Doskonale znamy tę piosenkę przyrównującą życie ludzkie do szkolnej nauki, gdzie też mamy do czynienia z radościami, ale też i z niepowodzeniami, mamy grono przyjaciół, są też i nam nieprzychylni... Szkoła jednak nie trwa wiecznie - kiedyś kończy się nauka, a potem pozostają tylko, albo prawie wyłącznie miłe wspomnienia. Owszem, dla tych, którym udało się edukację zakończyć z pozytywnym wynikiem. Co z pozostałymi? Przedziwnie kształtowały się ich losy, często pozostając nam osobiście nieznane.
Szkoła to jednak ma do siebie, że zaczyna się (zwykle) 1 września i tego też dnia uczniowie dowiadują się kiedy rok się zakończy. Z życiem jest inaczej: przychodzimy na świat “o różnych porach” i nikt nie wie, kiedy nas zeń odwołają. I ta właśnie różnica winna nas niepokoić. Logicznie rzecz biorąc, winniśmy żywić w sobie chęć “zdania do wieczności”. A przecież nie wszyscy tego chcą. (Podobnie jak nie wszystkim zależy na zdobyciu wiedzy.) Rolą nauczyciela jest mobilizować swoich uczniów do wytężonej pracy. Czynią to poprzez sprawdziany, kolokwia, prace domowe i klasowe... Ocena, a co za tym idzie, ostateczna kwalifikacja ucznia, jest zwykle wypadkową ich wszystkich. Bez tej mobilizacji któż wie, jaką byłaby praca uczniów, jaką ich wiedza?