Jak pomagać? | 2024-09-13 |
Pamiętam z dzieciństwa chodzenie po targowisku miejskim, gdzie kupić można było nie tylko owoce i warzywa, ale też jajka, kury, prosiaki, króliki itp. Sprzedający drobne owoce czy warzywa przywozili też ze sobą wagi szalkowe. Były one stare - pewnie nabyte jeszcze przez rodziców czy dziadków, stąd też nie zawsze tak dokładne, jak należałoby się tego spodziewać. Pewnie z tej racji na niektórych szalach obok odważników kładziono też mniejszy czy większy kamyk. To tak dla doprecyzowania wagi, aby nikogo nie oszukiwać. Z czasem jednak krążący po rynku poborcy opłaty postojowej zaczęli wymagać dokumentów legalizacji używanych na targowisku wag. Bez niego nie można było tym narzędziem się posługiwać. Niby wszyscy wiedzieli, że nie było złych intencji w stosowaniu dodatkowych odważników, ale nie wolno było... Kojarzy mi się ta sytuacja z dzisiejszą Ewangelią, w której Pan Jezus mówi o życzliwym człowieku, który pragnie poratować przyjaciela wyjmując drzazgę z jego oka. Chciał dobrze, ale sam miał horyzont przysłonięty belką we własnym oku. Mamy tu, oczywiście, do czynienia z typową, żydowską przesadą - gdzie drzazga, a gdzie belka. Wbrew pozorom chodzi jednak o to samo: nie powinienem ważyć sprzedawanego towaru, gdy mam niesprawną wagę, materiału z beli też nie powinienem sprzedawać na łokcie - wymagana jest dokładna miara. Podobnie ze sprzedażą działki, którą wymierza się na metry kwadratowe itd. Mając gorące pragnienie wspierania kogoś, winniśmy najpierw zadbać o to, czy nasze miary mają legalizację, czy - jak powiedzielibyśmy dziś - homologację. Sprawdzamy ją w konfrontacji ze Słowem Bożym czy to podczas lektury Pisma Świętego, czy słuchania kazań, opartych o to samo słowo, dokumentach Kościoła i Tradycji, która zawiera ślady wielu podobnych problemów rozwiązanych już dawno w przeszłości. Chcąc pomagać innym, trzeba mieć pewność, że stosujemy właściwe narzędzia, zalegalizowane niejako przez samego Boga.
| |
