Jak mało potrzeba | 2024-10-08 |
Nieporozumienie Marty z Marią, w której Chrystus miał być arbitrem, doprowadza nas do przedziwnych wniosków. Pan Jezus przede wszystkim nie potępił Marii, a nawet jej nie skarcił (czego prawdopodobnie oczekiwała jej siostra), ale też nie zaprzeczył potrzebie prozaicznych, żmudnych często i uciążliwych działań, w które uwikłane są zwłaszcza kobiety. Postawa zainteresowania sprawami wiary, a w konsekwencji szczęścia wiecznego jest godną pochwały. Samo zainteresowanie jednak nie wystarczy. Zwróćmy uwagę, że gdy dojdzie niebawem do śmierci brata owych kobiet, Łazarza, to właśnie owa - z pozoru zatroskana wyłącznie o sprawy materialne - Marta, wykaże się większym zawierzeniem Chrystusowi Panu niż owa pobożna, kontemplatywna Maria. Ta bowiem zrozpaczona (albo szybko z wolą Bożą pogodzona) została w domu, Marta zaś nie tylko posłała po Mistrza, ale niemalże wymusiła na Nim cud. Cóż bowiem oznaczać będą słowa wyrażające głęboką wiarę w to, że i po dokonanym fakcie Bóg nie odmówi Jezusowi niczego? Wiara więc, tu na ziemi, z pewnością wiara jest tym, co najważniejsze, bo pomaga przezwyciężać niepokonalne - zdawałoby się - trudności, nie pozwala na złamanie ducha i jest w stanie cuda wymóc na naszym Panu. Gdy zaś pielęgnować ją będziemy przez całe życie, okaże się, że i ona przestanie być użyteczną, gdy dojdzie do ostatecznego spotkania z Bogiem. Pielęgnowanie jej pozostaje jednak zadaniem niezwykle istotnym w perspektywie osiągnięcia celu ostatecznego.
| |
