Odrzucenie | 2026-08-31 |
Głośno już było o Nim - wieść o Mistrzu z Nazaretu, wędrownym Rabbim, cudotwórcy roznosiła się szybko. Wielu zapewne odczuwało dumę z tego powodu przywołując fakt sąsiedzkiego zamieszkania, chodzenia razem na pielgrzymki do Jerozolimy, uczęszczania do szkoły czy z jeszcze innego powodu. Ten szeroko znany Człowiek był ich ziomkiem, był jednym z nich. Toteż cieszyli się z Jego powrotu do rodzinnego miasteczka, a jeszcze bardziej z tego, że zawitał w dzień szabatni do synagogi i miał do nich przemówić. Z relacji ewangelisty wynika, że mówił pięknie, zachwycająco - do czasu. Kiedy Jego nauczanie dotyczyło jedynie teorii, historii, samej Biblii - wszystko było dobrze. Unieśli się dopiero wówczas, gdy uświadomił im, że niewiele różnią się od swoich przodków, współczesnych Eliaszowi. Oni też byli zamknięci na łaskę Bożą do tego stopnia, że mogła ona przylgnąć jedynie do kilku obcych: wdowy z Sarepty Sydońskiej czy Naamana. Wściekli się i wtedy nastąpiło odrzucenie... Nie oni jedni tak się zachowali. Wspominany niedawno Bartłomiej, na wieść o spotkaniu Mesjasza - Jezusa z Nazaretu, odpowiedział: Czy może być coś dobrego z Nazaretu. Owszem, nie było w tym wrogości, ale co najmniej obojętność. Paweł z gorszego uczucia musiał się leczyć, a oto dziś przyznaje, że już niczego nie chce znać poza Chrystusem i to ukrzyżowanym! Wynika stąd, że do przylgnięcia ku Chrystusowi się dorasta. Nie wszyscy jednak tego chcą. Kto dziś ma takie pragnienie Boga i Zbawcy, by jednoczyć rodzinę w modlitwie wieczornej? Kto tak Go kocha, aby nie wstydzić się znaku krzyża przed czy po posiłku? Kto ma wyraźnie oznaczone miejsce modlitwy w domu, a przynajmniej Jego krzyż czy obraz? Kto w poszukiwaniu najlepszych z Nim relacji szuka grupy, wspólnoty, ludzi podobnie pragnących? On sam nigdy nie przestaje nas pociągać i zapraszać do siebie, ale decyzja o przylgnięciu do Niego czy odrzuceniu należy jednak do nas... | |
