Strzeż mnie, mój Boże, Tobie zaufałem | 2010-05-20 |
Przeczucia św. Pawła okazały się trafne – w Jerozolimie został uwięziony i tu istotnie czekały go "więzy i utrapienia", o których mówił Efezjanom. Zachowywał jednak spokój, wiedząc doskonale, że nieustannie czuwa nad nim Bóg. Pamiętał z pewnością obietnicę Pana Jezusa dotyczącą zachowania się podczas prześladowań: „Nie obmyślajcie naprzód swojej obrony, w owej bowiem godzinie będzie wam podane, co macie mówić”. Paweł rzeczywiście doświadczył tego na sobie. Skąd przyszła mu ta myśl nagła, aby wskazać – jako powód swego uwięzienia – wiarę w zmartwychwstanie umarłych? Dla człowieka wierzącego nie ma wątpliwości: to jest właśnie namacalny dowód spełnienia Chrystusowej obietnicy. Wyznanie wiary w zmartwychwstanie nie było „chwytem” psychologicznym, mającym uratować mu życie – to była prawda, za którą gotów był oddać życie, ale widać nie nadeszła jeszcze jego godzina. Skonfliktowane stronnictwa nie były w stanie nawet jednogłośnie oskarżać go o cokolwiek. Wszystko to stało się nie bez Bożej ingerencji – Bóg sam przyznał w objawieniu mu udzielonym, że potrzeba aby i w Rzymie dawał tak odważnie świadectwo o Chrystusie, jak tu, w Jerozolimie. Poglądy można mieć różne, można je zmieniać lub się w nich utwierdzać, ich prawdziwość można potwierdzać rozmaitymi dowodami, argumentami, ale najwartościowsze są te, których gotowiśmy bronić nawet w obliczu największych zagrożeń, zwłaszcza pod groźbą śmierci. | |
