każdego dnia obok kościoła... Wystarczy na chwilę dosłownie wstąpić i pokłonić się Bogu - kilka myśli wzniesionych ku niebu, jakaś wdzięczność okazana Panu oraz łatwo wypływające z serca prośby. Choćby tyle - raz, drugi, piąty... Kiedyś wreszcie na Bożą miłość trzeba będzie zacząć odpowiadać.
   Szczególnym rodzajem wchodzenia w relacje z Panem Bogiem są nabożeństwa Maryjne. One bowiem nie tylko zwracają nas ku Matce Boga, ale pozwalają przez wpatrywanie się w przykład Jej życia wraz z Nią całkowicie oddać się Bogu. Tego zaś najbardziej potrzeba dzisiejszemu światu. Nie zaniedbujmy okazji do wejścia na tę drogę, a przede wszystkim próbujmy uczyć tego przedstawicieli najmłodszego pokolenia.

I Komunia - co z tego będzie?
2013-04-28

   Co myślimy słysząc: I Komunia święta? Jakie budzi to skojarzenia? Czy przywołuje na pamięć wyłącznie zastawione stoły, mnóstwo gości, białe sukienki i wielkie oczy dzieci, którym rodzice pozwalają zagłębiać się w stertę prezentów?
   Oczywiście, że dziecko jest w tym wszystkim najważniejsze, ale zbyt daleko w cień kryją się rodzice. To przecież ich ważny dzień - dziecko prawdopodobnie nadal niewiele rozumie. Owszem, wie - zdało, zaliczyło, nauczyło się... ale jakże to niewiele. To, co jest prawdziwą duszą tego, jakże wielkiego wydarzenia, jest jeszcze poza zasięgiem dziecięcej wyobraźni. Gdy rodzice przynieśli swą pociechę do kościoła i poprosili o udzielenie jej sakramentu chrztu św., przyjęli na siebie obowiązek wychowania dziecka w wierze katolickiej. To był rodzaj swoistej umowy: zobowiązujemy się czynić wszystko, by to dziecko, którym nas obdarowałeś, prowadzić każdego dnia ku Tobie, ale Ty, Boże je ochraniaj, umacniaj i prowadź do szczęścia wiecznego.
   Dzień I Komunii św. dziecka jest niejako podpisaniem aneksu do tamtej  umowy - tu zobowiązanie jeszcze wzrasta. Dziecko bowiem jest bardziej jeszcze podatne na kształtowanie nie tylko emocjonalnie, ale już również intelektualnie i duchowo. Teraz bardziej jeszcze niż po urodzeniu potrzeba wspólnego spędzania czasu, rozmów o Panu Bogu, przykładu, rodzinnych modlitw oraz systematycznego odwiedzania Tego, który zaprasza na ucztę, gdzie karmi nas swym Najświętszym Ciałem.
   Katecheci i księża zrobili co mogli - pierwsza Komunia św. dzieci już za trzy dni stanie się faktem, ale dalsze gruntowanie świadomości, uczenie modlitwy, przypominanie o pierwszych piątkach miesiącach i wiele, wiele innych zadań to bardzo odpowiedzialny obowiązek rodziców. Przede wszystkim rodziców. Z tego będą rozliczani. Niech więc im Pan Bóg dopomaga.

"Cristiada" - wiara ofarna
2013-04-21

   Trudno w kilku słowach ogłoszenia parafialnego zawrzeć bogactwo idei, wrażeń i przeżyć związanych z filmem "Cristiada". Proszę więc pozwolić na przytoczenie w tym miejscu kilkunastu zdań z oficjalnej strony tego filmu.
   Ile warta jest wolność? „Cristiada" opowiada historię grupy kobiet i mężczyzn, z których każdy decyduje się na podjęcie największego ryzyka dla dobra swoich rodzin, wiary i przyszłości swojego kraju. Fabuła filmu przybliża skrywane przez lata prawdziwe wydarzenia Powstania Cristeros, które w latach dwudziestych wstrząsnęło dwudziestowieczną Ameryką.
   Obsadzie „Cristiady" przewodzi nominowany do Oscara Andy Garcia, odgrywający rolę generała Gorostiety, wojskowego w stanie spoczynku, który początkowo uważa, że niczym nie ryzykuje, przyglądając się wspólnie z żoną (nominowana do Złotego Globu Eva Longoria) temu, jak Meksyk pogrąża się w brutalnej wojnie domowej. Jednakże generał, który wzbrania się z początku przed zaangażowaniem w sprawę, wkrótce staje się porywającym tłumy przywódcą, zdolnym do złożenia ofiary z własnego życia. Zaczyna doceniać ofiarę, jaką muszą ponieść jego rodacy za prześladowanie religijne, i zmienia bandę rozwydrzonych rebeliantów w bohaterów będących siłą, z którą trzeba się liczyć. Generał ma niewielkie szanse w walce z wszechwładnym i bezwzględnym rządem, ale ludzie, których spotyka na swej drodze, młodzi idealiści, zadziorni renegaci, a przede wszystkim jeden, niezwykły nastolatek imieniem Jose, uświadamiają mu, że odwaga i wiara mogą narodzić się nawet wtedy, gdy już nie można liczyć na sprawiedliwość.
   Reżyser Dean Wright, dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu w Hollywood, gdzie pracował jako specjalista od efektów specjalnych przy takich hitach jak „Titanic", trylogia „Władca pierścieni" i „Opowieści Z Narni", nadał tej opartej na faktach historii, która nigdy wcześniej nie została przeniesiona na ekrany, wizualnej siły.
   Scenariusz do filmu napisał Michael Love, a producentem jest Pablo Jose Barroso. W gwiazdorskiej obsadzie, której przewodniczą Garcia i Longoria, znalazł się również legendarny Peter OToole, wschodząca gwiazda Oscar Isaac („Drive"), muzyk i aktor Ruben Blades („Safe House"), Bruce Greenwood („STAR TREK", „Super 8"), Nestor Carbonell („Mroczny rycerz powstaje"), Bruce Mcgill („Lincoln"), Santiago Cabrera („Herosi", „Che"), nominowana do Oscara Catalina Sandino Moreno („Maria łaski pełna") oraz Eduardo Verástegui („Bella").
   Film był kręcony w historycznych miejscach w całym Meksyku. Znakomitej obsadzie dorównuje równie utytułowana ekipa: operator Eduardo Martinez Solarez („Bad Habits"), nominowany do Oscara za montaż Richard Francis-Bruce („Skazani na Shawshank", „Siedem", „Harry Potter I kamień filozoficzny"), scenograf Salvador Parra („Volver") i zdobywca Oscara za muzykę James Horner

Dlaczego palmy?
2013-03-24

"A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścieli na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!"     (Mt 21,8-9)
   Przywykliśmy do nazwy Niedziela Palmowa. Wiemy, że w tym dniu Kościół obchodzi w liturgii pamiątkę uroczystego wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy, przed Jego męką. Jasnym jest, że ten dzień wprowadza wyraźnie zasadniczy temat świąt Wielkanocy: Chrystus przez mękę i śmierć wchodzi do chwały. Nasuwa się jednak czasem pytanie: Skąd te palmy? Dlaczego właśnie one?
   Wśród wielu gatunków palm najbardziej znacząca jest palma daktylowa. W południowych krajach europejskich wprawdzie nie owocuje i osiąga zaledwie średnią wysokość, jednak jej odmiana orientalna wysoko wznosi swój smukły, elastyczny pień (10 - 25 m) zwieńczony gęstym listowiem ku rozżarzonemu słońcu i przynosi obfity plon. Swoje korzenie zapuszcza głęboko w ziemię, szukając ukrytych (także słonych) źródeł. Arabowie powiadają: Król oazy zanurza swoje stopy w wodzie, a swoją głowę w ogniu nieba. Żadna burza nie jest w stanie ani złamać tego wspaniałego drzewa, ani go wyrwać z korzeniami, ani ogołocić z liści. Opiera się każdej nawałnicy, choćby siła jej zginała ją niemal do samej ziemi. Jeśli nie ściąga się z niej zbyt wielu soków, z których przygotowuje się napój, to może rosnąć 200 a nawet 300 lat. Nie ma w niej niczego, czego człowiek Wschodu nie potrafiłby spożytkować. Starobabiloński hymn wylicza 360 różnych sposobów wykorzystania palmy daktylowej. Dlatego Babilończycy uważali je za drzewo łaski. Grecy gałązkę palmy podawali zwycięzcom w zawodach. Ten zwyczaj przyjęli też Rzymianie. Stąd palma oznacza zwycięstwo i nagrodę zwycięstwa. Zielone gałązki palmy reprezentują niejako całe niezwyciężone drzewo.
   W chrześcijaństwie gałązki palm oznaczają obok zwycięstwa również życie w pełni łaski, mądrości i siły.

Trudna nadwrażliwość
2013-02-03

   Taktowność, delikatność, wrażliwość - to bez wątpienia dobre cechy. Owszem - gdy stosują się do ludzi. Zdziwiłem się jednak ostatnio na wieść, że ktoś został poruszony niestosownością słów (zbyt mocnych słów) użytych w modlitwie do św. Michała Archanioła, którą od pewnego czasu odmawiamy na zakończenie każdej Mszy św. Padło pytanie, czy wolno nam używać tak mocnych słów, wzywających Boga do "strącenia do piekła" szatana i innych złych duchów. Oniemiałem. Ta bowiem nadwrażliwość byłaby zrozumiała i godna pochwały w odniesieniu do ludzi. Gdy jednak chodzi o niezwykle inteligentne, a zarazem złośliwe bestie, toczące z nami walkę i pragnące za wszelką cenę nas tam zaciągnąć ku wiecznemu potępieniu, to wzywanie Boga na pomoc jest po prostu szukaniem ratunku. Czy zaś trzeba aż prosić o potępienie dla nich? Wiemy, że dla nich ratunku nie ma - wyrok został ogłoszony. Ludzie bowiem mogą się mylić i błędne podejmować decyzje, tamci zaś mają pełną świadomość konsekwencji swych czynów i doskonale wiedzieli od początku, jaki spotka ich los za sprzeciwienie się Najwyższemu. Tu więc nic nie zmienimy. Musimy mieć jednak świado-mość, że na płaszczyźnie duchowej toczy się regularna wojna, skutkami swymi boleśnie odbijająca się również w sferze fizycznej. Na wojnie zaś nie toleruje się przeciwnika - zwłaszcza gdy nie ma możliwości wtrącenia go do więzienia. Albo gdy ktoś usłyszy od lekarza o konieczności usunięcia komórek rakowych, czy pyta o ich los po wycięciu? Czy lituje się nad nimi? Wie-my, co by się stało, gdyby (z litości?) tolerować je we własnym organizmie.

Potrzeba jedności
2013-01-20

   Co roku między 18 a 25 stycznia obchodzimy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Jest to przynajmniej częściowe spełnienie woli Pana Jezusa, aby modlić się o nastanie jednej owczarni pod jednym Pasterzem. Dlatego odbywają się w wielu kościo-łach nabożeństwa ekumeniczne z prawosławnymi, protestantami czy przedstawicielami innych religii uznających bóstwo Chrystusa. Natomiast niektórzy pytają: Po co nam to wszystko? Przecież problem akurat tych kategorii wierzących nas nie dotyczy - pomiędzy nami zamieszkują śladowe ilości ich przedstawicieli i dlatego nawet zorganizowanie takich nabożeństw pociągałoby za sobą konieczność sprowadzenia do nas takich ludzi spoza terenu parafii. Byłoby to nieco sztuczne, teatralne. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby w tym czasie istotnie modlić się do Boga o jedność wszystkich wyznawców naszegoPana. Dlatego właśnie nawiązujemy do tej problematyki w homiliach, ponawiamy prośby do Boga zanoszone w tej intencji w ramach tzw. modlitwy wiernych czy też w prywatnych naszych westchnieniach do Pana. I to chyba jest najsłuszniejsze. Cóż bowiem z tego, że od lat pracują zespoły teologów różnych wyznań, skoro postępy są tak znikome. Możemy co prawda wskazać na pewne pozytywne wyniki wysiłków przez nich podejmowanych jak choćby wspólna deklaracja o wzajemnym uznaniu ważności chrztu św., podpisana przez niektóre wyznania chrześcijańskie, ale jest to wszystko zbyt mało. Dlatego właśnie najskuteczniejszą metodą zatroszczenia się o jedność jest powierzenie tej sprawy Panu Bogu w modlitwie.
   Jedność chrześcijan jest wspaniałym dziełem, które z wiarą (zwłaszcza w Roku Wiary) winniśmy wytrwale realizować. Jak to jednak bywa ze wszystkimi wielkimi dziełami, ich początek i siła wzrostu tkwi w konkretnych postawach ludzkich. Nie da się bowiem nawet wykrzesać z siebie pragnienia jedności na wielką skalę, gdy brakuje jej wśród sąsiadów, znajomych, a nawet pośród członków rodziny. (Ileż to razy powtarzamy pół-żartem, pół-serio, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu...)
   Jasnym jest, że nie będzie nigdy kompozytorem ten, kto nie gra na żadnym instrumencie, a do tego nawet nie usiłuje śpiewać. Wielkie drzewa wyrastają z małych nasion i dlatego ważnym jest, aby poważnie potraktować owe małe ziarnka nadziei jakimi są miłość, zgoda i wzajemne zrozumienie między najbliższymi. Może ktoś powiedzieć, że niewiele ma to wspólnego z jednością chrześcijan, ale przecież jest realizacją Chrystusowej prośby o jedność. To trochę tak jak z nauką języka obcego: samo dzieło wydaje się z początku niezwykle trudne, a nawet nie do pomyślenia staje się wizja całych narodów mówiących jednym, uniwersalnym językiem, ale gdy o to troszczyć się zaczną poszczególne osoby, przezwyciężając niemałe trudności w tym zakresie, to już zrozumienie między przypadkowo napotkanymi ludźmi różnych narodowości staje się możliwe. Wracamy więc do faktów oczywistych: jeśli chcemy myśleć o wielkiej jedności uczniów naszego Pana, to zaczynać musimy od jednoczenia się w naszych małych środowiskach, od ignorowania drobnych nieporozumień i cieszenia się każdym przejawem miłości i zrozumienia.

Niedziela bł. ks. Jerzego
2012-12-16

   Tak moglibyśmy nazwać dzisiejszy dzień. Po raz kolejny bowiem gościmy w naszym kościele relikwie owego męczennika, który w okrutny sposób został zgładzony za zadawanie niewygodnych pytań oraz udzielanie jeszcze mniej wygodnych pouczeń. A przecież nie rościł on sobie praw do sprawowania władzy. Był raczej podobny do św. Jana z dzisiejszej Ewangelii, który tak doskonale był zjednoczony z Bogiem, iż mógł z całym przekonaniem objawiać Jego wolę własnymi słowami. Istotnie Bóg przez niego przemawiał.
   Skończyło się to podobnie zarówno dla św. Jana jak i dla współczesnego nam ks. Jerzego Popiełuszki. Obaj jednak liczyli się z konsekwencjami takiego postępowania. Ks. Jerzy pozostawił po sobie pamiętne zdanie: Najbardziej boję się zdrady Chrystusa za cenę paru srebrników jałowego spokoju. I nie zdradził. Dał mu Pan Bóg łaskę wytrwania. Dlatego możemy obecnie budować się przykładem jego życia, przez jego wstawiennictwo prosić za ukochaną Ojczyzną oraz o zwycięstwo najwyższych wartości, pośród których znajduje się zwłaszcza prawda.
   Wiemy, że życie ks. Jerzego nie rozpieszczało. Uchronił go Pan Bóg od zepsucia dobrobytem, ulokował w czasach trudnych walki z Kościołem a ponadto nie dał mu też zdrowia oczekiwanego u bohaterów. Mimo to na takiego właśnie wyrósł już za życia, a po śmierci jego pouczenia nabierają szczególnej wartości i pasują również do obecnych czasów. Jak wówczas bowiem, również i dziś do bezpardonowej walki z Bogiem stają zwarte szeregi Jego wrogów, tyle że w imię innej niż wówczas ideologii. Brak poszanowania narodowej własności wstąpił dziś na wyższy szczebel. Pogarda dla prawdy znów pozostawia ślady w postaci tajemniczych zgonów. Podobnie jak wtedy toczy się też bój o życie człowieka od jego poczęcia do naturalnej śmierci. Tuba propagandy znów ogłupia ludzi, tyle że dziś są oni bardziej podatni na jej działanie.
   Okazuje się więc, że niewiele zmieniło się od tamtego czasu. Czy więc warto było aż tak się poświęcać? Czy było warto składać aż tak wielkie ofiary?
  Bez tamtych ofiar może dziś w ogóle nie byłoby walki? - Wszyscy leżelibyśmy w błocie wygodnego zniewolenia. Tymczasem całe życie jest walką, a istotą jest wynik. Nas interesować powinno wyłącznie zwycięstwo. Niech nam w tym bł. ks. Jerzy dopomoże.

Roraty
2012-12-10

   Z definicji jest to wczesnoporanna Msza św. ku czci Matki Bożej odprawiana w czasie Adwentu. Uczestnictwo w nich wymaga z pewnością ofiary i poświęcenia. Osobiście niemal całe życie uczestniczyłem w roratach o godz. 6.00 i nie twierdzę, że zawsze było łatwo. Zwłaszcza w dzieciństwie... Pierwszy zapał, przy odpowiedniej mobilizacji ze strony rodziców, po prostu dusił lenistwo i niechęć. Im bardziej w głąb tego czasu, tym trudniej było wstawać, ale wystarczyło się przyjrzeć ilu kolegów i koleżanek jest rano w kościele i wstydził się człowiek swojejsłabości... Kościół w rodzinnym Luzinie w czasie rorat był zawsze za ciasny. Gdy już wraz z rodzicami wyprowadziliśmy się do Wejherowa, właśnie w Luzinie parafianie (głównie pracownicy trójmiejskich zakładów) uprosili miejscowego ks. proboszcza, by roraty przesunąć na godzinę... 5.15(!), bo nie zdążali do pracy. Kościół nadal był pełen. Odbywało się to zaledwie kilkanaście lat temu. W Wejherowie frekwencja (mimo wczesnej pory) nadal jest więcej niż zadowalająca. Przed trzema dniami dzwonił ks. Proboszcz od św. Leona żaląc się, że za mało zamówił obrazków dla dzieci - "zaledwie" 150. I brakuje! My zamówiliśmy 100 i dlatego 50 mogliśmy przekazać do Wejherowa. Właśnie dlatego, że na naszych roratach mieliśmy kolejno: w poniedziałek 24 dzieci, we wtorek 25, we środę - 27, we czwartek było 31. Daj Boże, aby  tendencja zwyżkowa się utrzymała! Zobaczymy. Do tego jednak potrzeba współpracy rodziców i dziadków. Zachęty w ogłoszeniach parafialnych oraz na katechezie nie wystarczą.
   Adwent jest pięknym czasem, bo wypełnionym nadzieją - gdy czeka się na coś z radością, to niewątpliwie jest to piękne. Dodając do tego jakiś element poświęcenia i wyrzeczenia, odczuwamy jeszcze doskonalszy smak owego oczekiwania, a i Święta wówczas nabierają większej rangi. Dzień rozpoczęty roratami staje się też dłuższy, a zwykła ludzka słabość i zmęczenie nakazuje roztropnie skrócić sobie wieczór, a więc zrezygnować z bezsensownych niejednokrotnie filmów czy programów.
   Poza pożytkiem duchowym wczesnego wstawania na roraty jest jeszcze jeden konkretny, przyszłościowy: gdy dzieci nauczą się ofiary dla Boga, nie będzie się trzeba martwić o to, czy kiedyś będzie ich stać na wstawanie do starych i chorych rodziców... Po wielokroć więc warto.

Piękny czas adwentowy
2012-12-02

   Adwent bez wątpienia jest pięknym czasem, jak piękne jest wszystko związane z oczekiwaniem. Cóż z tego, że doskonale znamy cel i wynik owego oczekiwania? Towarzyszy mu przecież rodzaj ekscytującego napięcia, podsycanego przedwczesnym wystrojem świątecznym, gorączką zakupów i nachalną reklamą skierowaną do tych, którzy sami w ogóle nie zdecydowaliby się na zakupy lub mają trudności z dokonaniem wyboru.
   Jednak to, co najważniejsze, rozgrywa się na zupełnie innej płaszczyźnie. Nie wszyscy potrafią to dostrzec. A szkoda... Bowiem ten, który ma przyjść już przemawia do nas: w codzienne liturgii (zwłaszcza podczas rorat), w Księdze Pisma św. (proponowanego do przeczytania zwłaszcza w tym roku) oraz poprzez natchnienia do nas kierowane. I nie ma znaczenia, że już to przeżywaliśmy wielokrotnie. Powtórka nigdy nie jest ta sama. To tak, jak ze sportowcami, którzy wielokrotnie te same ćwiczenia wykonują, by dojść wreszcie do perfekcji. Aby lepiej słyszeć i dokładniej zrozumieć, należy stworzyć sobie odpowiednie warunki. Może więc należy pomyśleć o "medialnej abstynencji"? Jakże to człowiek odpoczywa, gdy odetnie się choćby od telewizora...
   To jednak jeszcze nie wszystko. Boży przekaz domaga się bowiem odpowiedzi. Cóż zaoferujemy naszemu Panu? Oczekuje pewnie zwłaszcza na wyraźne sygnały miłości bliźniego - zwłaszcza tego najbliższego, w rodzinie...

Niedziela
20 stycznia 2019
Okres kolędowy
7:30 - Msza św.
Intencja: + Mąż Arkadiusz
9:30 - Msza św. - suma
Intencja: Za Parafian
11:00 - Msza św. dla dzieci
Intencja: O zdrowie i pomyślność dla Czesławy
12:15 - Msza św.
Intencja: W 20. r. śmierci Heleny o zbawienie dla niej, jej męża Andrzeja i wszystkich zmarłych z ich rodzin
18:00 - Msza św.
Intencja: ++ Rodzice: Jadwiga i Wawrzyniec - z podziękowaniem za dar życia i o błogosławieństwo Boże dla Jubilatki

(c) copyright 2009 - 2011 by Parafia Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku