Miłość czy kalkulacja? | 2024-07-11 |
Istnieje takie stare opowiadanie o chłopcu, który umiejąc już czytać i pisać, wypisał swojej mamusi rachunek: za posprzątanie pokoju, wyniesienie śmieci, pobawienie się z młodszym braciszkiem i jeszcze kilka innych pozycji. Na końcu tego podsumowania znalazła się jakaś konkretna sumka. Trudno się dziwić, że nawet dzieci pragną poczuć nieco wolności i niezależności, mogąc dowolnie dysponować jakąkolwiek gotówką... Mama w odpowiedzi na to, wyliczyła swoje należności: za noszenie cię przez dziewięć miesięcy pod sercem, za urodzenie ciebie, karmienie piersią, pranie pieluch, kupowanie ubrań oraz kilka innych pozycji... Na szczęście zawstydził się i... zrezygnował z żądanego honorarium. Powyższa historyjka pasuje do dzisiejszej Ewangelii, w której Piotr zachowuje się trochę jak wspomniany chłopiec: Opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Pan Jezus zachowuje się bardzo taktownie - nie gani pierwszego z apostołów, ale składa obietnicę tym, którzy potrafią dla Niego opuścić najbliższych. Czy to potrzebne? Prawdziwa miłość rozpoczyna się od jakiejś formy zauroczenia, kalkulacji - zwłaszcza w wypadku poszukiwania kandydata na małżonka. Może tu chodzić o różne atrybuty jak wzrost, wygląd, poczucie humoru, pracowitość i cały szereg innych. Z czasem przestaje to jednak mieć znaczenie, gdy do głosu dochodzi prawdziwa miłość, nakazująca prześciganie się w czynieniu dobra. Choć wiąże się to z poświęceniem, dostarcza tak wiele przyjemności. Do tego jednak trzeba długo dojrzewać. | |
