Wszystko jest po coś... | 2025-03-24 |
To dziś wydaje się nam (zresztą niesłusznie), że bezpieczeństwo jest naszym prawem, a gdyby ktoś poważył się na naruszenie naszych granic, państwo odpowiedziałoby siłą i dołączyliby do nas nasi sojusznicy... Tak... znamy to z roku 1939, a bliższym przykładem jest to, co dzieje się na Ukrainie. Owszem, jest wsparcie ze strony innych narodów, ale tragedie osobiste i rodzinne już się dokonały... Jedną z takich był napad bandy Aramejczyków, które operowały w przygranicznych rejonach i - poza innymi stratami - uprowadzili w niewolę pewną Bogu ducha winną dziewczynę. Możemy się jedynie domyślać, co działo się w jej duszy - z dala od swoich, bez dostępu do świątyni, do synagogi, pośród ludzi innej kultury i języka i... w niewoli. Była chyba jednak dobrze traktowana, skoro sama wyrwała się z uwagą dotyczącą możliwości przywrócenia zdrowia swemu panu, mającego wielkie poważanie u króla Aramu. Wystarczyła jedna jej sugestia i uruchomiona została machina: list króla Aramu do króla izraelskiego, cała masa pieniędzy i ubrań zamiennych oraz kosztowny orszak. Szybko okazało się, że cały ten blichtr był zupełnie niepotrzebny. Pan Bóg posłużył się niepozornym prorokiem i zwykłą kąpielą, zresztą w niezbyt ciekawych wodach. Efekt? Cudowny powrót do zdrowia, ale przede wszystkim pozyskanie kolejnego wyznawcy Boga Jahwe pośród pogan. A początkiem było okrutne porwanie i nieuzasadniona niewola. Wszystko jest po coś...
| |
