Trochę roztropności | 2025-08-10 |
Przeglądając dzisiejszą Ewangelię przypomniałem sobie swego tatę, który na własnej skórze doświadczył okrucieństwa drugiej wojny światowej i tak zwanego wyzwolenia. Zawsze mówił, że nie ma niczego gorszego niż wojna. Z drugiej zaś strony mówił - a odszedł z tego świata jeszcze w ubiegłym wieku - że nie było tak długiego czasu bez wojny i za to codziennie winniśmy Bogu dziękować. Mawiał tak niejednokrotnie, stąd odległość czasowa między zakończeniem działań wojennych a ówczesną teraźniejszością ciągle się zwiększała. Dla nas było czymś jasnym, że nie ma wojny, bo przecież nie powinno jej być. Mając wokół siebie wielu świadków tamtych okropności (dziadkowie, wujkowie, ciocie, a nawet starsze kuzynki) wiedzieliśmy, że to wielka groźba i należy prosić Boga o pokój. Tym większym jednak zaskoczeniem dla mnie - wówczas młodzieńca - był usłyszany kiedyś w kościele tekst o grzechu Dawida z Batszebą, rozpoczynający się od słów Na początku roku, gdy królowie zwykli wyruszać na wojnę, Dawid wyprawił Joaba... Zaskoczenie? Zgorszenie! Jakże tak można traktować życie ludzkie?! - zwykli wyruszać na wojnę... tak jakby po drzewo do lasu wyruszali... Gdy z takiej perspektywy spojrzymy na przywołana dziś słowa Pana Jezusa: Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Dalej mówi o konieczności gromadzenia sobie skarbów w niebie, gdzie nie istnieje obawa ich utraty, bo zwykle pilnie strzeżemy tego, co nam drogie. I tu właśnie stajemy wobec pytania: Co dla mnie jest drogie? Co chciałbym przechować na zawsze? Widmo wojny staje się coraz bardziej realne, choć nie chodzi o utrwalanie strachu w duszach. Miłość wymuszona strachem niewiele będzie warta. Ale właśnie wobec ulotności wszystkiego, zastanowić się warto nad tym, co ma prawdziwą wartość i temu całkowicie się poświęcić. | |
