Jakaż różnica! | 2025-03-15 |
Nie chodzi o jakiś kosmetyczny szczegół - sprawa dotyczy różnicy klas... Przyjrzyjmy się pierwszemu czytaniu, w którym Mojżesz objaśnia ludowi Bożemu korzyści wynikające z zawartego przymierza, bo przecież w każdym przymierzu są zobowiązania i korzyści. Bezdyskusyjną korzyścią jest to, że Pan przejmuje ten lud pod swoją kuratelę - oczywiście pod warunkiem dotrzymania umowy. Ale jest też coś innego: oto Pan Bóg też odnosi korzyść z tego układu... Czyżby? Owszem: Pan Bóg uzyskał to, że ta oto zbiorowość ludzka będzie odtąd jego ludem... No, nie chce się wierzyć! To miałoby być Bożą korzyścią? Zdaje się, że tak właśnie należało do sprzedać ludziom. To zrozumieli - my coś Jemu, a On nam... Proste. Zupełnie inaczej wygląda to w Nowym Testamencie. Pan Jezus przestrzega przed odmierzaniem. Dla Jego ucznia wszystko ma być motywowane miłością i tylko takie działanie jest dopuszczalne. Bóg ma prawo wymagać od swoich uczniów czegoś więcej. To tak, jakby chciał powiedzieć: znam cię, jesteś Moim dzieckiem i wiem, że stać cię na to. A o co konkretnie chodzi? O kompletną bezinteresowność, posuniętą aż do zatraty siebie. Nie ma tu miejsca na handel. Bo tu nawet nędzarz może stanąć na wysokości zadania - nie o dobra materialne tu chodzi.
| |
