Chcemy jak inni | 2026-01-16 |
Samuel - człowiek pobożny, oddany Panu jeszcze przed poczęciem, z miłością i przejęciem służący Najwyższemu. Trudno byłoby równać z nim kogokolwiek ze współczesnych. Cóż mógł przeżywać ów prorok Pana widząc narastające z wolna rozprzężenie w narodzie? Jak reagowało jego wyściełane przed Bogiem serce, nie pragnące nic dla siebie, a jedynie większej Bożej chwały? A do tego jeszcze taka wiadomość: naród chce króla! Pewnie nie jeden raz ludzie starsi przeżywają coś podobnego - ich dzieci czy wnukowie obiegać zaczynają od linii nakreślonej im przez starszych. Ileż to razy przychodzi wówczas powiedzieć: Nie tak was uczyłem albo: Nie tak was wychowałam... Najbardziej zaś pewnie boli to, że tak niewiele można zrobić. Cóż mógł Samuel poza pozostawieniem przestrogi, poza ostrzeżeniem przed konsekwencjami? Pozostała mu tylko modlitwa. I to właśnie podczas niej usłyszał Bożą zgodę na nowy porządek. Bił się z samym sobą: Dlaczego? Przecież to do niczego dobrego nie doprowadzi. Któż może być lepszym królem nad Boga? Lecz oni byli ślepi i głusi. Pan Bóg raz ofiarował człowiekowi wolność i nie chce jej odbierać pod żadnym pozorem. Mieli urządzać sobie ziemię - czynić ją sobie poddaną... Korzystają ze swego prawa. Serce Samuela jednak boli, bo wie, że ich żądania staną się w przyszłości pułapką dla nich samych. Któż ich podkusił? Czyżby sami wpadli na ten pomysł? Oczywiście, że nie. Argumentem za odejściem od Boga były inne narody. Czyż nie tak dzieje się i u nas? Do znudzenia przywoływane argumenty: Bo na Zachodzie tak dawno... Bo Zachód ma to już od dawna... Nie wszystko, co nowe jest przecież lepsze. Czasem warto uprzeć się przy tradycji... aby w przyszłości nie żałować i nie stracić tego, co najcenniejsze.
| |
