To się nam udało | 2012-09-09 |
|
Ogłaszaliśmy już, że w ramach praktyki duszpasterskiej trafił do naszej parafii kleryk roku szóstego Krzysztof Pasek. Któż się mógł jednak spodziewać, że w tak krótkim czasie tak wiele będzie z niego pożytku. Otóż pokazuje się on nam nie tylko jako gorliwy kandydat do kapłaństwa, pilnujący swych duchowych obowiązków, ale i jako doskonały komputerowiec. Zyskaliśmy wreszcie kogoś, kto ma nie tylko wiedzę, ale i doświadczenie w instalacji i obsłudze programu komputerowego do obsługi parafii pn. "Fara". Dzięki niemu więc dokonaliśmy zakupu owego programu, on zainstalował go na parafialnym komputerze i w krótkim czasie zdołał wprowadzić dane z blisko połowy tradycyjnych, kartonowych kartotek! Dodatkowo pospinał drukarki w Biurze Parafialnym oraz kserokopiarkę w tzw. sieć, co daje możliwość drukowania przez kogokolwiek w plebanii potrzebnych dokumentów bez konieczności podłączania się kablami do istniejącego sprzętu. A wszystko przy wykorzystaniu istniejących już w parafii urządzeń. Tyle dobra i to bez kosztów! No, my to rzeczywiście mamy dobrze. Ciekawe, co będzie w nadchodzących tygodniach, ale już żałujemy, że to tylko miesiąc tej praktyki.. |
Wieża kościelna | 2012-09-09 |
|
Od pewnego czasu wieża naszego kościoła staje się osłoną dla młodszych i starszych, którzy lokując się między murem wieży z jednej strony, a porastającymi zbocze kościelnej góry krzakami z drugiej, mogą z dala od swoich mam lub żon spożywać napoje rozweselające. Perswazje na niewiele się zdają. Oni zaś sami potrafią zadbać o - nie zawsze właściwe - wykorzystanie czasu. Przed z górą dwoma miesiącami "ktoś" spowodował przerwę w dostawie prądu do znajdujących się na wieży nadajników telefonii komórkowej. Konieczna była interwencja ekipy remontowej. Przed kilkoma zaś dniami jakaś niewidzialna siła poruszyła kilkukrotnie dzwony mimo, że nie był to czas dzwonienia. Okazało się, że "ktoś" wdrapał się po przymocowanej do muru drabinie i wyłamał metalowe drzwi, broniące wstępu na wieżę. (Ciekawe, dlaczego taki siłacz w Londynie się nie ujawnił?) Dobrze, że mamy jeszcze parafian, chętnych do naprawiania powstałych w ten sposób szkód. Właśnie w piątek dwóch ślusarzy, korzystając z własnych materiałów i narzędzi naprawiało zaistniałą szkodę. Wcześniej jeszcze "ktoś" próbował oderwać jedną z kratek wentylacyjnych umieszczonych w ścianach kościoła. W podobnym czasie, właśnie w okolicach wieży kościelnej, "ktoś" wyrwał z murku okalającego teren kościelny rurę, będącą elementem tego ogrodzenia, uszkadzając przy okazji kamienny słupek w płocie. Tak to już jest: jedni poświęcają swój czas i siły, by dopilnować Boże gospodarstwo, wiele wdowich groszy przyczynia się do upiększenia świątyni i terenu wokół niej, a inni marnując czas przez Boga dany dla czynienia dobra, dewastują to, co powstaje w trudzie, by zachwycać...
|
Budująca życzliwość | 2012-09-02 |
|
Przed dwoma tygodniami otrzymałem pełen życzliwości list od anonimowego parafianina, który podpisał się zaledwie inicjałami. Przy tej okazji nie omieszkał jednak zauważyć, że nasze kościelne nagłośnienie pozostawia wiele do życzenia, że należałoby sprowadzić jakiegoś fachowca, który byłby w stanie odpowiednio wyregulować w końcu przecież nowe , bo zaledwie czteroletnie nagłośnienie. Dodał przy tym, że sytuacja zdecydowanie pogorszyła się po malowaniu. Trochę się zdziwiłem. Owszem, w naszym betonowym i dość słabo wypełnionym kościele rzeczywiście następuje wielokrotne odbicie głosu. Wydawało się, że sytuacja nieco się poprawiła po przeniesieniu bocznych głośników z filarów na ściany. Tymczasem zaszkodziło malowanie? Przecież głośników nie malowano. Ale, zaraz... przecież były one zdejmowane. Po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że cztery z nich rzeczywiście nie działały. Ponieważ trudno było jednoznacznie określić przyczynę bez dokładniejszego zbadania sprawy, dopiero wczoraj udało się zaradzić problemowi. W wypadku trzech kolumn głośnikowych chodziło po prostu o błąd w połączeniu. Tę awarię szybko udało się usunąć. Natomiast głośnik pierwszy z lewej strony (ten przy figurze Matki Bożej) nie dał się uruchomić przy pomocy manewrów z podłączaniem. Najprawdopodobniej została uszkodzona stara linia zasilająca. Na szczęście wcześniej, podczas remontu instalacji nagłośnieniowej, do każdej kolumny poprowadzono dodatkowe, nowe już przewody. Aby awarię usunąć trzeba było skorzystać właśnie z owego nowo ułożonego przewodu. Teraz chyba będzie dobrze. Mam nadzieję. |
Powakacyjne przebudzenie | 2012-09-02 |
|
Czas wakacji to zwykle lipiec i sierpień. Dlatego też dokładnie 1 września, czyli wczoraj, ujawniła się grupka panów, którzy z pewnością nie mogli własnych sił i gorliwości o sprawy naszej wspólnoty dłużej utrzymać na wodzy. Przed południem przywieźli całkiem sprawne, choć zdemontowane w innym miejscu, elementy placu zabaw. Pomysł, by ulokować taki plac choćby miniaturowy gdzieś w okolicach plebanii, pojawił się już dawno, ale są to bardzo drogie sprzęty. Dla przykładu: zwykła, drewniana huśtawka kosztuje w granicach 1500 zł. Na to nas na razie nie stać, ale gdyby chodziło jedynie o drobny remont, to już zupełnie inna sprawa. Na razie sprzęt ułożony jest na terenie plebanijnym i oczekuje na chętnych... do zajęcia się remontem. |
Jaki jest los kościelnych oragnów? | 2012-09-02 |
|
Od maja już nie mamy w kościele naszych organów piszczałkowych. Przez ten czas poddawane są one kapitalnemu remontowi z profesjonalnym warsztacie organmistrzowskim w Chełmnie. Pozostały nam natomiast metalowe piszczałki prospektowe, które de facto są jedynie atrapami. Dlatego nie było potrzeby zabierania ich do Chełmna. Niemniej jednak wymagały one również odświeżenia. Dlatego na nasz apel sprzed kilku tygodni odpowiedziało dwóch panów. Systematycznie oczyszczają oni owe piszczałki ze starej farby i pokrywają nową. Trzeba przyznać, że ich praca robi wrażenie. Na razie gotowych jest blisko połowa owych elementów, ale ze to tych największych. Pozawijane w folię, aby ich nie porysować, leżą sobie na chórze oczekując na umieszczenie ich w nowym prospekcie organowym. Skończyły się już wakacje, więc trzeba się będzie wnet i za to zabrać. Najpierw jednak trzeba zakończyć pracę nad piszczałkami. Utrudzonych pracą panów polecamy Bożej łaskawości. |
Kolejny kleryk na praktyce | 2012-09-02 |
|
Od dnia 25 sierpnia miesięczną praktykę duszpasterską w naszej parafii odbywał będzie kleryk VI roku Krzysztof Pasek. Urodził się 4 sierpnia 1988 roku w Gdańsku. Od urodzenia mieszkał w Chwaszczynie. Tam uczęszczał do szkoły podstawowej i gimnazjum. W 2007 roku zdając maturę ukończył V LO w Gdańsku-Oliwie i wstąpił do Gdańskiego Seminarium Duchownego. W czerwcu br. ukończył studia teologiczne pozostała mu tylko obrona pracy magisterskiej. Od czasu przyjęcia I Komunii Świętej był ministrantem, w czasie liceum udzielał się także muzycznie na Mszach św. z udziałem młodzieży. Pasję gry na gitarze rozwijał dalej grając w zespole muzycznym naszego seminarium, z którym w ciągu 4 lat nagrał 2 płyty. Jako dobrze znający się na rzeczy informatyk gorliwie zabrał się do pracy przy komputeryzacji naszego Biura Parafialnego. Czasu ma niewiele, ale też nie wszystko sam musi skończyć. Na razie wpisuje kartoteki parafialne, po nich przyjdzie czas na wpisanie do systemu ksiąg parafialnych, co zdecydowanie ułatwi wyszukiwanie i wypisywanie potrzebnych danych. Księdzu Krzysztofowi życzymy owocnego przeżywania czasu praktyki w naszej wspólnocie i wielu radości na drodze do kapłaństwa oraz duchowych przeżyć, jeszcze bardziej wtapiających go w Chrystusa. |
Wyjazd do stadniny koni | 2012-08-26 |
|
W minioną środę mieszczuchy wyjechały do stadniny koni... Zresztą nic w tym nadzwyczajnego - jazda konna w ostatnich latach zyskuje na popularności i to zwłaszcza wśród mieszkańców miast. Nie było więc zdziwienia tym faktem, ale raczej liczebnością grupy. Łącznie z opiekunami i rodzicami liczyła ona 58 osób. Na koniach nie zrobiło to jednak większego wrażenia... Wiadomo jednak, że takiej grupy nie da się przewieść jednocześnie. Była więc kolejka: w czasie gdy jedna grupka wożona była bryczką (to bardzo ekologiczna taksówka) inni jeździli w siodle (oczywiście przy asyście osób opiekujących się końmi). Były duże konie, były i kucyki - jak kto wolał. Dla tych zaś, którzy musieli oczekiwać na jedno bądź drugie zajęcie piekły się akurat kiełbaski na grillu. Ci, którzy już zdążyli zjeść, albo właśnie wrócili z przejażdżki mogli na przykład pograć w "piłkarzyki" - dopełniali w ten sposób to, czego zabrakło naszym sportowcom na Euro 2012... Dzieci wracały raczej zadowolone, a niektórzy obiecywali sobie, że częściej będą odwiedzać takie miejsca. Trudnością natomiast dla opiekunów była spora liczba dzieci przy mniej bezpiecznym od autokarowego transporcie. Na tak krótkim odcinku za autokar zapłacić trzeba by jednak było zdecydowanie więcej niż za zbiorowe bilety. Poza tym, przy 6-osobowej "obstawie" dorosłych nie powinno się nic złego wydarzyć. I dzięki Bogu nie stało się. |
Wakacyjna wycieczka | 2012-08-19 |
|
Tym razem wakacyjna wycieczka dzieci z naszej parafii trwała dwa dni. Celem podróży był Toruń i Poznań. W Toruniu miała miejsce ciekawa wizyta w Muzeum Piernika. Wiadomo, że Toruń słynie z pierników, stąd wiele wycieczek zagląda właśnie do tego miejsca. Tam przewodnicy odziani w stroje z dawnej epoki prowadzą lekcje wypieku piernika dla "terminujących". Dzieci nie tylko poznały składniki potrzebne do wypieku tego specjału, ale przy okazji dawne miary długości, wagi i czasu. Następnie każde dziecko własnoręcznie wygniatało masę piernikową i wyciskało w formie, a po niedługim czasie mogło gotowy produkt zabrać ze sobą do domu. Po piernikach były jeszcze lody w słynnej toruńskiej cukierni "Lenkiewicz". Z Torunia szlak wiódł już do Poznania, gdzie na nocleg grupa zatrzymała się u Sióstr Miłosierdzia. Siostry prowadzą Ośrodek Szkolno - Wychowawczy, a ich podopieczni właśnie wyjechali również na kilkudniową wycieczkę, dlatego do dyspozycji pozostała odpowiednia liczba wolnych tapczaników. Na podwórzu sióstr uczestnicy wycieczki znaleźli pierwszą atrakcję - plac zabaw, z którego trudno ich było wyciągnąć nawet argumentem kolacji. Po modlitwie wieczornej wszyscy udali się na spoczynek, choć nie wszyscy mieli potrzebę wykorzystania go... Następnego dnia po Mszy św. porannej w kaplicy u sióstr i śniadaniu grupa wyruszyła do poznańskiego Nowego ZOO. Teren dość rozległy i wiele atrakcyjnych zwierząt, ale trzeba się było pośpieszyć, aby zdążyć na figle słynnych koziołków poznańskich w samo południe. Stamtąd wszyscy powędrowali na obiad, po którym udało się jakoś dotrzeć autokarem przez rozkopany Poznań do słynnej, ogromnej, poznańskiej palmiarni. Zdaje się, że tam największą atrakcją były ryby, które pozwalały się nie tylko karmić, ale i dotykać. Stamtąd zaś trzeba się już było zbierać w drogę powrotną. |
Wakacje z Jezusem | 2012-07-22 |
|
Rozpoczęły się bardzo dobrze, bo w dniu Matki Bożej z Góry Karmel. Dzięki temu można było mieć nadzieję, że stanie się Ona szczególną patronką tego czasu zabawy i skupienia. Istotnie, stało się tak chociażby za sprawą tajemnic światła, stanowiących podstawę rozważań każdego dnia, poczynając od modlitw porannych poprzez formacyjne spotkanie w grupach i homilię mszalną aż do modlitw wieczornych. Oprócz tych punktów dnia były też inne, nie wiążące się bezpośrednio z omawianą tematyką, ale raczej luźno powiązane z całością programu jak choćby szkoła śpiewu, czy szkoła liturgiczna. Wszystko to zorganizowano dla pięćdziesiątki dzieci z naszej parafii oraz kilkorga spoza jej granic na czas od poniedziałku do minionej soboty w dość przestronnej szkole wiejskiej na Kaszubach, wyposażonej w dużą salę gimnastyczną, z "Orlikiem" na zapleczu oraz bazą sanitarno-żywieniową. Ogółem pod okiem siedmiorga opiekunów znalazło się 59 dzieci. Pogoda nie rozpieszczała uczestników tegorocznego zgrupowania. Nie udało się na przykład ani jednego dnia wykorzystać nad jeziorem, no może nie licząc tego, gdy to wbrew zapowiedziom o dniu deszczowo-burzowym słońce konkurowało z chmurami na krótkie chwile dopuszczając do opadania deszczu lub mżawki. W tym to dniu cała ekipa udała się do Gołubia z zamiarem popływania na rowerach wodnych, co wciąż dla dzieci w tym wieku pozostaje atrakcją. Dość silny wiatr uniemożliwiał jednak wypłynięcie na głębszą wodę i dlatego wszyscy żądni tego rodzaju przygody, wydatkując sporo energii na pedałowanie, kręcili się wciąż blisko brzegu... Kiedyś takie obozy organizowało się pod namiotami. Obecny czas z powodu tzw. globalnego ocieplenia trzyma nas w takich temperaturach, że prędko doprowadziłoby to do choroby większości uczestników, a rekrutowali się (przynajmniej w założeniach) ze szkoły podstawowej. Obecne zakwaterowanie dawało przynajmniej możliwość sprawdzenia swoich możliwości w zakresie zamiatania zwykłą miotłą czy używania wiaderka z mopem... Oczywiście było też sporo czasu wolnego, który dzieci chętnie wykorzystywały (i dzięki Bogu, bo w domach to zwykle komputer...) na grę w piłkę nożną (okazało się, że to nie tylko domena chłopców), dziewczęta raczej wybierały grę w badmintona czy pingponga. Generalnie dzieci sprawiały wrażenie zadowolonych, choć nie obyło się też bez komplikacji. Jeżeli bowiem rekrutacja odbywa się na zasadzie ogłoszenia i zapisów, to w grupie takiej muszą pojawiać się nie tylko aniołki... To z kolei na wielką próbę wystawiało cierpliwość opiekunów. Można by sobie poradzić z tym na przyszłość tworząc coś na kształt "czarnej listy". Znalazłyby się na niej szczególnie uciążliwe dzieci i to - wbrew pozorom - nie tylko z rodzin patologicznych. Czy jednak mamy do tego prawo? Wszak i Pan Jezus "nie przyszedł nawoływać do nawrócenia sprawiedliwych, ale grzeszników". Właśnie dla tych dzieci (choć było ich niewiele) był to jakiś normalny tydzień, gdzie otaczała je życzliwa atmosfera, trzeba się było usilnie powstrzymywać od przeklinania czy agresywnych zachowań. Nie wszystko w tym względzie się do końca udało, ale jak to powiedziała jedna z mam odprowadzających swe dziecko do autobusu na widok owych "owieczek", które powszechnie znane są w środowisku szkolnym jako zdobywcy najgorszych ocen ze sprawowania: Moje dziecko przez tydzień nie zmieni się na gorsze, a tamtym może coś to da. Tak pewnie należy do tego podchodzić, tym bardziej, że akcja ta organizowana jest w wymiarze materialnym i logistycznym przez "Caritas", z natury rzeczy zobowiązany do troski o dzieci z rodzin niewydolnych wychowawczo. Podstawową ideą, przyświecającą omawianemu przedsięwzięciu jest próba zorganizowania dzieci, biorących w nim udział, w jakąkolwiek formę aktywności religijnej: czy to w oazie, czy żywym różańcu, Liturgicznej Służbie Ołtarza, czy czymkolwiek, co wiązałoby je z naszym Zbawicielem. Sam wysiłek bez modlitwy w tej intencji niczego tu nie zmieni. Wypada tu podziękować wszystkim, którzy wsparli tę parafialną akcję, poczynając od PZ "Caritas", poprzez osoby dokonujące zakupów na festynie rodzinnym, innych darczyńców aż wreszcie po osoby sprawujące opiekę nad tą dość liczną trzódką w ciągu blisko tygodniowego wypoczynku, a były wśród nich trzy nauczycielki, dwóch kleryków i nasza pani organistka. Wszystkim składamy serdeczne Bóg zapłać. |
Stopień komunijny w kościele | 2012-07-08 |
|
Od czasu ułożenia wylewki betonowej na całości kościoła, problemem stał się tzw. stopień komunijny w prezbiterium. Podniesiona posadzka zdecydowanie go zmniejszyła. Liczył on zaledwie kilka centymetrów, co po włożeniu kiedyś płyt granitowych na całości kościoła jeszcze bardziej by go skróciło. Tworzyłby on bardzo niebezpieczny występ jak gruby dywan w domu lub płyta chodnikowa, o którą tylko potknąć się można. Dlatego właśnie na spotkaniu Rady Ekonomicznej zdecydowano o jego podniesieniu do wysokości kolejnego stopnia. Dlatego w miniony czwartek pojawiła się ekipa posadzkarzy, która zgodnie z sugestiami kamieniarzy na właściwą wysokość ulała nowy stopień, na którym, prawdopodobnie już od jutra będą się pojawiały pierwsze z zakupionych niedawno płyt. Stopień komunijny będzie bardziej eksponowany. |