Niewinne kłamstewka? | 2026-03-06 |
Pamiętamy Rebekę, która z miłości do mamin-synka Jakuba, posunęła się do oszustwa, przebierając go w szaty Ezawa, by wyłudzić błogosławieństwo ojcowskie? (To prawda, że tamten za miskę soczewicy sprzedał swe pierworodztwo Jakubowi, ale nie usprawiedliwia to posunięcia matki.) To pociągnęło za sobą konieczność ucieczki młodszego syna do brata Rebeki, Labana. Tam, wyposażony w rodzicielskie błogosławieństwo, przysporzył bogactwa swemu wujowi. Zapłatą za to miało być małżeństwo z ukochaną przez niego Rachelą. Laban jednak również uciekł się do podstępu, dając za żonę swemu zięciowi Leę, starszą swą córkę. Za Rachelę miał pracować kolejnych siedem lat... A potem kolejnych siedem za dobytek. Po co te matactwa, oszustwa? I co z tego, że w dobrej wierze? Efektem tego było to, że Jakub i tak bardziej kochał bezdzietną Rachelę niż płodną Leę. Trudno więc się dziwić, że i jej pierwszego syna ukochał bardziej od wszystkich pozostałych... Jednak ta nieroztropna miłość ojcowska zrodził zawiść u pozostałego rodzeństwa, dochodzącą do tak wielkiego poziomu nienawiści ku Józefowi, że nie potrafili zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać. Znamy dalszą historię i wiemy, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, ale pozostajemy z pytaniem: Dlaczego mącić, dlaczego oszukiwać, skoro z doświadczenia wiemy, że cel nie uświęca środków?
| |
