Bądźcie doskonali | 2015-06-16 |
Wtym żądaniu nie byłoby z pewnością nadzwyczajności, gdyby nie miara oczekiwań - jak Ojciec wasz niebieski. Niemalże od urodzenia od dziecka oczekuje się sukcesów: liczy się to, ile waży, ile i w jakich porach sypia, kiedy wymówi pierwsze "mama", kiedy pierwszy postawi krok. Potem już jest co raz trudniej: jakie oceny, jakie sukcesy - te zaś zmuszają do walki, do rywalizacji. W życiu dorosłym już przestaje to dziwić - jakie warunki, jakie zarobki, jaki samochód itd. Podążanie za owymi oczekiwaniami prowadzi do stresu, nerwowości, a przecież tak wielu nie wyobraża sobie innego życia... Dlaczego więc, skoro jesteśmy zdolni do największych poświęceń w imię osiągnięcia przemijających sukcesów, tak łatwo się poddajemy, słysząc o szczęściu wiecznym? Czy ten świat, który zbyt łatwo w proch się przeobraża, zasługuje na większą uwagę niż ten, który trwać będzie wiecznie? Tylko dlatego, że nie można go wprowadzić na giełdę? Miłścią tam nie pohandlują, bo ona z góry zakłada stratę, a przecież tylko dzięki niej możemy stać się "synami Ojca, który jest w niebie". Trudne to? Łatwe? Bóg wymaga sukcesów i z nich nas będzie rozliczał, zaś ich podstawą jest umiejętne lokowanie... straty. | |
