Spichlerze | 2025-08-03 |
Z powodu niesprzyjającej pogody nie mogą rozpocząć się żniwa. Kiedy jednak nastąpią, pojawią się na polach kombajny i potężne ciągniki z wielkimi przyczepami, wiozące zboże - już na polu wymłócone. W dawniejszych jednak czasach miarą obfitości plonów były nie tylko zapełnione stodoły, ale i ilość stogów w gospodarstwie. To, o czym mowa w dzisiejszej Ewangelii, to już krok dalej: to wizja wymłóconego zboża, które należy gdzieś zmagazynować i przechować, by się nie zmarnowało. Ostatecznie to podstawa życia. Problem jednak w tym, że ewangeliczny gospodarz nie myślał o owej podstawie. Dla niego najważniejszy był biznes: jeśli można więcej zarobić, to dlaczego nie? Mało tego: tak zaślepił go duch tego świata iż wydawało mu się, że to dobra dla niego na długie lata odłożone. A wystarczyłaby choćby znajomość Koheleta. Z niej wynika, że nic nie znaczy mądrość, wiedza, dzielność czy bogactwo, skoro to wszystko marność. Przecież nawet chwila naszego życia nie zależy od nas. Wszystko skończyć się może właśnie tak jak w ewangelicznej przypowieści. I kończy się. Każdego dnia, dzięki medialnym przekazom, dowiadujemy się o nagłych wypadkach, katastrofach, trzęsieniach ziemi, spadających samolotach, czy zwykłych zawałach i powszechnych nowotworach. Do czego więc się można przywiązywać na tej ziemi? Jedynie godnym uwagi jest sam Bóg - pełen wszelkiego bogactwa, ale tego duchowego, nieutracalnego.
| |
