Jak to ważn, by dobrze dziecko wychować... | 2026-03-07 |
Właściwie nie da się chyba niczego już dodać do tego, co już powiedziano o przypowieści o synu marnotrawnym. Dlatego może nie zatrzymujmy się dziś nad niegodziwością pogubionego dziecka, nad błędną drogą, którą wybrał, ani nawet nad wielkością miłosierdzia ojcowskiego. Zwróćmy uwagę na pewien szczegół, jaki odnotował w swej przypowieści Pan Jezus. Chodzi mianowicie o czas upodlenia rezolutnego młodzieńca, który zdążył już całe ojcowskie dobro roztrwonić i musiał się nająć do gorszącego (dla Żyda) zajęcia, jakim było wypasanie świń. Nie wszedł na drogę przestępstwa, nie uciekł się do rozboju, a nawet - i na to zwróćmy szczególną uwagę - nie mając nic do jedzenia pragnął napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie lecz... nikt mu ich nie dawał. A dlaczego sam się nie poczęstował? Bo byłaby to kradzież, a na to nie pozwalało mu sumienie, ukształtowane w rodzicielskim domu. Nawet w takiej sytuacji! Owszem, nie był on wolny od grzechów, ale w tym zakresie zapora duchowa pozostała niewzruszona. Okazuje się, że gdy Pan Bóg może się choć wątłej nitki uchwycić, dopełni reszty i doprowadzi do powrotu - do nawrócenia, do ocalenia. Trzeba jedynie, aby skorupka za młodu dobrem nasiąknęła, no i by rodzicielskie modlitwy ścigały błądzących. | |
